Kompromitacja państwa z kartonu. Gdy spadła rakieta, Tusk i Kosiniak wysłali Polaków przed wyłączone telewizory. Dziś odsyłają do strony, która "padła"
30 lipca o 3:40 nad ranem polską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Chwilę później na Lubelszczyźnie wyły syreny, wywołując u mieszkańców panikę i strach. Co w tym czasie robiły służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo Polaków? Odpowiedź brzmi: nic. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa milczało, alerty RCB nie nadeszły, a przestraszeni ludzie zostali pozostawieni sami sobie. Gdy po fakcie wylała się fala krytyki, władza zaserwowała obywatelom szczyt cynizmu i bezradności.











