"Wiceministra" rządu, którego premier rozmawia z maskotkami, rozmawia z warzywami. Ile ten cyrk jeszcze potrwa?

Wczoraj pan premier Donald Tusk zaprosił do samolotu Reksia i Krecika. Usadził ich na fotelu obok siebie, zapiał im pasy i przedstawił jako najlepszych specjalistów od demontowania rosyjskiej dezinformacji. Było słodko, milusio wręcz, a niejeden Polak wychowany na dobranockach ze Studia Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej sam by chętnie przytulił bohaterów swojego wczesnego dzieciństwa. Sęk w tym, że jednocześnie pan premier straszy nas wojną z Rosją, przekonuje, że zagrożenie jest bardzo poważne, także w obszarze informacyjnym. A potem "zatrudnia" Reksia i Krecika. Czy to oznacza, że ewentualny atak Putina zostanie przeprowadzony przy użyciu Wilka i Zająca?
Jak wiadomo pan premier cieszy się gigantycznym autorytetem w całym obozie politycznym koalicji 13 grudnia. Nie tylko wśród członków KO, ale także przystawek tej partii, dzięki którym w ogóle może sprawować władzę. Nic zatem dziwnego, że kolejny poważny temat jaki zaistniał ostatnio w świadomości wielu Polaków, a więc nowe wytyczne dotyczące żywienia dzieci w szkołach, został także potraktowany w konwencji wytyczonej w samolocie przez pana premiera. Mała różnica, tym razem członek rządu nie rozmawia z pluszakami, a z warzywami.
Tę ideę podjęła wiceminister, czy też pewnie raczej "wiceministra" nauki i szkolnictwa wyższego z Lewicy Karolina Zioło-Pużuk. Przy okazji zaprezentowała swój sposób pojmowania świata i to, co zrozumiała z argumentów rodziców, którzy alarmują, że nowe posiłki w szkołach są po prostu zbyt mało sycące dla dzieci. I o ile nikt nie kwestionuje, że warzywa są zdrowe i pożądane w diecie, to jednak powinny być dodatkiem czy uzupełnieniem treściwego posiłku. Wynika to choćby z faktu, że warzywa mają o wiele mniej kalorii niż dania mięsne. Pani "wiceministra" odkryła jednak jak "prawica widzi zmianę diety". A może powiedziały jej to same warzywa? Może wróciły obrażone ze szkoły, bo dzieci nie chciały ich jeść i poskarżyły się pani wiceminister na swoje odrzucenie?
Kiedyś w filmowej adaptacji "Akademii Pana Kleksa" Adaś Niezgódka śpiewał "wy nie wiecie, ja wiem, jak rozmawiać trzeba z psem". W rządzie Donalda Tuska, który coraz bardziej przypomina ten edukacyjno-wychowawczy ośrodek stworzony w pisarskiej wyobraźni Jana Brzechwy umieją za to rozmawiać już z maskotkami i warzywami. Czekamy na kolejne sprawności! A może lepiej nie...
Olgierd Jarosz









