Uwaga Ziemianie! Minister Motyka odlatuje. Właśnie wysłał Macierewicza do polskiego osadnictwa w kosmosie

Zaczęło się od niewinnie brzmiącego tematu: powstania Centrum Symulacji Osadnictwa Kosmicznego. Minister Motyka z pełnym przekonaniem zapewniał, że to projekt niezwykle ciekawy i cieszący się poparciem społecznym, głównie ze względu na brak tak dużych ośrodków badawczych w naszym kraju.
Gdy lekko zaskoczona dziennikarka zapytała, czy to oznacza, że będziemy teraz podbijać kosmos, wiceminister bez wahania zapewnił: „Nie”. Na sugestię prowadzącej, że wspomniane centrum zaprojektuje naszą przeprowadzkę na inną planetę, minister zaczął nerwowo tonować nastrój i zapewniać, że nikogo w kosmos nie wysyła.
Co ciekawe, jako kluczowy argument za sensownością całego przedsięwzięcia podał fakt, że w takich ośrodkach bada się m.in. aerodynamikę, co wcale nie musi mieć bezpośredniego przełożenia na sam kosmos.
No tak, bo po co nam aerodynamika w kosmicznej próżni?
Kiedy kończą się argumenty, wjeżdża... Antoni Macierewicz
Prawdziwe „merytoryczne show” zaczęło się jednak wtedy, gdy dziennikarka przyparła ministra do muru, pytając o sens wydawania publicznych pieniędzy na symulacje życia na Marsie. Wtedy Motyka postanowił odpalić protokół ratunkowy. Zamiast twardych danych, rzucił na stół... Antoniego Macierewicza!
Minister ogłosił bowiem, że „jak się słucha na przykład Antoniego Macierewicza, to się czuję jakby niektórzy już w kosmosie funkcjonowali od lat”.
Trudno o bardziej spektakularny pokaz erystyki w poważnej debacie publicznej. Kiedy brakuje argumentów na obronę kosmicznego osadnictwa, najprościej jest wysłać politycznego oponenta na orbitę.
Schopenhauer lubi to! Jak nie radzić sobie z krytyką
Zachowanie wiceministra w tym pojedynku na argumenty idealnie wpisuje się w klasyczne nauki Artura Schopenhauera. Niemiecki filozof w swoim dziele Erystyka, czyli sztuka prowadzenia sporów pisał:
"Jeżeli przeciwnik przy jakimś argumencie niespodziewanie wpada w gniew, należy ten argument z naciskiem dwoić [...], w tym miejscu bowiem dotknęliśmy słabej jego strony i przeciwnik jest tu bardziej niż gdzie indziej bezbronny".
I rzeczywiście – nerwowa reakcja ministra, ucieczka w kosmiczne dygresje oraz wycieczki osobiste w stronę innych polityków to klasyczny dowód na to, że Miłosz Motyka został trafiony w wyjątkowo czuły punkt. Zamiast merytorycznej obrony projektu, usłyszeliśmy kolejny polityczny kabaret.
Ziemskie problemy: paliwo po 5,19 zł
Wróćmy już z orbity okołoziemskiej, by zmierzmy się z o wiele bardziej przyziemnym – i bolesnym dla polskich kierowców – tematem: cenami paliw. Będzie to kolejna odsłona erystyki w wykonaniu polityka Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Podczas jednej z konferencji prasowych dziennikarka przypomniała ministrowi energii o deklaracji Donalda Tuska. Być może niektórzy kierowcy łudzą się, że w końcu zatankują litr paliwa po obiecanej cenie: 5,19 zł.
Minister, próbując ratować sytuację, zaczął gorączkowo przekonywać, że marża detaliczna Orlenu jest obecnie obniżona do absolutnego minimum. Jednak oprócz tego argumentu postawił też tamę nie do przebicia. Zapewnił bowiem, że takie ceny obowiązywały, ponieważ „sam za tyle tankował”.
Dlaczego mielibyśmy nie wierzyć słowom ministra? Zostało nam tylko liczyć na to, że Miłosz Motyka jak przystało na jednego z biało-czerwonych, bierze paragony i bez problemu to udowodni. Jednak nawet bez papierowego potwierdzenia, argumentu Motyki burzyć wręcz nie wolno. Przecież kiedyś taka cena musiała pojawić się na dystrybutorze.
Niemniej, styl w jakim bronił obietnicy swojego rządowego przełożonego, pokazuje jedno: przed kolejnym starciem przed mikrofonem minister powinien zdecydowanie poćwiczyć prowadzenie poważnych dyskusji na argumenty. No, chyba że następny wywiad będzie już nadawany bezpośrednio z bazy na Marsie!
źr. wPolsce24











