Wielka wojna w KO. Koryto trzeszczy na Lubelszczyźnie: wycinanie ludzi, „cyber-czystki” na WhatsAppie i donosy w zaprzyjaźnionych mediach

Zasada jest prosta: kiedy jedna frakcja chce uderzyć w drugą, leci z płaczem i „kwitami” do mainstreamu. Jedni, związani z lokalnymi kacykami ruszają z donosami na Czerską do Agory, drudzy, wierni warszawskim protektorom, szukają ratunku u dziennikarzy Onetu czy innych lewicowo-liberalnych portali. Wszyscy po kolei, zasłaniając się anonimowością, grillują swoich partyjnych kolegów, dając nam bezcenny wgląd w to, jak naprawdę wygląda ta „demokratyczna koalicja”, gdy wyłączy się kamery telewizyjne.
Ofiara z wiceprezesa, czyli zemsta za brak lojalności
Zaczęło się od walki o stanowisko szefa regionu a kończy na klasycznych aktach politycznej zemsty w lubelskim samorządzie, o czym rozpisują się media po obu stronach barykady. Ofiarą ostatniej czystki padł według doniesień Radia Zet, Wojciech Wilk – postać w regionie znana (były poseł, były wojewoda, a do niedawna burmistrz Kraśnika). Po utracie fotela burmistrza, partia – jak to ma w zwyczaju – zapewniła mu „miękkie lądowanie” w miejskiej spółce TBS Nowy Dom w Lublinie. Ciepła posadka wiceprezesa, obligująca do pobierania ok. 14 tysięcy złotych miesięcznie z kieszeni podatnika, miała być nagrodą pocieszenia.
Wilk popełnił jednak kardynalny błąd. W wewnętrznych wyborach w KO, zamiast poprzeć kandydata namaszczonego przez prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka – posła Michała Krawczyka – postawił na wpływową europosłankę Martę Wcisło. I choć Wcisło te wybory wygrała i została szefową regionu, to w zarządzie i w lubelskim ratuszu wciąż karty rozdaje ekipa Żuka.
Zemsta – jak pisał klasyk – najlepiej smakuje na zimno. Trzy razy ludzie prezydenta Żuka głosowali przeciwko Wilkowi w strukturach. W końcu uderzono tam, gdzie boli najbardziej: w portfel. Wilk, mimo wzorowego absolutorium i braku jakichkolwiek merytorycznych zarzutów, z dnia na dzień wyleciał ze spółki pod pretekstem „wygaszenia kadencji”. Zdezorientowany i potraktowany jak zużyty element, ma teraz biegać po zaprzyjaźnionych redakcjach, żaląc się, że „decyzja jest dla niego niezrozumiała”. Witamy w realnym świecie Platformy, panie Wojewodo!
Trzecia Droga do koryta, czyli „fachowcy” od Pełczyńskiej-Nałęcz
Żeby cyrk był kompletny, na miejsce wyciętego Wilka w radzie nadzorczej TBS natychmiast wskoczył Paweł Kurek – radny wojewódzki od Hołowni, a dokładniej zaufany człowiek minister Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz z Polski 2050.
Akurat, jak słyszymy od naszych informatorów w Lublinie, Kurek z Wilkiem od lat szczerze się nie znoszą (Kurek miał kiedyś żal, że Wilk nie zrobił go swoim wiceburmistrzem w Kraśniku). Co ciekawsze, Kurek w radzie nadzorczej wylądował tuż po tym, jak w atmosferze potężnego skandalu rozstawał się z Wojewódzkim Funduszem Ochrony Środowiska. Nieoficjalnie mówiło się o zwolnieniu dyscyplinarnym za „chodzenie do pracy w kratkę”, choć ostatecznie sprawę zamieciono pod dywan. Teraz ten „wybitny ekspert” od pracy w kratkę będzie kontrolował miejskie budownictwo w Lublinie. Idealny układ: KO wycina swoich, żeby obłaskawić koalicjantów z Trzeciej Drogi.
Wojna na komunikatorach. „Cyber-czystki” i usuwanie szefowej
Najbardziej komiczny – i jednocześnie pokazujący poziom mentalny lubelskiej KO – etap tej wojny toczy się jednak w smartfonach. Prawdziwym rozgrywającym pod nieobecność leczącego kręgosłup prezydenta Żuka stał się jego zastępca, Tomasz Fulara. To on, według doniesień zniecierpliwionych działaczy, trzęsie teraz miastem i szykuje się do przejęcia fotela prezydenta w 2029 roku.
Fulara, który nagle objawił się jako wielki kadrowiec i sekretarz powiatu KO, postanowił pokazać, kto tu rządzi w sposób iście cyfrowy. Przejął uprawnienia administratora na oficjalnej grupie partyjnej na popularnym komunikatorze (używanym do koordynacji działań struktur) i... bezpardonowo usunął z niej nowo wybraną przewodniczącą regionu, europosłankę Martę Wcisło oraz jej najbliższych stronników!
Screeny z tej „cyber-czystki” lotem błyskawicy obiegły zaprzyjaźnione z władzą redakcje. Wcisło, która jeszcze niedawno wrzucała tam partyjne grafiki i instrukcje z Warszawy, dostała cyfrowego bana od własnego wiceprezydenta miasta. Działacze z ekipy Wcisło są wściekli i anonimowo pomstują w mediach na „jazdę po bandzie” i „wywoływanie niepotrzebnych konfliktów”. Oficjalnie oczywiście panuje zmowa milczenia: Wcisło odmawia komentarza, Żuk i Fulara nie odbierają telefonów.
Uśmiechnięta anarchia
Obraz, jaki wyłania się z lubelskiego bagienka Koalicji Obywatelskiej, to esencja rządów tej formacji. Pod hasłami walki o demokrację i praworządność kryje się brutalne, prymitywne wycinanie przeciwników politycznych, blokowanie dostępu do informacji, wyrzucanie ludzi z pracy za brak lojalności wobec lokalnego barona i obsadzanie rad nadzorczych skompromitowanymi działaczami koalicjanta.
A najpiękniejsze w tym wszystkim jest to, że oni sami nie potrafią już trzymać języka za zębami. Gdy tylko dzieje się im krzywda, zamiast „wewnętrznych standardów” wybierają numer do Onetu lub mediów afiliowanych przy „Wyborczej”, żeby napluć na kolegę z tego samego komitetu wyborczego. Oglądajmy to widowisko z popcornem w ręku – na Lubelszczyźnie koryto najwyraźniej zrobiło się za wąskie dla wszystkich „uśmiechniętych” tłustych kotów.
źr. wPolsce24 za RadioZet, onet.pl











