Tysiące osób przyszło je pożegnać. Dwie ostatnie pandy opuszczą Japonię

Chiny są znane z prowadzenia tzw. pandowej dyplomacji. Tradycję tę zapoczątkowała żona Czang Kaj-szeka, która przekazała USA dwie sztuki, by podziękować za amerykańską pomoc w walce z Japonią. Chińscy komuniści kontynuowali tę tradycję. Początkowo dawali pandy w prezencie zaprzyjaźnionym państwom lub jako gest dobrej woli. Teraz jednak te sympatyczne zwierzaki są tylko wynajmowane, zwykle za ok. milion dolarów rocznie, a ich dzieci są własnością Chin, nawet jeśli urodziły się w zagranicznym ogrodzie zoologicznym.
W Japonii mieszkały dwie pandy – Xiao Xiao i Lel Lei. Ich domem był ogród zoologiczny Ueno w Tokio. Urodziły się w tym zoo w 2021 roku, a ich rodzice, Shin Shin i Ri Ri, zostały wypożyczone Japonii w ramach projektu badawczego dotyczącego rozmnażania tego gatunku.
Oba niedźwiadki już jutro wrócą do Chin. Tym samym w japońskich ogrodach zoologicznych po raz pierwszy od 1972 roku nie będzie mieszać ani jedna panda.
Po raz ostatni można je było zobaczyć w niedzielę. Wiele osób czekało całymi godzinami, by dostać się przed ich wybieg. Jak informuje BBC, wielu odwiedzających tego dnia ogród zoologiczny osób miało łzy w oczach. 4400 biletów – maksymalna liczba, jaką ten ogród może sprzedać jednego dnia – zeszło na pniu. Lokalne władze poinformowały, że liczba chętnych do pożegnania pand była dużo większa – o bilety starało się aż 108 tys. osób.
Na razie nie wiadomo, czy pandy wrócą do Kraju Kwitnącej Wiśni. Chiny zwykle podpisują umowy ich wynajęcia na 10 lat, z możliwością przedłużenia. W ostatnim czasie coraz częściej odmawiają jednak przedłużenia umów, gdy chodzi o ogród zoologiczny z państwa, z którym mają złe stosunki.
A stosunki Pekinu z Tokio są w ostatnim czasie wyjątkowo napięte. Przyczyną obecnego kryzysu, przez który Chiny ograniczyły już do Japonii eksport metali ziem rzadkich, był komentarz premier Japonii Sanae Takaichi, która nie wykluczyła, że Japońskie Siły Samoobrony przyjdą na pomoc Tajwanowi w razie chińskiej inwazji.
źr. wPolsce24 za BBC











