„RCB jest od zagrożeń z powietrza”. Zaskakujące tłumaczenie Cezarego Tomczyka po wycieku danych. Zapomniał, co stało się z rakietą?

Polska stała się celem bezprecedensowego cyberataku. Wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował, że z medycznego systemu MyDr wykradziono bazę danych o objętości ponad 2 terabajtów. W ręce hakerów trafiły niezwykle wrażliwe informacje dotyczące blisko 19 milionów Polaków. Wyciekły m.in. numery PESEL , szczegółowe historie chorób oraz dane o przyjmowanych lekach i wystawionych receptach.
Choć hakerzy skontaktowali się z kierownictwem firmy MyDr już 5 sierpnia, opinia publiczna dowiedziała się o sprawie dopiero tydzień później. Reakcja rządu wywołała falę oburzenia. Zamiast systemowej odpowiedzialności, wicepremier Gawkowski wezwał obywateli do samodzielnego zastrzegania numerów PESEL w aplikacji mObywatel, nazywając to „elementarną higieną cyfrową”.
Cezary Tomczyk: „Nie zawsze potrzebne jest nadużywanie RCB”
Do sprawy odniósł się na antenie Polsat News wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk polityka Cezarego Tomczyk. Zapytany wprost, czy brak wysłania alertu RCB po wycieku danych tak ogromnej liczby Polaków był błędem, odpowiedział krótko: „Nie”.
Tomczyk tłumaczył swoje stanowisko w następujący sposób:
Uważam, że nie do tego jest RCB. RCB jest do tego, żeby ostrzegać tu i teraz o zagrożeniach, które płyną na przykład z powietrza" – stwierdził wiceminister.
Rakieta nad Polską obnażyła system. Gdzie wtedy było RCB?
Słowa Cezarego Tomczyka o tym, że system RCB jest stworzony do ostrzegania przed „zagrożeniami z powietrza”, brzmią wyjątkowo niefortunnie w świetle wydarzeń z lipca 2026 roku.
Zaledwie dwa tygodnie wcześniej, o godzinie 3:40 nad ranem, polską przestrzeń powietrzną naruszył rosyjski pocisk manewrujący Ch-101. Na Lubelszczyźnie zawyły syreny alarmowe, budząc mieszkańców i wywołując powszechny strach oraz panikę.
Co w tym krytycznym momencie robiło Rządowe Centrum Bezpieczeństwa?
RCB milczało i żaden alert SMS nie został wysłany do przerażonych mieszkańców. udzie zostali pozostawieni w głuchej ciszy, nie wiedząc, czy trwa atak, czy należy uciekać do schronów, czy doszło do pomyłki.
Brak cyfrowego komunikatu w chwili realnego zagrożenia wojskowego obnażył bezradność państwa. Choć wojsko śledziło obiekt, obywatele o zagrożeniu dowiadywali się od sąsiadów bądź z mediów społecznościowych.
źr. wPolsce24 za Polsat News











