Publicystyka

Internauci kpią ze słów Wcisło o Piorunach. Ale czy na pewno nie miała racji?

opublikowano:
wcisło
(fot. Europarlament\US Army)
Wypowiedź poseł KO Marty Wcisło o rakietach przeciwlotniczych Piorun podbija media społecznościowe i wywołuje spazmy śmiechu wśród wielu internautów. Ale czy lubelska poseł KO nie miała częściowo racji?

PPZR Piorun to przenośny przeciwlotniczy zestaw rakietowy produkcji polskiej firmy Mesko. Strzela rakietami naprowadzanymi na podczerwień, które mogą razić cele w odległości do 6.5 km i na wysokości do 4 km. Na wyposażenie polskich sił zbrojnych wszedł w 2019 roku, ale prawdziwą sławę zdobył podczas wojny na Ukrainie. Dziś jest powszechnie uznawany za jeden z najlepszych tego typu zestawów na świecie. Pioruny zostały zamówione przez wiele państw na świecie, jak Estonia, Norwegia, Gruzja, Szwecja, a nawet Stany Zjednoczone.

Ręczna robota 

Wcisło była 16 maja gościem programu Tydzień w Polityce na antenie neoTVP. Dyskusja w nim dotyczyła głównie programu SAFE. W jego trakcie pochwaliła się, że odwiedziła wiele polskich firm zbrojeniowych – i zaczęła opowiadać o Piorunach. Produkujemy świetną rakietę, taką ręczną, która się nazywa Piorun, która jest, szanowni państwo, produkowana ręcznie, 24 godziny na dobę, na cztery zmiany, produkujemy kilkaset tych rakiet, nie będę mówiła ile, bo to są pewne dane, których nie mogę ujawnić – powiedziała – Pytam dlaczego tyle, a nie więcej. Bo jest to robione ręcznie. Dlaczego ręcznie? Bo nie ma pieniędzy na sprzęt, na szybsze procesy technologiczne.

Nagranie z tą wypowiedzią błyskawicznie rozeszło się po mediach społecznościowych i wywołało falę kpin internautów. Czy jednak poseł KO, która jest także członkiem Komisji Bezpieczeństwa i Obrony. Czy jednak Wcisło zasłużyła na te kpiny – czy też w jej słowach znalazło się ziarno prawdy? 

Precyzyjna konstrukcja 

Nie znamy oczywiście szczegółów produkcji Piorunów w zakładach Mesko – a nawet jeśli by je znaliśmy, raczej nie ujawnilibyśmy ich publicznie – ale dość sporo wiadomo o produkcji amerykańskiego odpowiednika Pioruna, słynnego zestawu Stinger, który powstał w latach osiemdziesiątych. Po tym, gdy administracja Joe Bidena wysłała sporą liczbę takich zestawów na Ukrainę, koncern Raytheon dostał polecenie wznowienia ich produkcji po blisko dwudziestu latach- i miał z tym spore kłopoty.

Z artykułów o tej produkcji w branżowych mediach wynika, że Wcisło mogła mieć rację co do tego, że Pioruny są produkowane ręcznie. Oczywiście nie oznacza to, że są składane w jakiejś zagraconej szopie przez sierotki, co mogłyby sugerować jej słowa. MANPADS, jak nazywane są w branży takie zestawy przeciwlotnicze, to bardzo skomplikowany rodzaj broni. Z tego powodu znakomita ich większość jest produkowana z dużym udziałem manualnej pracy świetnie wyszkolonych pracowników, a nie na zautomatyzowanych liniach produkcyjnych. Osiągnięcie niezbędnej przy ich produkcji precyzji i restrykcyjnych wymogów jest paradoksalnie łatwiejsze dla ludzi niż dla maszyn.

Nie oznacza to oczywiście, że taka produkcja jest prymitywna, jak część osób odebrała słowa Wcisło – bardziej, że wymaga iście zegarmistrzowskiej precyzji. Współczesne maszyny byłyby w stanie ją osiągnąć, ale przy produkcji na tak niewielką skalę, w porównaniu z towarami konsumpcyjnymi, byłoby to zaporowo drogie.

Czytaj także:

Polska broń zrobiła furorę na Ukrainie. Teraz kupiło ją kolejne państwo

Rząd Tuska zostawia polską fabrykę broni bez pomocy? Dlaczego brakuje zamówień?

Pieniądze nie wystarczą 

Jej sugestia, że Mesko mogłoby zwiększyć produkcję gdyby miało pieniądze na lepszy sprzęt i szybsze procesy technologiczne jest już jednak błędna. Raytheon, gdy poproszono go o wznowienie produkcji Stingerów, przekonał się o tym na własnej skórze. Problemem okazał się tam bowiem nie brak pieniędzy na inwestycje w linie produkcyjne czy nowoczesny sprzęt, a brak pracowników, którzy mogliby zająć się ich produkcją. Media branżowe informowały, że aby zrealizować to zamówienie, koncern ściągał nawet dawnych pracowników z emerytury, by przynajmniej wyszkolili swoich następców. Gdyby zakłady Mesko chciały zwiększyć drastycznie produkcję Piorunów, to zatrudnienie i wyszkolenie kolejnych pracowników nie byłoby raczej łatwym i szybkim procesem.

Przy okazji Stingerów Raytheon napotkał też inny problem. Stinger to konstrukcja z końca lat sześćdziesiątych, która została zaprojektowana z myślą o ówczesnych zdolnościach produkcyjnych. I chociaż od tego czasu przeszła wiele modernizacji i jest dużo bardziej skuteczna, to nie zmieniło się to, że projektowano ją z myślą o produkcji, w której ogromną rolę odgrywa ręczna praca fachowców, bowiem wtedy nie było jeszcze maszyn zdolnych do ich zastąpienia.

Jak pisała branżowa prasa, dostosowanie jej do współczesnych, wysoce zautomatyzowanych sposobów produkcji, wymagałoby w praktyce zaprojektowania tego zestawu od nowa, co wiązałoby się z ogromnymi kosztami i opóźnieniami. Piorun jest w bardzo podobnej sytuacji. To głęboka modernizacja wcześniejszego PPZR Grom z pierwszej połowy lat 90tych, przy opracowaniu którego polscy inżynierowie korzystali z doświadczenia przy produkcji starszych zestawów zaprojektowanych w ZSRS.

Wcisło zdrowo przeceniła także zdolności produkcyjne zakładów Mesko. Pomijając fakt, że na ruchu czterobrygadowym są trzy, a nie cztery zmiany – to gdyby te zakłady były w stanie produkować kilkaset takich zestawów dziennie, to nie byłby to problem, a rekord. W rzeczywistości, jak informowała Nowa Technika Wojskowa przy okazji kontraktu ze Szwecją, Mesko chce osiągnąć zdolność do produkcji 1500 takich zestawów rocznie. Proste obliczenia, do któych zdolna byłaby nawet polityk Koalicji Obywatelskiej, pokazują więc, że średnio te zakłady chcą produkować cztery Pioruny dziennie.

źr. wPolsce24

Publicystyka

Co za spot kandydatki na prezydenta Krakowa! Kobieta ma dystans. Dziennikarze pękali ze śmiechu

opublikowano:
Siła Krakowa jest w Owcy
Siła Krakowa jest w Owcy (fot. wPolsce24)
Kampania przed wyborami prezydenckimi w Krakowie wkracza w fazę absolutnego absurdu. Jeśli komuś wydawało się, że lewica wyczerpała już limit zadziwiających pomysłów na zdobywanie elektoratu, to kandydatka partii Razem, Aleksandra Owca, udowodniła, że granice żenady można przesuwać w nieskończoność. Do sieci trafił jej oficjalny spot wyborczy – a w zasadzie disco-popowy teledysk – który wywołał prawdziwą lawinę śmiechu. Sprawę w bezlitosny, a zarazem pełen humoru sposób, skomentowali dziennikarze w porannym paśmie telewizji wPolsce24.
Publicystyka

Kolejny odlot przebrzmiałej aktorskiej gwiazdy, byle uderzyć w prezydenta Nawrockiego

opublikowano:
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia (Fot. PAP/Radek Pietruszka)
Joanna Szczepkowska najwyraźniej uznała, że sam fakt, iż Karol Nawrocki zdecydował się bronić swojego dobrego imienia przed sądem, jest powodem do kpin. Po rozpoczęciu procesu prezydenta przeciwko wydawcy Onetu aktorka stwierdziła, że rozprawa to „gol do własnej bramki”, ponieważ przypomina opinii publicznej o publikacji dotyczącej jego przeszłości.
Publicystyka

Mądre i odważne słowa Karola Nawrockiego. Wizja Polski solidarnej i silnej, kontra smutna i biedna rzeczywistość rządów Tuska. Wielkość prezydenta unaocznia małość premiera

opublikowano:
Prezydent rzecznikiem wielkości narodu
Prezydent rzecznikiem wielkości narodu. ( fot. wPolsce24)
Wystąpienie prezesa Karola Nawrockiego w Pałacu Prezydenckim przy okazji spotkania głowy państwa z polskimi i zagranicznymi przedsiębiorcami z regionu Trójmorza pt. „Polska. Siła Trójmorza w G20”, to głos męża stanu, jakiego Polska dziś desperacko potrzebuje. Gdy z ust lidera obozu patriotycznego padają słowa o suwerenności gospodarczej, godności rodziny i sile Trójmorza na salonach G20, w tym samym czasie ekipa Donalda Tuska funduje Polakom bezradność, chaos w służbie zdrowia, drożyznę, wstyd i ucieczkę przed odpowiedzialnością okraszone błazeńskimi występami premiera na twitterku i TikToku.
Publicystyka

Festiwal żenady w cieniu kryzysu. Tusk pajacuje z piosenkami AI, podczas gdy Polacy liczą każdy grosz

opublikowano:
Kaprawy Tusk w samochodzie, błaznuje przed Polakami
Tusk z kolejną porcją błazenady (fot. x.com/Donald Tusk)
Drożyzna dobija domowe budżety, rachunki za energię rujnują przedsiębiorców, na stacje benzynową lepiej w ogóle nie zajeżdżać, a państwo trzeszczy w szwach. Tymczasem szef rządu, Donald Tusk, po raz kolejny udowadnia, że dla niego władza to nie odpowiedzialność, lecz nieustanny kabaret. W najnowszym wpisie na portalu x.com, premier serwuje Polakom infantylną piosenkę wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. Czy tak ma wyglądać powaga polskiego rządu w obliczu zagrożeń i postępującego ubożenia społeczeństwa?
Publicystyka

"Wiceministra" rządu, którego premier rozmawia z maskotkami, rozmawia z warzywami. Ile ten cyrk jeszcze potrwa?

opublikowano:
Z członkami rządu jest coraz..., niech każdy sam sobie dopowie, wedle uznania
Z członkami rządu jest coraz..., niech każdy sam sobie dopowie, wedle uznania (Fot. grafika AI)
W założeniu ma być miło i śmiesznie, ale jest coraz bardziej straszno. Trzeba bowiem postawić pytanie o kondycję psychiczną ludzi, którzy pełnią bardzo istotne funkcje państwowe. Poważne tematy debaty publicznej są przez nich przedstawiane w formach wyjętych wprost z teatrzyków przedszkolnych.
Publicystyka

Trump chce płacić za głosy oddane na republikanów? Tusk może chcieć wprowadzić to samo!

opublikowano:
Donald Trump podczas konwencji Republikanów
Donald Trump podczas konwencji Republikanów (fot. PAP/EPA/JEFF MCWHORTER )
"Donald Trump zapowiedział płacenie za głosy oddane na republikanów w nadchodzących wyborach" - taką narrację surfują lewicowe media za Oceanem. Tymczasem prezydent USA w charakterystycznym dla siebie, dosadnym stylu posłużył się publicystyczną hiperbolą. Obawiamy się, że w warszawskich gabinetach uśmiechniętej koalicji ktoś może potraktować to jako gotowy podręcznik. Czy rząd Donalda Tuska, tracąc poparcie rozczarowanych Polaków, zdecyduje się pójść o krok dalej i wprowadzić system bezpośredniego „nagradzania” za właściwe wrzucenie karty do urny?