Jak tak można? Ci podli Polacy cieszą się, bo Niemcy odpadli z mundialu! Wstyd
Memy zalały sieć, sąsiedzi zza miedzy płaczą, a Polacy? Polacy po prostu cieszą się z piękna futbolu. No bo umówmy się – czy jest coś bardziej satysfakcjonującego w sporcie niż upadek faworyzowanego giganta, który uwierzył we własną potęgę?
Schadenfreude? Nie, to po prostu sprawiedliwość dziejowa!
Ktoś powie: „Schadenfreude”, czyli bezduszna radość z cudzego nieszczęścia. My powiemy: zasłużona lekcja pokory. Przez lata niemiecka machina uczyła wszystkich dookoła, jak grać, jak żyć i jak rządzić Europą. Dziś na boisku z tej dumy zostały zgliszcza.
Dla przeciętnego Polaka widok bezradnych niemieckich gwiazdorów, którzy zamiast grać w piłkę, zajmowali się wszystkim innym (z ideologicznym aktywizmem na czele), to po prostu czysta rozrywka. Ale ten sportowy dramat ma też swój genialny, lokalny kontekst polityczny.
Donald, weź chusteczki. Szefowie odpadli
Nie da się ukryć, że ten piłkarski blamaż to potężny, wizerunkowy cios prosto w nos... Donalda Tuska. Dlaczego? Bo polski premier od lat pielęgnuje wizerunek najwierniejszego fana Berlina nad Wisłą. Złośliwi (czyli po prostu realiści) od dawna nazywają go „niemieckim kapciowym”, który każdą strategiczną decyzję dla Polski – od CPK po atom – najchętniej konsultowałby z Berlinem, grzecznie czekając w przedpokoju.
Wyobraźcie sobie teraz minę premiera w Alstertal-Einkaufszentrum albo innym Berlinie, gdy musiał patrzeć na klęskę swoich idoli. Kiedy Niemcy odpadają w kompromitującym stylu, Polacy śmieją się im w twarz. A śmiejąc się im, śmieją się podwójnie w twarz Tuskowi - czytamy w jednym z komentarzy.
Internauci nie mają litości. Pod podsumowaniami meczów obok standardowych żartów z niemieckiej obrony natychmiast pojawiły się pytania:
"Czy Donald Tusk ogłosi żałobę narodową?" "Czy w ramach solidarności z Berlinem rząd zatrzyma kolejne polskie inwestycje?" "Kto teraz wytłumaczy premierowi, że „ordnung” już dawno nie „muss”?
Naród się bawi, „kapciowi” milczą
Podczas gdy Polacy przy grillu świętują kolejny dowód na to, że mit o niemieckiej wyższości (nawet tej sportowej) można włożyć między bajki, na rządowych korytarzach panuje zapewne grobowa cisza. Trudno przecież gratulować sukcesu, gdy „wielki brat” zza Odry właśnie koncertowo się skompromitował.
Mundial po raz kolejny pokazał, że życie pisze najlepsze scenariusze. Niemcom życzymy udanego urlopu i szybkiego powrotu do domu. A Donaldowi Tuskowi? Cóż, może czas zmienić barwy kibicowskie, bo te dotychczasowe przynoszą ostatnio straszny obciach.
źr. wPolsce24











