Publicystyka

Czytelna i wyjątkowo perfidna strategia obozu Tuska. Będą na siłę kleić Epsteina z PiS. Czy Polacy dadzą się nabrać?

opublikowano:
Donald Tusk ogłosił powstanie specjalnej komisji ds. afery Epsteina. Po co? Już wiadomo - ma być wykorzystana do obrzucania błotem opozycji
Donald Tusk ogłosił powstanie specjalnej komisji ds. afery Epsteina. Po co? Już wiadomo - ma być wykorzystana do obrzucania błotem opozycji (Fot. PAP/Paweł Supernak)
Afera Jeffreya Epsteina to jedna z najciemniejszych kart współczesnej historii elit Zachodu. Miliony stron akt, tysiące nazwisk, dziesiątki wpływowych polityków, biznesmenów i celebrytów z całego świata. Sprawa o globalnym zasięgu, obejmująca ludzi z różnych obozów ideowych, państw i środowisk. I właśnie dlatego jest ona idealnym narzędziem propagandowym – pod warunkiem, że odpowiednio ukierunkuje się strumień oskarżeń. Dokładnie to próbuje dziś zrobić obóz władzy Donalda Tuska.

Już pierwsze reakcje tzw. mediów publicznych po ujawnieniu kolejnych dokumentów pokazują jasno obrany kierunek. W programach informacyjnych i publicystycznych pojawia się narracja, która nie analizuje akt Epsteina jako problemu globalnych elit, lecz próbuje je wpisać w bieżący, wewnętrzny spór polityczny w Polsce.

Symbolicznym przykładem była wypowiedź dziennikarza Polskiego Radia „w likwidacji” Rocha Kowalskiego (intelektualne pokrewieństwo z sienkiewiczowskim bohaterem rzuca się w oczy) w programie Justyny Dobrosz-Oracz, który – zamiast trzymać się faktów – postawił pytanie: czy „pedofilia i stręczycielstwo” to konserwatywne wartości?

To nie jest analiza. To jest insynuacja. I to wyjątkowo prymitywna.

Giertych testuje granice absurdu

Jeszcze dalej idzie Roman Giertych – dziś jeden z najgłośniejszych medialnych sojuszników Donalda Tuska. W opublikowanym materiale wideo pyta wprost: „Czy afera Epsteina zatopi PiS?”

To materiał poprzedzony wieloma wpisami w mediach społecznościowych, w których były prawnik Polnordu odlatywał coraz dalej i dalej. Trudno tam znaleźć choćby cień faktów, ale też internetowa twórczość Giertycha nie jest skierowana do ludzi, którzy prawdy poszukują, a ma stale podgrzewać ich nienawiść do partii Jarosława Kaczyńskiego. Skoro "wydarzył się Epstein" to mec. Giertych zaprzęga do tego celu tę sprawę. Gdyby wybuchła afera w NASA, to pewnie kleiłby polską prawicę z aferą w NASA. 

Epstein nie był „człowiekiem prawicy”

Akta Epsteina pokazują jasno jedno: to była afera elit ponad podziałami.

W dokumentach i relacjach medialnych regularnie pojawiają się nazwiska ludzi związanych z amerykańskimi Demokratami, liberalnymi elitami Zachodu i międzynarodowymi instytucjami:

  • Bill Clinton – były prezydent USA – przez lata utrzymywał relacje towarzyskie z Epsteinem i był wymieniany w kontekście podróży oraz kontaktów z jego otoczeniem

  • Środowiska finansowe i celebryckie Nowego Jorku i Kalifornii, tradycyjnie bliskie Partii Demokratycznej

  • Europejscy politycy głównego nurtu, którzy w tym samym czasie pouczali państwa Europy Środkowej o „praworządności”

W tym kontekście warto przypomnieć także doniesienia norweskich mediów dotyczące byłego szefa Rady Europy Thorbjørna Jaglanda – jednego z tych polityków, którzy w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy regularnie krytykowali Polskę. Według ujawnionych informacji Jagland miał utrzymywać kontakt mailowy z Epsteinem już po jego skazaniu, co wywołało poważny skandal w Norwegii. Jagland miał pisać do Epsteina na przykład o tym, że poznał w stolicy Albanii, Tiranie "niesamowite dziewczyny". A potem spotykał się z ówczesnym Rzecznikiem Praw Obywatelskich Adamem Bodnarem narzekając na stan "polskiej praworządności". To pokazuje skalę hipokryzji elit, ale nie pasuje do narracji rządu Tuska, więc w polskich mediach temat praktycznie nie istnieje.

Media społecznościowe

Trump, Epstein i niewygodna prawda

Kluczowy element narracji obozu władzy brzmi: PiS jest ideowo bliski Trumpowi, a Trump znał Epsteina.

Tyle że:

  1. Trump również pojawia się w kontekście relacji z Epsteinem, co nigdy nie było tajemnicą.

  2. To jednak za jego prezydentury doszło do ujawnienia akt, a nie za rządów administracji Joe Bidena.

  3. Trump – niezależnie od sympatii politycznych – stoi dziś na czele państwa, którego siła militarna jest fundamentem NATO i realnym gwarantem bezpieczeństwa Europy.

Te fakty są niewygodne, bo nie da się ich wpisać w prostą opowieść o „prawicowym złu”.

Komisja Żurka – narzędzie, nie śledztwo?

Powołanie specjalnej komisji ds. Epsteina, na czele której staje jeden z najbardziej lojalnych ministrów Donalda Tuska – Waldemar Żurek – wygląda nie jak próba rzetelnego wyjaśnienia globalnej afery, lecz jak próba przejęcia narracyjnej kontroli.

W praktyce chodzi o jedno pytanie: czy ta komisja będzie analizować wszystkie nazwiska i środowiska, czy tylko te, które da się medialnie „dokleić” do PiS? Czy zajmie się na przykład osobą nr 3 w "siatce Epsteina" Januszem Banasiakiem, który wyemigrował z Polski w latach 80. i który według nieoficjalnych źródeł zawsze dystansował się od prawicowej części Polonii, a bliżej mu było to partii lewicowo-liberlanych?

Czy Polacy dadzą się nabrać?

Afera Epsteina jest zbyt poważna, by sprowadzać ją do partyjnej pałki. Obejmuje ludzi z różnych krajów, ideologii i układów władzy. Próba przedstawienia jej jako problemu „konserwatywnego obozu” jest intelektualnie nieuczciwa i łatwa do obalenia. Pytanie brzmi nie tyle, czy narracja obozu Tuska jest grubymi nićmi szyta – bo jest – lecz czy polscy odbiorcy jeszcze raz pozwolą się wciągnąć w medialną grę skojarzeń, zamiast domagać się pełnego obrazu faktów.

Na razie widać wyraźnie, że obóz Tuska ma nadzieję przejechać medialnym walcem po umysłach wielu "Rochów Kowalskich", by skutecznie skleić pojęcia "Epstein", "pedofila" z pojęciami "prawica" i "PiS". 

W aktach Epsteina pojawia się także lider zespołu U2 Bono. Ten sam, który w 2018 roku odwiedził Donalda Tuska w Brukseli i razem z ówczesnym przewodniczącym Rady Europy pozował pod plakatem z napisem "Kon-sty-tuc-ja". Można być pewnym, że gdyby mecenas Giertych był przeciwnikiem Tuska to choćby na tej podstawie już pytałby czy "afera Epsteina zatopi polskiego premiera". Po prawej stronie nie ma jednak osób tak oderwanych od rzeczywistości, by popisywać takim strumieniem świadomości. 

Olgierd Jarosz

Polska

Zwrot ws. TVN! Przejęcie właściciela stacji się komplikuje. Rząd może wkroczyć do gry

opublikowano:
Sprawa przejęcia Warner Bros. Discovery przez Paramount Skydance komplikuje się po decyzji amerykańskiego sądu, a dodatkowym czynnikiem mogą być polskie przepisy dotyczące ochrony TVN.
TVN (fot.Fratria)
Sprawa przejęcia Warner Bros., właściciela stacji TVN, przez Paramount Skydance coraz bardziej się komplikuje – w USA zapadła właśnie decyzja, która może mieć wpływ na przyszłe losy całej transakcji. Dodatkowo do gry może wejść rząd Donalda Tuska, który może odegrać kluczową rolę w potencjalnych zmianach właścicielskich.
Publicystyka

VAT w dół, marże w dół, paliwo po 5,19! Przypominamy paliwowe postulaty dzisiejszych rządzących

opublikowano:
Politycy obecnej koalicji rządzącej przed laty domagali się obniżenia podatków i marż, aby zmniejszyć ceny paliw; dziś autor artykułu przypomina ich dawne postulaty i pyta, dlaczego rząd z nich nie korzysta.
Donald Tusk, Wladyslaw Kosiniak- Kamysz i Dariusz Wieczorek (fot.Fratria)
Ceny paliw na stacjach biją kolejne rekordy drożyzny, a rząd cały czas stara się przerzucać winę za ten stan rzeczy na prezydenta Karola Nawrockiego. Jak się jednak okazuje, politycy koalicji 13 grudnia mają rozwiązanie tego problemu, o którym tak chętnie mówili jeszcze kilka lat temu, kiedy byli w opozycji. Dlaczego teraz z niego nie skorzystają?
Polska

Dron naruszył przestrzeń bazy wojskowej, a oficer dyżurna miała zadzwonić na 112. Giertych ujawnia - sprawcą dziecko?

opublikowano:
W pobliżu bazy wojskowej w Redzikowie zauważono cywilnego drona, a Sławomir Mentzen i Roman Giertych wymienili się komentarzami na temat reakcji wojska i zgłoszenia sprawy policji.
Roman Giertych (fot.Fratria)
Wczoraj w pobliżu bazy wojskowej w Redzikowie pojawił się dron, którego lot miał skłonić oficer dyżurną do wykonania telefonu pod numer alarmowy 112. Specjalne oświadczenie w tej sprawie wydało Ministerstwo Obrony Narodowej. Głos zabrał również Roman Giertych, który przekazał, że operatorem urządzenia miało być dziecko.
Publicystyka

Kadyrow zrealizuje w Czeczenii swój program wyborczy niemal w całości. Tak wynika z "prawa Tuska"

opublikowano:
Donald Tusk jedyną możliwość na realizację wszystkich obietnic wyborczych widzi w powtórzeniu "sukcesu" Ramzana Kadyrowa. Ale to się raczej nie uda
Donald Tusk jedyną możliwość na realizację wszystkich obietnic wyborczych widzi w powtórzeniu "sukcesu" Ramzana Kadyrowa. Ale to się raczej nie uda (Fot. Fratria)
Ramzan Kadyrow pobił swój własny rekord życiowy. Czeczeński dyktator w wyborach na przywódcę republiki uzyskał, uwaga, 99,85 procenta głosów. Wynik tak bezczelny, że nawet w realiach wschodnich despotii wywołuje uśmiech politowania. Jednak gdzieś w Warszawie ten rezultat może budzić nie tyle pobłażliwe parsknięcie, co... cichą zazdrość i polityczną rozkosz. Wszak gdyby Donald Tusk rządził w Groznym, wreszcie zrealizowałby wszystkie swoje obietnice.
Publicystyka

Jak Donald Tusk może tak ordynarnie kłamać prosto w oczy milionom Polaków?!

opublikowano:
Tusk na mównicy. Jak zwykle kłamie jak z nut.
Tusk na mównicy sejmowej często mija się z prawdą (wPolsce24)
Donald Tusk znów sięga po sprawdzoną, destrukcyjną metodę: zasiać panikę, podzielić Polaków i uciec przed odpowiedzialnością za drożyznę oraz zapaść państwa. Na antenie telewizji wPolsce24 w programie „Kontra” doradca prezydenta Błażej Poboży bezlitośnie obnażył manipulację szefa rządu, który publicznie powoływał się na rzekomy raport wywiadu USA. Jak Donald Tusk może tak ordynarnie kłamać prosto w oczy milionom Polaków?!
Publicystyka

Urodziła gromadkę dzieci i dba o męża. Dla niemieckich mediów stała się „zagrożeniem”

opublikowano:
Kobieta pracująca w domu to dla Niemców za dużo
Kobieta pracująca w domu to dla Niemców za dużo (zdjęcie ilustracyjne, fot shutterstock)
Dla zachodnioeuropejskiego establishmentu nie ma większego zagrożenia niż tradycyjna rodzina. Niemiecki dziennik „Süddeutsche Zeitung” wziął na celownik zjawisko tzw. „tradwives” – kobiet, które zamiast wyścigu szczurów wybrały macierzyństwo, dom i wspieranie męża. Symbolem tego „zagrożenia” dla lewicowo-liberalnego ładu stała się m.in. Hannah Neeleman, znana w sieci jako Ballerina Farm.