Polska

Rewolucja na polskich uczelniach? Ministerstwo chce ściągnąć do Polski tysiące obcokrajowców

opublikowano:
Nowy sposób na uczynienie z Polski państwa wielokulturowego?
(fot. Gemini/Pixabay)
Ministerstwo Nauki szykuje fundamentalną reformę polskiego szkolnictwa wyższego. Zgodnie z nowymi planami, do 2035 roku co czwarty student w Polsce ma pochodzić z zagranicy. Podczas gdy urzędnicy mówią o „umiędzynarodowieniu” i gonią za globalnymi rankingami, środowiska konserwatywne i prawicowi publicyści biją na alarm. Czy publiczne uniwersytety, utrzymywane z podatków Polaków, powinny stać się narzędziem masowej polityki migracyjnej?

To może być prawdziwe trzęsienie ziemi dla polskich uniwersytetów. Przygotowany przez Narodową Agencję Wymiany Akademickiej (NAWA) - instytucję hojnie wspieraną z funduszy europejskich - projekt nowej strategii zakłada, że udział zagranicznych studentów na naszych uczelniach ma wzrosnąć z obecnych 8 do aż 25 procent w ciągu najbliższej dekady. To oznacza, że już niedługo co czwarta osoba na wykładach może być obcokrajowcem.

Ministerstwo zapowiada „szybką ścieżkę wizową”, studia projektowane specjalnie dla cudzoziemców oraz masowe wprowadzanie wykładów w języku angielskim. Jednak pod płaszczykiem modernizacji i akademickiego postępu kryją się zagrożenia, na które coraz głośniej zwracają uwagę prawicowi komentatorzy.

Uniwersytety zamiast straży granicznej?

Główną osią krytyki ze strony środowisk konserwatywnych jest realne ryzyko wykorzystania statusu studenta jako „tylnej furtki” dla niekontrolowanej imigracji zarobkowej. Publicyści przypominają, że Polska dopiero co zmagała się z aferami wokół procederu, w którym obywatele państw Azji czy Afryki Subsaharyjskiej rekrutowali się na polskie uczelnie tylko po to, by uzyskać wizę wjazdową do strefy Schengen, po czym nigdy nie pojawiali się na zajęciach.

- Czy polskie konsulaty i uczelnie są w stanie realnie zweryfikować intencje tysięcy kandydatów z całego świata? Szerokie otwarcie drzwi i zapowiadane 'ułatwienia wizowe' mogą stać się parawanem dla legalizacji pobytu osób, które z nauką nie mają nic wspólnego – ostrzegają komentatorzy w mediach społecznościowych.

Paweł Usiądek, jeden z liderów Konfederacji pisze wprost:

- Zatrzymajmy się przy tym co to naprawdę oznacza. Na polskich uczelniach studiuje dziś 1,27 miliona osób. Cel 15 procent to niemal 190 tysięcy zagranicznych studentów — o 90 tysięcy więcej niż dziś. Połowa tego przyrostu będzie musiała skądś przyjść. Skąd? Z tych samych krajów, z których przychodzą teraz: Ukraina, Białoruś, Zimbabwe, Kenia, Nigeria, Indie.

Jaki jest cel?

W tym kontekście pojawiają się oczywiście nie tylko pytania o kontekst społeczny, ale także o misję i suwerenność polskiej edukacji. Publiczne uczelnie wyższe są finansowane z podatków polskich obywateli i – w myśl tradycyjnego pojmowania roli uniwersytetu – ich celem powinno być kształcenie krajowych elit, rozwój polskiej myśli naukowej oraz pielęgnowanie narodowej kultury i języka.

Tymczasem ministerialny plan zakłada, że do 2035 roku przynajmniej 25 procent wszystkich kierunków ma być wykładanych w językach obcych. Zdaniem krytyków to prosta droga do marginalizacji języka polskiego w nauce i uleganie dyktatowi globalizmu, na czym ucierpią przede wszystkim polscy studenci, zmuszeni do rywalizacji o miejsca i uwagę profesorów na własnych uczelniach.

Kto zapłaci za tę rewolucję?

Wątpliwości budzi również infrastruktura. Polskie uczelnie od lat borykają się z drastycznym brakiem miejsc w domach studenckich, a koszty wynajmu mieszkań w dużych miastach dobijają kieszenie młodych Polaków. Masowy napływ studentów z zagranicy drastycznie pogłębi ten kryzys.K

Już nie tylko środowiska konserwatywne zwracają uwagę na asymetrię przywilejów; programy socjalne, stypendia i pierwszeństwo w dostępie do taniego zakwaterowania mogą w praktyce trafiać do obcokrajowców, podczas gdy polska młodzież z mniejszych miejscowości zostanie odcięta od możliwości studiowania w metropoliach ze względów finansowych.

Jednocześnie trzeba przypomnieć, iż dla rządu i urzędników umiędzynarodowienie to klucz do wyższych pozycji w tzw. Liście Szanghajskiej. Nie bez znaczenia jest też realizacja multikulturowej agendy narzucanej przez instytucje unijne. Dziś wiemy już, jak wielkie są jej społeczne koszty. Tym bardziej warto wsłuchać się w głosy tych, którzy przypominają, iż mamy do czynienia z ryzykownym eksperymentem społecznym, który może bezpowrotnie zmienić charakter narodowej edukacji, konstruowanej pod dyktat wielokulturowości. Rozmowy międzyresortowe nad strategią dopiero ruszyły, ale już teraz widać, że spór wokół przyszłości polskich uczelni będzie jedną z najgorętszych debat nadchodzących miesięcy.

źr. wPolsce24 za X

 

Polska

Wojciech Biedroń na celowniku służb. „To klasyczna próba zastraszenia”

opublikowano:
Mariusz Pilis podczas rozmowy o wolności mediów i tajemnicy dziennikarskiej
– To klasyczny przykład sytuacji, w której chce się dziennikarzy przestraszyć i doprowadzić do tego, żeby nie poruszali trudnych tematów – tak dyrektor programowy telewizji wPolsce24 Mariusz Pilis komentował wezwanie naszego dziennikarza Wojciecha Biedronia na komendę policji.
Polska

Oddał strzały na granicy z Białorusią. Sąd wydał wyrok w sprawie młodego żołnierza

opublikowano:
Były żołnierz, który strzelał na granicy z Białorusią, uniewinniony przez sąd w Lublinie
Wojskowy Sąd Garnizonowy w Lublinie uniewinnił byłego żołnierza Karola S. oskarżonego o przekroczenie uprawnień. – W zachowaniu szeregowego sąd nie stwierdza żadnych znamion żadnego czynu zawartego w Kodeksie karnym – uzasadnił wyrok sędzia Radosław Hunek.
Polska

Jak ma wyglądać Europa Centralna? W Lublinie trwa Samorządowy Kongres Trójmorza

opublikowano:
Prezydent Andrzej Duda i kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek na Samorządowym Kongresie Trójmorza w Lublinie
Prezydent Andrzej Duda i kandydat PiS na premiera Przemysław Czarnek na Samorządowym Kongresie Trójmorza w Lublinie (fot. lubelskie.pl/Magdalena Mgłowska)
W stolicy województwa lubelskiego już po raz szósty odbywa się Samorządowy Kongres Trójmorza. Na wydarzenie zarejestrowało się blisko 2000 uczestników z 37 krajów. Reprezentują oni 13 krajów Trójmorza, ale także dalsze regiony świata m.in. Argentynę, Azerbejdżan, Kanadę, Portugalię, Demokratyczną Republikę Konga, Stany Zjednoczone oraz Niderlandy. Prezydent RP Karol Nawrocki objął wydarzenie patronatem honorowym.
Polska

Tuszowanie prawdy i ucieczka w furii! Szokujące kulisy skandalu i arogancja ministra Kierwińskiego

opublikowano:
Kierwiński oczy ma zamknięte, bo jest z pewnością zmęczony
Kierwińskiemu znowu puściły nerwy? (fot. wPolsce24)
Jak to możliwe, że funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, co do którego stanu psychicznego istniały poważne wątpliwości, został dopuszczony do ochrony głowy państwa? Zamiast odpowiedzi na trudne pytania, opinia publiczna otrzymuje ze strony resortu spraw wewnętrznych jedynie uniki, agresję i arogancję. Marcin Kierwiński woli uciekać przed dziennikarzami, niż wytłumaczyć się z rażących zaniedbań swojego ministerstwa.
Polska

Skandal i atak na wolne media! Koalicja 13 grudnia chce złamać dziennikarza, który ujawnił tortury wobec księdza Olszewskiego

opublikowano:
Dziennikarze wPolityce.pl przy pracy na zdjęciu m.in. Wojciech Biedroń i Marzena Nykiel
Wojciech Biedroń nie ulegnie presji funkcjonariuszy reżimu (fot. wPolsce24)
Trwa bezprecedensowy atak na tajemnicę dziennikarską i wolność słowa w Polsce. Nie sposób ulec wrażeniu, że obecny rząd koalicji 13 grudnia próbuje za wszelką cenę zastraszyć niezależnych dziennikarzy i ich informatorów. Powód? Ujawnianie niewygodnej i brutalnej prawdy o działaniach aparatu państwowego.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Niebezpieczna gra premiera. Tusk uderza w sojusz z USA

opublikowano:
Zaciśnięte usta premiera Tuska. On nienawidzi, nawet jak nic nie mówi.
Premier Donald Tusk uderza w sojusz z USA (fot. PAP/EPA/ANDY RAIN)
W najnowszej rozmowie Marcina Wikły na antenie telewizji wPolsce24 Tomasz Szatkowski, były wiceszef MON i ambasador RP przy NATO, obnaża niebezpieczną politykę rządu Donalda Tuska. Zamiast wzmacniać nasz kluczowy sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, obecna ekipa rządząca celowo go deprecjonuje, traktując relacje europejskie jako przeciwagę dla współpracy transatlantyckiej.