Publicystyka

Kolejny odlot przebrzmiałej aktorskiej gwiazdy, byle uderzyć w prezydenta Nawrockiego

opublikowano:
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia
Prezydent Karol Nawrocki jest bezpardonowo, ale niezbyt mądrze atakowany przez fanatycznych zwolenników koalicji 13 grudnia (Fot. PAP/Radek Pietruszka)
Joanna Szczepkowska najwyraźniej uznała, że sam fakt, iż Karol Nawrocki zdecydował się bronić swojego dobrego imienia przed sądem, jest powodem do kpin. Po rozpoczęciu procesu prezydenta przeciwko wydawcy Onetu aktorka stwierdziła, że rozprawa to „gol do własnej bramki”, ponieważ przypomina opinii publicznej o publikacji dotyczącej jego przeszłości.

Problem w tym, że w tej argumentacji ginie rzecz absolutnie podstawowa: to nie Karol Nawrocki wprowadził do debaty publicznej zarzuty dotyczące rzekomego udziału w sprowadzaniu prostytutek. To Onet opublikował tekst, w którym takie twierdzenia zostały postawione, a Nawrocki je zakwestionował i skierował sprawę do sądu. Teraz zaś, gdy proces się rozpoczął, ma być winny, że o sprawie ponownie się mówi?

„Gol do własnej bramki”, bo człowiek poszedł do sądu

We wtorek 15 września w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozpoczął się proces cywilny, który Karol Nawrocki wytoczył wydawcy Onetu w związku z publikacją „Karol Nawrocki i tajemnice Grand Hotelu”. Pierwszego dnia przesłuchiwani byli m.in. autorzy tekstu Andrzej Stankiewicz i Jacek Harłukowicz oraz redaktor naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk. Proces odbywa się przy zamkniętych drzwiach. 

Szczepkowska skomentowała rozpoczęcie procesu w mediach społecznościowych.

„Siłą rzeczy to jest gol do własnej bramki, bo odświeża nam pamięć o przeszłości człowieka, który usiadł na fotelu przeznaczonym dla prezydenta” – napisała aktorka. Dalej stwierdziła: „Każdy, kto śledzi tę sprawę wie, że chodzi o sutenerstwo, albo o współudział w sutenerstwie, kiedy Batyr był ochraniarzem Grand Hotelu”.

I właśnie tutaj pojawia się zasadniczy problem z jej rozumowaniem. Szczepkowska mówi o „odświeżaniu pamięci” tak, jakby to Nawrocki wywołał temat swojej przeszłości. Tymczasem to publikacja Onetu z 26 maja 2025 r. postawiła zarzut, że jako ochroniarz Grand Hotelu miał uczestniczyć w procederze sprowadzania prostytutek dla gości. Sam Nawrocki temu zaprzecza i właśnie dlatego wybrał drogę sądową.

Można więc dyskutować o tym, czy jego argumentacja jest zasadna, można oceniać materiał dziennikarski i dowody przedstawione przez obie strony. Nie sposób jednak poważnie twierdzić, że człowiek, którego dotyczą zarzuty, traci prawo do ich zakwestionowania tylko dlatego, że proces sądowy sprawi, iż ponownie zacznie się o nich mówić.

Bo według takiej logiki osoba, której reputację naruszono publikacją, powinna mieć do wyboru dwie równie złe możliwości. Jeśli nie idzie do sądu, można powiedzieć: „Milczy, więc może coś jest na rzeczy”. Jeśli idzie do sądu: „Sam sobie przypomniał wszystkim sprawę”.

A gdyby Nawrocki nie pozwał Onetu?

Warto odwrócić sytuację. Co stałoby się, gdyby prezydent po publikacji nie zdecydował się na proces? Można sobie wyobrazić zarzut, że nie korzysta z dostępnych mu środków prawnych, że nie chce zmierzyć się z publikacją przed sądem albo że unika wyjaśnienia sprawy. Tymczasem Nawrocki zrobił dokładnie to, co przewiduje państwo prawa: zakwestionował informacje, które uważa za nieprawdziwe, i skierował spór do sądu.

Szczepkowska może oczywiście uważać, że pozew jest błędem. Może również krytykować Nawrockiego. Ale określanie samego procesu mianem „gola do własnej bramki” prowadzi do dość osobliwego wniosku: człowiek ma nie korzystać z sądu, bo korzystając z sądu przypomina o sprawie, którą wcześniej nagłośniły media.

„Czym my się musimy zajmować?”. Pretensje do autorów publikacji!

Szczególnie osobliwie brzmi przy tym kolejny fragment wypowiedzi aktorki. „Swoją drogą… Czym my się musimy zajmować… Co to są za rejony! Udowodnienie romansu kogoś na wysokim stanowisku było kiedyś skandalem, a u nas…” – napisała.

Tyle że pytanie „czym my się musimy zajmować” warto skierować przede wszystkim do tych, którzy zdecydowali, że właśnie taki materiał powinien trafić na czołówki mediów. Nie Nawrocki napisał tekst o Grand Hotelu. Nie Nawrocki zatytułował publikację dotyczącą rzekomego sprowadzania prostytutek. Nie Nawrocki zdecydował, że sprawa ma stać się jednym z najgłośniejszych tematów kampanii prezydenckiej. On może natomiast twierdzić, że publikacja naruszyła jego dobre imię — i może domagać się sądowej oceny tych twierdzeń.

Jeżeli więc komuś nie podoba się poziom debaty, który powstał wokół tej historii, pretensje powinny być kierowane do tych, którzy tę historię do debaty wprowadzili.

I jeszcze jedno nazwisko: Anna Kanigowska

Jest jeszcze jeden powód, dla którego przy tej historii warto zachować szczególną ostrożność. Jedną z osób, których wypowiedzi odegrały ważną rolę w medialnej narracji dotyczącej opieki nad Jerzym Ż., była Anna Kanigowska. W maju 2025 r. Onet publikował jej bardzo mocne wypowiedzi dotyczące Nawrockiego i jego rzekomego braku zainteresowania seniorem.

Później pojawiły się informacje, potwierdzone w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, że Kanigowska była skazana za oszustwo i fałszowanie dokumentów. Na tym jednak sprawa się nie skończyła. W lipcu 2026 r. pojawiła się informacja o kolejnym wyroku za oszustwo oraz osadzeniu jej w areszcie śledczym; według opublikowanych informacji chodziło o karę trzech lat pozbawienia wolności.

Nie oznacza to automatycznie, że każda jej wypowiedź dotycząca Jerzego Ż. była nieprawdziwa. Oznacza jednak, że wiarygodność źródła jest faktem, który w poważnej debacie dziennikarskiej ma znaczenie i powinien być uwzględniany przy ocenie całej historii.

Ale ani logiki, ani elementarnej uczciwości nie wymagamy od kogoś takiego jak Joanna Szczepkowska. Nie ma to sensu po tym, co ta pani wypisuje pod adresem polskiego prezydenta w mediach społecznościowych.

Olgierd Jarosz

 

Publicystyka

Baronowa w za dużym fotelu. Co to w ogóle miało być?

opublikowano:
"Pani kierownik" Korwin-Piotrowska w za dużym fotelu
"Pani kierownik" w za dużym fotelu (fot. x.com)
Gdyby ktoś chciał stworzyć idealną metaforę kryzysu państwa prawa w epoce TikToka, nie wymyśliłby niczego lepszego. Nie potrzeba felietonów, artykułów z przypisami ani analiz konstytucjonalistów – wystarczy jedno nagranie ze smartfona.
Publicystyka

Twarz bezprawia. Tusk rządzi wbrew woli narodu i bez mandatu

opublikowano:
Tak dzisiaj wygląda twarz bezprawia
Tak dzisiaj wygląda twarz bezprawia (fot. PAP/Marcin Gadomski)
Rządząca dziś Polską koalicja lubi odmieniać słowo „demokracja” przez wszystkie przypadki. Odmieniane jest ono w telewizyjnych studiach, na partyjnych wiecach i w orzeczeniach usłużnych ekspertów, którzy z prawa uczynili plastelinę. Jak mantrę powtarzał je we wczorajszym wystąpieniu sam premier. Tymczasem im głośniej obóz władzy krzyczy o „przywracaniu standardów”, tym wyraźniej widać fundamentalną skazę leżącą u podstaw tego układu. Donald Tusk nie ma realnego mandatu społecznego do sprawowania władzy, a metody, po które sięga, czynią jego rządy podwójnie bezprawnymi.
Publicystyka

Dlaczego to koniec Tuska? Ważny tekst Świrskiego. Syndrom szczurów

opublikowano:
Polacy walczą z autorytarną władzą
Polacy walczą z autorytarną władzą (fot. Fratria/ Andrzej Skwarczyński)
„Organizm, który raz doświadczył wyjścia z sytuacji bez wyjścia, zachowuje się w następnej matni zupełnie inaczej niż organizm, który takiego doświadczenia nie ma” - ta trafna biologiczna metafora przywołana przez byłego szefa KRRiT idealnie diagnozuje kondycję polskiego narodu w obliczu kolejnych prób dokręcania śruby przez liberalno-lewicowy establishment.
Publicystyka

Niemcy murem za Tuskiem. Niemieckie media klaszczą, gdy w Warszawie łamana jest konstytucja

opublikowano:
Niemcy próbują narzucać narrację korzystną dla Donalda Tuska
Niemcy próbują narzucać narrację korzystną dla Donalda Tuska (fot. PAP/Leszek Szymański)
Gdy rząd Donalda Tuska podejmuje kolejne bezprawne kroki wobec kluczowych instytucji państwa, za Odrą nie słychać nawet cienia krytyki. Niemiecka prasa głównego nurtu – która przez lata alarmowała o rzekomym „końcu praworządności” w Polsce – dziś wprost i bez wahania legitymizuje siłowe rozwiązania obecnej władzy. W narracji zachodnich komentatorów Donald Tusk pozostaje „europejskim wybawicielem”, a jakikolwiek sprzeciw wobec jego polityki przedstawiany jest jako groźny bunt i anarchia.
Publicystyka

Przekroczyli granicę moralnego dna. Zagrobelny uderza w Martę Nawrocką. Nawet minister Kotula nie wytrzymała

opublikowano:
Marta Nawrocka zaatakowana w obrzydliwy sposób
Marta Nawrocka zaatakowana w obrzydliwy sposób (fot. Fratria/Andrzej Wiktor, x.com)
W polskiej debacie publicznej widzieliśmy już wiele, ale to, co zaserwował w mediach społecznościowych Marek Zagrobelny – znany w sieci ze swojej bezgranicznej sympatii do obecnej władzy i bezpardonowych ataków na oponentów politycznych – przekracza wszelkie granice elementarnej przyzwoitości. Hejterski wpis wymierzony w Martę Nawrocką wywołał powszechne oburzenie, a jego wydźwięk okazał się tak obrzydliwy, że głos zabrała nawet minister ds. równości Katarzyna Kotula.
Publicystyka

Chcą wywieźć polskie złoto do Frankfurtu?! Wstrząsające słowa w studiu

opublikowano:
Złoto NBP jest bezpieczne, ale jak długo?
Złoto NBP jest bezpieczne, ale jak długo? (fot. Fratria/NBP)
Koalicja rządząca nie ustaje w próbach destabilizacji kluczowych filarów polskiej suwerenności finansowej. Na antenie telewizji wPolsce24 w programie „Kawa i Wikło” publicyści ostro skomentowali narastający konflikt wokół Narodowego Banku Polskiego oraz blokowanie przez Donalda Tuska nominacji do zarządu banku centralnego. Padły mocne oskarżenia dotyczące próby wciągnięcia Polski do strefy euro kosztem bezpieczeństwa narodowego.