Clintonowie złożą zeznania w sprawie Epsteina. Wystraszyli się konsekwencji?

Clintonowie poznali Epsteina na początku lat 90tych. W 1993 roku Epstein i jego prawa ręka Ghislaine Maxwell wzięli udział w przyjęciu w Białym Domu po tym, gdy finansista wpłacił 10 tys. dolarów Stowarzyszeniu Historycznemu Białego Domu. W latach 1993-1995 Epstein odwiedził Biały Dom co najmniej 17 razy, zdarzało mu się także brać udział w tych samych przyjęciach co prezydent USA.
Zignorowali wezwanie
Ich znajomość trwała po tym, gdy Clinton opuścił Biały Dom. Epstein wspierał jego fundację i wielokrotnie pozwalał mu latać swoim prywatnym samolotem – ochrzczonym przez media „Lolita Express” - na związane z jej działalnością wydarzenia. Clinton odwiedzał go także w jego nowojorskim mieszkaniu, a Epstein miał na jego ścianie obraz, który przedstawiał Clintona w niebieskiej sukience i szpilkach. Ich kontakty urwały się w okolicach 2005-2006 roku, chociaż Clintonowie mieli jeszcze przez kilka lat kontakty z Maxwell. Były prezydent był oskarżany o to, że był na prywatnej wyspie Epsteina, na której miało dochodzić do orgii z nieletnimi, ale nie ma na to żadnych dowodów, podobnie jak na to, że był zamieszany w jego przestępstwa.
W sierpniu zeszłego roku Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów otwarła śledztwo w sprawie Epsteina i jego kontaktów z amerykańskimi elitami. Clintonowie zostali wezwani, by się przed nią stawić i złożyć zeznania. Zignorowali jednak to wezwanie. Twierdzili, że zostali wezwani z powodów politycznych, a przewodniczący tej komisji, republikanin James Comer, chce w ten sposób odwrócić uwagę od rzekomych związków Epsteina z Trumpem.
Wystraszyli się zarzutów?
W USA Kongres i jego komisje mają prawo prowadzić śledztwa i wzywać świadków, a stawiennictwo jest obowiązkowe. Pod koniec stycznia komisja Comera zdecydowała o postawieniu Clintonom zarzutu „pogardy dla Kongresu”. Co ciekawe, poparli to także niektórzy członkowie komisji z Partii Demokratycznej. Jeżeli Izba Reprezentantów poparłaby ten wniosek w głosowaniu, to Departament Sprawiedliwości mógłby postawić im zarzuty. Zignorowanie wezwania od Kongresu jest klasyfikowane jako wykroczenie, ale grożą za nie dość poważne konsekwencje – do 100 tys. dolarów grzywny i roku więzienia.
Najwidoczniej ich to wystraszyło. Agencja AP informuje, że w poniedziałek wieczorem zgodzili się stawić przed komisją i złożyć zeznania. Poinformowali o tym komisję w e-mailu, w którym obiecali, że pojawią się jak tylko uda się ustalić pasującą obu stronom datę.
"Clintonowie nie mogą dyktować warunków"
Ich prawnicy poprosili, by w związku z tym Comer nie kontynuował procedury postawienia im zarzutów. Ten jednak się na to nie zgodził. Nie mamy nic na piśmie – powiedział dziennikarzom. Wcześniej odrzucił też ofertę, by Clinton nagrał kilkugodzinną wypowiedź, w której opowie o swoich związkach z Epsteinem, a jego żona złożyła oświadczenie. Chce, by oboje złożyli zeznania pod przysięgą. Clintonowie nie mogą dyktować warunków zgodnego z prawem wezwania – podkreślił.
W przeszłości zdarzało się, że osoby, które zignorowały wezwania Kongresu, były za to karane. Jak zauważa AP, Kongres raczej nie stosuje tej procedury wobec obecnych czy byłych prezydentów, chociaż prawnie nic go przed tym nie powstrzymuje. Kilku prezydentom zdarzyło się zeznawać przed Kongresem, ale zawsze pojawiali się przed nim dobrowolnie.
źr. wPolsce24 za AP











