A kto tu tęskni za komuną? Umizgi obecnej władzy nie pozostawiają złudzeń
Symbolika, której nie da się ignorować
Opozycja przypomina, że choć sama data zaprzysiężenia rządu mogła być formalnie niezależna od woli polityków, to kolejne decyzje personalne były już w pełni świadome. Jedną z nich było powierzenie funkcji marszałka Sejmu Włodzimierzowi Czarzastemu – politykowi, który wstąpił do PZPR już po wprowadzeniu stanu wojennego i który dziś jest drugą osobą w państwie.
Dla wielu Polaków, zwłaszcza tych, którzy pamiętają realia PRL, to decyzja trudna do zaakceptowania. Krytycy wskazują, że symboliczne znaczenie tej nominacji jest jednoznaczne: osoby z komunistycznym rodowodem nie tylko wracają do głównego nurtu życia publicznego, ale obejmują kluczowe stanowiska w państwie.
– To się w głowie nie mieści, że po tylu latach mamy taką sytuację – podkreślają komentatorzy, przypominając, że młodsze pokolenia mogą nie pamiętać, czym była PZPR i jakie konsekwencje niosła jej dominacja.
Kolejni „czerwoni” w instytucjach państwa
Na tym jednak nie koniec. W przestrzeni publicznej pojawiają się kolejne nazwiska kojarzone z postkomunistycznym establishmentem. Marek Siwiec, dziś stojący na czele Kancelarii Sejmu, to polityk znany nie tylko z długoletniej działalności w lewicowych strukturach władzy, ale także z głośnych i kontrowersyjnych zachowań – w tym publicznego szydzenia z Jana Pawła II czego przykładem jest demonstracyjne całowanie ziemi w Kaliszu.
Zdaniem krytyków obecnej władzy, brak jednoznacznego rozliczenia takich postaw i konsekwentne awansowanie osób z takim życiorysem pokazuje, że koalicja rządząca nie widzi problemu w odwoływaniu się do kadr i symboliki III RP opartej na kompromisie z dawnym systemem.
Bal w Radomiu – więcej niż „wpadka”
Szerokim echem odbił się także tzw. bal w Radomiu, podczas którego – jak relacjonowano – wspólnie bawili się politycy Koalicji Obywatelskiej oraz rekonstruktorzy formacji ZOMO. Dla autorów krytycznych wobec rządu nie był to „wypadek przy pracy”, lecz konsekwencja wieloletniej postawy, w której bagatelizuje się znaczenie symboli represyjnego aparatu PRL.
W ich ocenie to kolejny sygnał, że obecna władza nie traktuje historii najnowszej jako przestrzeni wymagającej szczególnej wrażliwości, a granice między potępieniem a relatywizacją przeszłości ulegają coraz większemu rozmyciu.
Przywracanie przywilejów dawnej bezpieki
Najpoważniejsze zarzuty dotyczą jednak przywracania wysokich świadczeń emerytalnych byłym funkcjonariuszom SB. Krytycy rządu Donalda Tuska wskazują, że to realny, a nie symboliczny, ukłon w stronę ludzi aparatu represji, którzy w czasach PRL współtworzyli system oparty na inwigilacji, strachu i łamaniu praw obywatelskich.
Decyzje te są postrzegane jako odejście od elementarnej sprawiedliwości historycznej i sygnał, że państwo polskie przestaje konsekwentnie odróżniać ofiary systemu od jego beneficjentów.
Polityczna ciągłość zamiast zerwania
W ocenie komentatorów, wszystkie te elementy – od daty zaprzysiężenia rządu, przez nominacje personalne, po decyzje emerytalne – składają się na obraz politycznej ciągłości, a nie zerwania z przeszłością. Krytycy mówią wprost: obecna władza nie tylko nie rozlicza dziedzictwa komunizmu, ale stopniowo je rehabilituje, nadając mu nową, „uśmiechniętą” formę.
Dla wielu wyborców to zasadnicze pytanie o kierunek, w jakim zmierza państwo: czy ku budowie wspólnoty opartej na pamięci, sprawiedliwości i odpowiedzialności, czy ku powrotowi dawnych elit pod nowymi szyldami.
źr. wPolsce24











