Trwa dewastacja gospodarki drzewnej przez rząd. Straty już są miliardowe!

Według jego wyliczeń średnioroczne przychody Lasów Państwowych zmniejszyły się już o 1 mld 12 mln zł, a podaż drewna na rynek ma być niższa o około 4 mln metrów sześciennych rocznie.
– Według danych statystycznych mamy już około 13 procent wyłączeń, więc do 20 proc. jeszcze trochę brakuje. To spowodowało straty w Lasach Państwowych. (…) Mamy już średnioroczne przychody zmniejszone o miliard i 12 milionów złotych. To są potężne pieniądze – mówił Kuszlewicz.
Wszystko zaczęło się od moratorium
Spór o przyszłość gospodarki leśnej zaostrzył się po decyzji Ministerstwa Klimatu i Środowiska z 8 stycznia 2024 roku. Wprowadzono wówczas moratorium na pozyskiwanie drewna w wybranych obszarach.
Jak wskazywał Kuszlewicz, decyzja objęła około 100 tys. hektarów lasów i stała się początkiem kolejnych wyłączeń obszarów leśnych z działalności gospodarczej. Ministerstwo zapowiadało objęcie ograniczeniami około 20 proc. powierzchni Lasów Państwowych.
– Zostało wydane moratorium przez minister klimatu i środowiska, które wyłączyło z działalności gospodarczej około 100 tysięcy hektarów lasów. To wyłączenie zapoczątkowało dalsze wyłączenia. Mają być one wprowadzone na powierzchni około 20 procent Lasów Państwowych – mówił działacz „Solidarności”.
Według przedstawionych przez niego danych obecnie wyłączonych ma być około 13 proc. powierzchni.
– I te wyłączenia idą pełną parą. Mamy już wyłączeń według danych statystycznych około 13 procent, więc do 20 proc. jeszcze trochę brakuje – dodał.
Miliard złotych mniej i miliony metrów sześciennych drewna
Zdaniem Kuszlewicza konsekwencje ograniczenia pozyskania drewna są już widoczne w wynikach Lasów Państwowych i na rynku surowca.
Z jego wyliczeń wynika, że średnioroczne przychody przedsiębiorstwa są mniejsze o około 1,012 mld zł. Jednocześnie na rynek ma trafiać średnio około 4 mln metrów sześciennych drewna mniej. To istotna zmiana nie tylko dla samych Lasów Państwowych. Drewno jest surowcem wykorzystywanym przez ogromną część polskiego przemysłu — od tartaków i producentów płyt drewnopochodnych po przemysł meblarski i energetykę opartą na biomasie. Mniejsza podaż oznacza więc również presję na przedsiębiorstwa, które drewno kupują i przetwarzają.
Problemy z pelletem i wyższe ceny
Kuszlewicz wskazywał również na sytuację na rynku pelletu. Jak mówił, minionej zimy zabrakło tego paliwa na rynku, a jego ceny wzrosły. Jego zdaniem jednym z powodów była rosnąca liczba gospodarstw domowych i przedsiębiorstw korzystających z pelletu. Drugim miała być właśnie ograniczona podaż surowca drzewnego.
Nie oznacza to oczywiście, że za każdą zmianę ceny pelletu odpowiada wyłącznie polityka Lasów Państwowych. Na jego cenę wpływają również popyt, koszty produkcji, transportu oraz sytuacja na rynku energii. Kuszlewicz wskazuje jednak, że ograniczenie dostępności surowca jest jednym z czynników, które powinny być brane pod uwagę.
Problemy przemysłu drzewnego
Jeszcze poważniejsze mogą być konsekwencje dla firm zajmujących się przetwórstwem drewna. Według danych przywołanych przez działacza Solidarności w Polsce działa około 40 tys. zakładów związanych z sektorem leśnym. W 2024 roku działalność miało zakończyć 416 z nich.
Kuszlewicz przekonywał również, że około 37 proc. firm z branży ma problemy z utrzymaniem stabilności finansowej, a przedsiębiorstwa ograniczają zatrudnienie. – Najnowsze dane, jakie usłyszałem, to jest zmniejszenie zatrudnienia w tych właśnie przedsiębiorstwach o około 50 tysięcy osób – mówił.
Jeżeli te dane się potwierdzają, skala problemu wykracza daleko poza same Lasy Państwowe. Mniejsza dostępność surowca może bowiem wpływać na całą branżę, która przez lata była jednym z istotnych elementów polskiej gospodarki.
„To działanie destrukcyjne”
Kuszlewicz zwracał uwagę, że problem dotyczy nie tylko rachunku ekonomicznego Lasów Państwowych. W jego ocenie skutki obecnej polityki odczuwają również pracownicy i przedsiębiorstwa związane z przemysłem drzewnym.
– Tak być nie może, żeby to, co jest wprowadzane przez ministerstwo, rzutowało negatywnie nie tylko na społeczeństwo, ale również na naszą gospodarkę. Zakłady przemysłu drzewnego, meblarstwo to są zakłady, które przynosiły zysk w granicach 4 procent PKB rocznie. To tyle mniej więcej, ile jest u nas wydawane na zbrojenia. Jest to działanie destrukcyjne i inaczej tego nie można nazwać – ocenił działacz NSZZ „Solidarność”.
Spór nie sprowadza się więc wyłącznie do pytania, ile drzew powinno zostać objętych ochroną, a ile można pozyskać. W tle znajduje się znacznie większe pytanie o model polskiej gospodarki leśnej.
Lasy Państwowe mają za sobą ponad sto lat tradycji instytucjonalnej gospodarki leśnej. Przez dziesięciolecia rozwijano model, w którym las miał być jednocześnie chroniony i wykorzystywany jako odnawialne źródło surowca. Dziś ten model jest coraz mocniej kwestionowany.
Jeżeli kolejne obszary będą wyłączane z gospodarczego wykorzystania, konsekwencje mogą dotknąć nie tylko samego przedsiębiorstwa, ale również tartaków, producentów mebli i innych firm wykorzystujących drewno. Pytanie brzmi więc nie tylko, ile lasów zostanie wyłączonych z pozyskania drewna, lecz także kto i ile zapłaci za gospodarcze konsekwencje tej decyzji.
źr. wPolsce24 za tysol.pl









