Ludowcy wejdą do Sejmu „na barana”? Tusk szykuje na wybory plan, który już raz nie wypalił

Według nieoficjalnych doniesień portalu Onet, Donald Tusk ponownie podjął próbę stworzenia jednej wspólnej listy wyborczej na wybory parlamentarne złożonej z polityków partii tworzących rząd. Podobny pomysł pojawił się przed ostatnimi wyborami do Sejmu i Senatu, jednak nie doszedł do skutku. Szef Koalicji Obywatelskiej miał nawet rozmawiać o takim rozwiązaniu z liderami innych ugrupowań.
Kluczowym argumentem Donalda Tuska w rozmowach z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem i Włodzimierzem Czarzastym ma być bezwzględna matematyka wyborcza. Ostatnie badanie United Surveys z 7-9 sierpnia pokazuje drastyczne różnice w poparciu dla poszczególnych partii koalicyjnych.
O ile KO utrzymuje wysoką pozycję z wynikiem 28,7 proc., to wyniki jej partnerów są alarmująco niskie. Lewica może obecnie liczyć na 7,1 proc. poparcia, a PSL na 4,6 proc. Polska 2050 otrzymałaby zaledwie 1,6 proc. głosów. W związku z tym, przy samodzielnym starcie, mniejsze ugrupowania ryzykują nieprzekroczenie progu wyborczego.
Kosiniak-Kamysz na „tak”, Czarzasty pełen obaw
Najbardziej otwarty na propozycję premiera ma być lider ludowców Władysław Kosiniak-Kamysz. PSL nabrało już doświadczenia w koalicyjnej współpracy z KO m.in. wystawiając wspólnego kandydata w wyborach w Krakowie. Wspólny start eliminuje ryzyko znalezienia się pod progiem, choć zmusza ludowców do trudnych negocjacji miejsc na listach z dominującą KO.
Zupełnie inaczej sytuację postrzega Włodzimierz Czarzasty. Lider Lewicy, która w sondażach bezpieczniej przekracza próg, skłaniał się dotąd ku wariantowi dwóch bloków: KO z PSL oraz Lewicy z częścią Polski 2050. Marszałek Sejmu obawia się, że wejście na jedną listę z Tuskiem rozmyje tożsamość jego formacji i popchnie lewicowych wyborców w ramiona Partii Razem Adriana Zandberga.
Wielka nieobecna i personalne napięcia
Na poniedziałkowym spotkaniu zabrakło kluczowej postaci – Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, reprezentującej Polskę 2050. To właśnie losy partii Szymona Hołowni mogą okazać się najtwardszym orzechem do zgryzienia podczas negocjacji. Ugrupowanie to notuje drastyczne spadki w sondażach, a jego kierownictwo konsekwentnie broniło dotąd swojej samodzielności. Sytuacji nie ułatwia fakt, że Donald Tusk i Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie darzą się sympatią.
Odpowiedź na konsolidację prawicy
Dlaczego Tusk naciska na jedną listę właśnie teraz? Strategia ta ma być bezpośrednią reakcją na potencjalne zjednoczenie po prawej stronie sceny politycznej. Premier obawia się wariantu, w którym prawica pójdzie do wyborów w jednym, szerokim porozumieniu pod patronatem prezydenta Karola Nawrockiego. Wtedy Tusk chce uprościć narrację wyborczą do starcia dwóch wielkich, konkurujących ze sobą bloków.
źr. wPolsce24 za Onet









