Skandaliczne słowa polityka Koalicji Obywatelskiej: Kościół to instytucja wroga!

To, że właśnie taka postać otrzymuje dziś przestrzeń w mediach utrzymywanych z pieniędzy podatników, mówi więcej o kondycji rządowej telewizji niż o samym Niesiołowskim.
Kościół jako wróg? Skrajna narracja w publicznym medium
W nagraniu, które obiegło media, Niesiołowski oskarża Kościół w Polsce o wspieranie nacjonalizmu i „żyrowanie polityczne” środowisk prawicowych. Według niego to duchowieństwo miało stać za sukcesami Zbigniewa Ziobry, a nawet – jak stwierdził, posługując się językiem rodem z politycznego pamfletu, a nie poważnej debaty – „wyhodować” obecnego prezydenta.
Były wicemarszałek Sejmu deklaruje przy tym, że przeżył „zawód” Kościołem, który ma być jego własną „wielką pomyłką”, gdy przez lata wierzył w patriotyczną misję duchowieństwa. Dziś – jak mówi – uznaje Kościół za instytucję wrogą Polsce.
Problem w tym, że te słowa padają z ust człowieka, który sam kreował się na katolickiego intelektualistę, chętnie powołującego się na wartości chrześcijańskie, tradycję i etos Solidarności. Jednym słowem - publicznie wycierał sobie twarz Kościołem i wartościami ważnymi dla milionów Polaków.
Od różańca do pogardy
Przypomnijmy, Stefan Niesiołowski przed laty lider Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego, później przez długi czas uchodził za jednego z „katolickich” polityków liberalnego skrzydła dawnej Platformy Obywatelskiej. Pozował na obrońcę wartości, bywał w mediach jako komentator moralności publicznej, a dziś występuje w roli oskarżyciela Kościoła jako całości.
To nie pierwszy raz, gdy Niesiołowski radykalnie zmienia narrację. Jego publiczne wypowiedzi od lat charakteryzują się skrajną agresją, pogardą wobec przeciwników i językiem, który wielokrotnie przekraczał granice debaty publicznej.
Postać skompromitowana
Warto przypomnieć, że Stefan Niesiołowski nie jest postacią przypadkową ani „neutralnym ekspertem”. Jego polityczna kariera obciążona jest licznymi kontrowersjami, w tym:
-
wulgarnymi i obraźliwymi wypowiedziami wobec kobiet i przeciwników politycznych,
-
skandalami obyczajowymi, które na trwałe zniszczyły jego wizerunek publiczny,
-
wielokrotnym łamaniem standardów debaty parlamentarnej.
Mimo to rządowa telewizja w likwidacji uznaje go za godnego zapraszania do studia w roli autorytetu komentującego Kościół, patriotyzm i polską tożsamość.
Telewizja publiczna czy partyjna?
Największym problemem nie jest jednak sam Niesiołowski, lecz decyzja rządowej telewizji, by dawać mu platformę do wygłaszania skrajnych, antykościelnych tez. Media finansowane z publicznych środków powinny dbać o pluralizm, poziom debaty i elementarny szacunek wobec milionów wierzących Polaków.
Zamiast tego widzimy świadome promowanie narracji, która uderza w Kościół jako instytucję, a przy okazji legitymizuje język pogardy i ideologicznej wojny.
Symbol szerszego problemu
Zapraszanie Stefana Niesiołowskiego do studia nie jest przypadkiem, lecz symbolem szerszego zjawiska: rządowe media coraz częściej sięgają po postacie skompromitowane, ale ideologicznie „użyteczne”, by atakować Kościół, prawicę i konserwatywną część społeczeństwa.
Dla wielu widzów to kolejny dowód, że zamiast misji publicznej mamy do czynienia z propagandą ubraną w formę debaty.
źr. wPolsce24 za x.com/chrzanik











