Szpital postawiony na nogi przez… wrastający paznokieć. Dziennikarka ujawnia kuriozalne szczegóły

Z udostępnionej przez samych rodziców dokumentacji medycznej wynika, że pacjent został zbadany, a lekarze rozpoznali „napierający wrastający paznokieć palucha”, któremu towarzyszył stan podgorączkowy oraz stres dziecka przed zabiegiem. Sytuacja, jakich w polskich gabinetach lekarskich są tysiące – bolesna, wymagająca interwencji, ale absolutnie standardowa.
A jednak w tym przypadku uruchomiono mechanizmy zarezerwowane zwykle dla poważnych stanów zdrowotnych.
- Skąd to wiem? Dokumentacją medyczną swojego syna Jana Lenza pochwalili się w mediach społecznościowych rodzice publikując kolejne oświadczenie. Tytani... "Pacjenta zbadano - po konsultacji stwierdzono napierający wrastający paznokieć palucha lewy (?), stan podgorączkowy. Pacjent zdenerwowany, pobudzony, bojaźliwy, źle reaguje na igły, boi się kłucia..." - czytamy.
System dwóch prędkości
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy do czynienia z kolejnym przykładem funkcjonowania w Polsce systemu ochrony zdrowia „dla wybranych” i „dla reszty”. Podczas gdy przeciętny obywatel miesiącami czeka na wizytę u specjalisty, a na drobne zabiegi nierzadko musi zapisywać się w odległych terminach lub szukać pomocy prywatnie, w tym przypadku reakcja była natychmiastowa i ponadstandardowa.
Dlaczego?
Odpowiedź nasuwa się sama, zwłaszcza że jasne są powiązania rodzinne chłopca z osobą pełniącą funkcję publiczną - senatorem Tomaszem Lenzem. I choć nie chodzi tu o personalne wycieczki, lecz o zasadę, trudno nie zauważyć, że takie sytuacje podkopują zaufanie obywateli do państwa.
Przywileje zamiast równości
Konstytucja gwarantuje równość wobec prawa. W teorii każdy obywatel ma taki sam dostęp do świadczeń zdrowotnych. W praktyce jednak coraz częściej widzimy, że istnieje nieformalna hierarchia – a jej szczyt zajmują ci, którzy mają wpływy, znajomości lub polityczne zaplecze.
Czy naprawdę konieczne było angażowanie całego zespołu medycznego do przypadku, który – choć nieprzyjemny – jest powszechnie znany i rutynowo leczony? Ilu pacjentów w tym czasie czekało na pomoc, której nie otrzymali tak szybko?
Cisza zamiast odpowiedzi
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że zamiast rzeczowej dyskusji pojawia się cisza lub próby bagatelizowania sprawy. A przecież problem nie dotyczy jednego zabiegu. Dotyczy fundamentów funkcjonowania państwa i zaufania obywateli do instytucji publicznych.
Bo jeśli nawet tak drobna sprawa może uruchomić całą machinę systemu – to co dzieje się w przypadkach naprawdę poważnych?
Państwo musi być dla wszystkich
To nie jest kwestia jednego chłopca ani jednej rodziny. Każde dziecko zasługuje na opiekę i bezpieczeństwo. Problem polega na tym, że w Polsce wciąż nie każde dziecko – i nie każdy obywatel – może liczyć na takie samo traktowanie.
Dopóki nie skończy się praktyka nieformalnych przywilejów, dopóty będziemy żyć w państwie, które działa sprawnie tylko dla nielicznych.
A reszta? Cóż – reszta ma czekać.
źr. wPolsce24











