Publicystyka

"Narodowa Pomyłka". To rozporządzenie prezydenckie złamało życie 120 tysiącom osób

opublikowano:
obozy
(fot. domena publiczna)
19 lutego 1942 roku amerykański prezydent Franklin Delano Roosevelt podpisał rozporządzenie prezydenckie nr 9066, nakazujące internowanie osób pochodzenia japońskiego. Ta decyzja do dziś budzi w USA ogromne kontrowersje, a internowani i ich rodziny długo czekali na przeprosiny.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • 19 lutego 1942 r. Franklin D. Roosevelt podpisał rozporządzenie nr 9066, które umożliwiło internowanie osób pochodzenia japońskiego w USA.
  • Decyzja była następstwem rosnących napięć między USA i Japonią oraz ataku na Pearl Harbor z 7 grudnia 1941 r.
  • Incydent na wyspie Niʻihau wzmocnił nieufność wobec Amerykanów japońskiego pochodzenia i stał się jednym z pretekstów do masowych internowań.
  • W obozach zamknięto ok. 120 tys. osób, z czego większość stanowili obywatele USA (Nisei i Sansei).
  • Na Hawajach, gdzie osoby japońskiego pochodzenia stanowiły ponad jedną trzecią ludności, internowano tylko niewielką część mieszkańców.
  • Obozy były strzeżone i otoczone drutem kolczastym; internowani tracili majątki, wolność i możliwość normalnego życia.
  • Izolacja trwająca ponad trzy lata miała poważne konsekwencje psychologiczne i finansowe.
  • Pułk Piechoty złożony z Nisei stał się jedną z najbardziej odznaczonych jednostek w historii armii USA.
  • Oficjalne uznanie internowania za błąd i przeprosiny władz USA nastąpiły dopiero kilkadziesiąt lat po wojnie.

W drugiej połowie lat trzydziestych napięcia między USA i Japonią znacząco urosły. Amerykanie bali się, że ekspansja Japonii zagrozi ich terytoriom na Pacyfiku. Po tym, gdy Japończycy zdobyli francuskie Indochiny, administracja Roosevelta wprowadziła embargo na amerykańską ropę, która pokrywała wtedy 80% japońskiego zapotrzebowania. Zdaniem wielu historyków to skłoniło Japonię do dalszej ekspansji i było bezpośrednią przyczyną ataku na Pearl Harbor, do którego doszło 7 grudnia 1941 roku.

Uznano ich za zdrajców 

Tego samego dnia na należącej do Hawajów wyspie Ni'ihau miał miejsce głośny incydent. Japoński pilot Shigenori Nishikaichi, którego samolot został uszkodzony podczas ataku na amerykańską bazę, lądował na niej awaryjnie. Jej mieszkańcy nie wiedzieli, że USA zostały zaatakowane, więc początkowo traktowali go jako gościa, ale szybko nabrali podejrzeń i umieścili go w areszcie. Japończyk namówił jednak parę pochodzenia japońskiego, która tam mieszkała, by pomogła mu w ucieczce. W jej trakcie wziął jednego ze strażników, Bena Kanahele i jego żonę jako zakładników. Kanahele odniósł rany, ale jego żona uderzyła Japończyka kamieniem w głowę, a on następnie poderżnął mu gardło.

O tym incydencie zrobiło się bardzo głośno. Obudził on w amerykańskim społeczeństwie falę nieufności do osób pochodzenia japońskiego i sprawił, że byli postrzegani jako potencjalni kolaboranci. Umożliwił on stworzenie obozów koncentracyjnych, w których internowano osoby mogące stanowić zagrożenie dla bezpieczeństwa USA. W tym rozporządzeniu nie napisano, że chodzi o osoby pochodzenia japońskiego, ale w praktyce dotyczył głównie ich. W USA żyły miliony osób pochodzenia włoskiego czy niemieckiego, ale tylko niewielka ich część trafiła do takich obozów. Warto też zauważyć, że ten incydent był też raczej pretekstem niż powodem – Roosevelt nigdy nie ukrywał swojego rasizmu wobec Japończyków. Już w latach dwudziestych pisał artykuły, w których krytykował mieszanie amerykańskiej i azjatyckiej krwi poprzez małżeństwa i chwalił kalifornijski zakaz kupna ziemi przez dzieci imigrantów z Japonii.

Niemcy i Włosi uniknęli internowania 

W kontynentalnym USA żyło wtedy ok. 127 tys. osób pochodzenia japońskiego. Z tego 112 tys. zamieszkiwało zachodnie wybrzeże. 80 tys. z nich to byli Nisei – dzieci imigrantów, którzy urodzili się już w USA i miały amerykańskie obywatelstwo – i Sansei, czyli dzieci Nisei, a resztę stanowiła Issei, imigranci urodzeni w Japonii. Z tej liczby w obozach zamknięto 120 tys. Paradoksalnie na Hawajach, gdzie osoby pochodzenia japońskiego stanowiły ponad 1/3 populacji, internowano tylko od 1200 do 1800 – władze doszły do wniosku, że ich internowanie sprawi, że to terytorium – stanem zostało dopiero po wojnie – nie będzie mogło funkcjonować.

Fraza „obóz koncentracyjny” kojarzy nam się jednoznacznie ze zbrodniami niemieckiej okupacji, ale te obozy w niczym ich nie przypominały. Były wprawdzie otoczone drutem kolczastym, a strażnicy mieli rozkaz strzelać bez ostrzeżenia do osób, które próbują z nich uciec, ale przemoc była wyjątkiem, a nie regułą. Internowani mieszkali w warunkach podobnych, w jakich mieszkali stacjonujący w USA żołnierze. W każdym z nich oprócz baraków była szkoła, wspólna łazienka i pralnia, jadłodajnia, boiska sportowe itp. Władze obozów w większości traktowały internowanych w humanitarny sposób, a oni sami robili co w ich mocy, by życie w obozie przypominało normalność.

Życie w obozach nie było łatwe

To nie oznacza, że pobyt w nich był przyjemny. Wojskowe warunki były bardzo trudne dla wielu osób, które nie były do nich przyzwyczajone. Obozowe szkoły były mocno niedofinansowane, a na jednego nauczyciela przypadało zbyt wiele dzieci, trwał w nich również proces amerykanizacji, który miał je pozbawić kultury przodków. Problemem był też klimat. Jeśli dany obóz był położony w chłodnym stanie, jak np. Wyoming, to zima w prymitywnych barakach była wielkim wyzwaniem dla osób przyzwyczajonych do ciepłego klimatu zachodniego wybrzeża.

Największym problemem było jednak dla internowanych to, że na ponad trzy lata zostali wyłączeni z normalnego życia. Władze nie dały im zbyt wiele czasu na uporządkowanie swoich spraw, więc wielu z tych, którzy zdecydowali się sprzedać swoje domy czy firmy, zrobiło to za znacznie mniej, niż były warte. Mimo prób budowy namiastek normalności, spędzenie trzech lat w izolacji miało też wpływ na ich psychikę. Gdy po wojnie ich wypuszczono – ostatni obóz zamknięto w marcu 1946 roku – wielu internowanych miało ogromny problem z powrotem do życia na wolności.

Długo czekali na przeprosiny

Jako, że osoby pochodzenia japońskiego zostały uznane początkowo za wrogów, nie podlegały pod pobór do amerykańskiej armii. Był jednak jeden wyjątek. Mieszkający na Hawajach Nisei, którzy zostali wyrzuceni z Gwardii Narodowej i obrony terytorialnej, chcieli mimo tego – i mimo tego, jak potraktowano ich w innych stanach – pomóc w wysiłku wojennym. Początkowo robili to w ramach organizacji VVV, która zajmowała się stawianiem baz wojskowych i innej wojskowej infrastruktury. W końcu jednak uprosili skierowanie ich do zadań bojowych. Sformowano z nich 442. Pułk Piechoty, który walczył potem w Europie. Zasłynął tam wyjątkową odwagą i skutecznością. Przez dwa lata jego istnienia 10 tys. żołnierzy, którzy w nim służyli, zdobyli aż 18143 odznaczenia, w tym 21 Medali Honoru i ponad 4 tysiące Purpurowych Serc, które przyznawano za odniesione w boju rany. To najwięcej z wszystkich amerykańskich jednostek o podobnej liczebności i czasie służby.

Internowani i ich rodziny długo czekali na przeprosiny. Walkę o nie zaczęli w latach sześćdziesiątych, kiedy w USA członkowie mniejszości etnicznych walczyli o prawa obywatelskie. Dopiero w 1976 roku prezydent Gerald Ford stwierdził, że ich internowanie było narodową pomyłką i obiecał, że to się już nie powtórzy. Powołana w czasach Jimmiego Cartera komisja stwierdziła, że decyzja o ich internowaniu zapadła z powodów rasistowskich, a nie wojennej konieczności. Podpisana przez Ronalda Reagana ustawa przyznała internowanym, którzy jeszcze żyli, po 20 tys. dolarów odszkodowania. Prezydent George H. Bush oficjalnie ich przeprosił 7 grudnia 1941 roku, w 50. rocznicę ataku na Pearl Harbor.

źr. wPolsce24

Publicystyka

Fikołki i manipulacje Tuska! Szef rządu znów w amoku atakuje prezydenta i szuka winnych wszędzie, tylko nie u siebie

opublikowano:
Tusk bezczelny na  posiedzeniu rządu
Tusk bezczelny na posiedzeniu rządu (fot. wPolsce24)
Donald Tusk po raz kolejny udowadnia, że w sztuce politycznego krętactwa i odwracania kota ogonem nie ma sobie równych. Zamiast zająć się realnymi problemami Polski, woli snuć absurdalne teorie i w skandaliczny sposób uderzać w głowę państwa, próbując wymusić uległość wobec swojej polityki i mamić wyborców.
Publicystyka

Skandaliczne groźby Kierwińskiego. Poseł Śliwka bezlitośnie kpi z ministra: "Często wspomina wczorajszy wieczór"

opublikowano:
Marcin Kierwiński znowu mówi tak, że trudno go było zrozumieć
Marcin Kierwiński znowu mówi tak, że trudno go było zrozumieć (fot. wPolsce24)
Przedstawiciele obecnej władzy znów pokazują swoją prawdziwą twarz, otwarcie grożąc siłowymi rozwiązaniami wobec niezależnych instytucji. Minister Marcin Kierwiński wprost przyznał, że potrafi sobie wyobrazić szokujący scenariusz, w którym sędziowie wchodzą do Trybunału Konstytucyjnego w asyście policji.
Publicystyka

Od arabskich milionów Sikorskiego po ruskie stronnictwo Brauna. Kto pociąga za sznurki w polskiej polityce?

opublikowano:
Wojciech Reszyczyński w rozmowie z Tadeuszem Płużańskim na antenie telewizji wPolsce24
Wojciech Reszyczyński w rozmowie z Tadeuszem Płużańskim (fot. wPolsce24)
Polska scena polityczna coraz bardziej przypomina niebezpieczną grę obcych interesów, w której suwerenność naszego kraju schodzi na dalszy plan. Z jednej strony mamy do czynienia z obecnym rządem Donalda Tuska, który od lat konsekwentnie buduje w Polsce "stronnictwo pruskie". Z drugiej strony, rzekomi antysystemowcy pod płaszczykiem patriotyzmu formują niepokojące "stronnictwo ruskie".
Publicystyka

To jest hit! Ursula von der Leyen w piżamie paraduje po Komisji Europejskiej

opublikowano:
Ursula von der Leyen  w uściskach z Macronem
Ursula von der Leyen (fot. shutterstock - zdjęcie nie przedstawia Ursuli w piżamie, tylko w żakiecie i jest wyłącznie ilustracyjne)
Jak donosi Ryszard Czarnecki, szefowa Komisji Europejskiej, Ursula Gertrud von der Leyen, zachowuje się w brukselskich gmachach jak we własnym pałacu.
Publicystyka

Błazenada premiera w Sejmie. Tusk i Hołownia zamieniają parlament w rynsztok

opublikowano:
Premier Donald Tusk dał popis chamstwa na mównicy sejmowej (
Premier dał popis chamstwa na mównicy sejmowej (fot. wPolsce24)
To, co wydarzyło się podczas debaty nad wotum nieufności dla minister klimatu, przejdzie do historii jako jeden z najczarniejszych dni polskiego parlamentaryzmu. Zamiast merytorycznej dyskusji i powagi, jakiej Polacy oczekują od najważniejszych osób w państwie, obywatele otrzymali rynsztokowy spektakl pogardy, w którym w rolach głównych wystąpili premier Donald Tusk oraz wicemarszałek Szymon Hołownia.
Publicystyka

Co on bredzi? Jaś Kapela, "artysta" na garnuszku państwa, który płacze nad hejtem. Kuriozalny występ w telewizji

opublikowano:
Jan Kapela na antenie telewizji wPolsce24
Jan Kapela na antenie telewizji wPolsce24 (fot. wPolsce24)
Jaś Kapela od lat próbuje przekonać Polaków, że jest wybitnym twórcą. Problem w tym, że jego "sztuka" jest obiektywnie słaba, a jedyne, co mu faktycznie wychodzi, to wywoływanie tanich skandali, żenujących tłumaczeń i wyciąganie rąk po pieniądze. Jego najnowszy wywiad na antenie telewizji wPolsce24 tylko udowadnia.