Arabowie nie chcą wysyłać dzieci na studia do Europy. „Boimy się radykalnych islamistów”

Rząd w Abu Zabi usunął brytyjskie uczelnie z listy instytucji kwalifikujących się do rządowych stypendiów i dotacji edukacyjnych, twierdząc, że Wielka Brytania nie zrobiła wystarczająco dużo, by przeciwdziałać wpływom radykalnych ugrupowań. To ostrzejsze stanowisko jest po części efektem napięć dyplomatycznych między ZEA a Londynem – Arabowie od lat domagają się, by UK uznała Bractwo Muzułmańskie za organizację terrorystyczną, czego brytyjski rząd dotychczas odmawia.
ZEA podkreślają wprost, że nie chcą, aby ich młodzi ludzie wracali „zainfekowani” radykalnymi ideami po pobycie na brytyjskich uczelniach. Choć decyzja nie stanowi formalnego zakazu studiowania w Wielkiej Brytanii, to wynik działań rządu Emiratów sprawia, że tylko najzamożniejsze rodziny mogą sobie dziś pozwolić na wysyłanie synów i córek za własne pieniądze. Skutek jest już widoczny: liczba emirackich studentów z wizami na studia w Wielkiej Brytanii gwałtownie spadła. W roku kończącym się we wrześniu 2025 r. przyznano zaledwie 213 wiz studenckich, co stanowi spadek o ponad 50 proc. w porównaniu z rokiem 2022.
Szejkowie roztropniejsi od Europejczyków
Taki krok ze strony ZEA to nie tylko reakcja na ryzyko ideologiczne, lecz również polityczne przesłanie. Państwo to, twardo sprzeciwiające się politycznemu islamowi i ekstremizmowi, pokazuje, że nie zamierza już ufać liberalnym zachodnim systemom edukacji, które – w opinii emirackich decydentów – zbyt pobłażliwie podchodzą do propagowania radykalnych nurtów ideologicznych na kampusach.
Dla Wielkiej Brytanii, która przez dekady przyciągała zagranicznych studentów jako ośrodek naukowy światowej klasy, to poważne ostrzeżenie. Jeżeli brytyjskie uczelnie faktycznie stały się pożywką dla ekstremistycznych wpływów, to nie tylko reputacja akademicka, ale też bezpieczeństwo obywateli i interesy geopolityczne sojuszników są dziś poważnie zagrożone.
Tak zdecydowany krok ze strony ZEA pokazuje, że świat muzułmański, szczególnie konserwatywne monarchie Zatoki Perskiej, mają zupełnie inne spojrzenie na bezpieczeństwo, edukację i ideologię, niż liberalny Zachód. I jeśli Londyn nie zacznie traktować tych obaw poważnie, może przegrać nie tylko rynek edukacyjny, ale też zaufanie strategicznych partnerów.
W tym samym czasie Europa chce ściągać każdego, bo... "potem się sprawdzi".
źr. wPolsce24 za "Financial Times"











