Polska

Chirurg z KO po wyroku nie może leczyć dzieci. Mimo tego jest nadal wicedyrektorem szpitala!

opublikowano:
pexels-felipequeiroz-20100299
(fot. ilustracyjna Pexels)
Chirurg Mateusz Hen – w „cywilu” lokalny polityk KO – po prawomocnym wyroku ma zakaz pracy z dziećmi. Mimo tego nadal jest wicedyrektorem szpitala powiatowego w Gnieźnie, który podpisał szereg umów z należącą do jego rodziców firmą.

Z tego tekstu dowiesz się:

• Chirurg Mateusz Hen, lokalny działacz KO i wicedyrektor Szpitala Powiatowego w Gnieźnie, ma na koncie co najmniej siedem prawomocnych wyroków karnych, z których większość uległa już zatarciu.

• Ostatni wyrok dotyczył pobicia i gróźb karalnych. Z powodu skazania Hen nie może obecnie pracować z dziećmi, co rodzi problemy podczas jego dyżurów chirurgicznych.

• Mimo ograniczeń Hen pozostaje wicedyrektorem ds. lecznictwa i nadzoruje m.in. oddziały, na których przebywają dzieci. Dyrekcja szpitala twierdzi, że jest to zgodne z prawem.

• Kontrowersje dotyczą również spółki Medsfera, formalnie należącej do rodziców Hena, która ma cztery umowy ze szpitalem. Sam Hen pracuje dla spółki, a jednocześnie jako wicedyrektor nadzoruje lekarzy przez nią zatrudnianych.

• WP ustaliła, że po wyroku szpital ogłosił konkurs wymagający zaświadczenia o niekaralności. Gdy nie zgłosił się żaden oferent, z wymogu zrezygnowano, a do kolejnego konkursu jako jedyna przystąpiła Medsfera.

Szokująca sprawa została ujawniona przez Wirtualną Polskę. Hen, który od 2025 r. jest członkiem lokalnych struktur rządzącej w Gnieźnie Koalicji Obywatelskiej, jest zatrudniony na pół etatu w tamtejszym szpitalu powiatowym jako wicedyrektor ds. lecznictwa. Pracuje tam też na oddziałach chirurgii i paliatywnym. Obsługuje je prywatna spółka Medsfera, która formalnie należy do jego rodziców.

Pobił partnera byłej żony

Gnieźnieński chirurg ma także kartotekę kryminalną. 20 stycznia 2020, w towarzystwie matki, spotkał się z partnerem swojej byłej żony. Rozmowa przy bramie przerodziła się w awanturę, a ta w bójkę. On sam twierdził, że to była drobna przepychanka, ale poszkodowani twierdzili, że lekarz popchnął partnera byłej żony na maskę, przytrzymywał go i, razem z matką, okładał pięściami. Miał też grozić jemu i swojej byłej żonie śmiercią. Mężczyzna trafił do szpitala, a po kilku latach sąd rejonowy skazał go na 4 miesiące prac społecznych i 5,6 tys. zł kary za pobicie i groźby karalne.

To nie był jedyny konflikt z prawem gnieźnieńskiego lekarza. Z informacji zebranych przez Annę Nowak, dziennikarkę „Gniezno. Fakty-interwencje” i dziennikarzy WP wynika, że od 2007 roku usłyszał siedem różnych wyroków karnych oraz ósmy, który łączył dwa wyroki w jedną karę. Chodziło m.in. o udział w mafii paliwowej, wyłudzenia VAT, fałszowania dokumentacji medycznej czy potrącenia pieszej na pasach. Te wyroki uległy już zatarciu – WP podkreśliła, że informuje o nich tylko dlatego, że jest on osobą pełniącą ważną funkcję w publicznym systemie ochrony zdrowia oraz z członkiem partii sprawującej w Polsce władzę.

Nie może pracować z dziećmi

Wyrok za pobicie jest tutaj szczególnie istotny. Hen został bowiem skazany z artykułu 158 § 1 kodeksu karnego. Tymczasem ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich – tzw. lex Kamilek – zakazuje podmiotom leczniczym zatrudniania lub dopuszczania do pracy z dziećmi osób, które zostały prawomocnie skazane za przestępstwa z rozdziału XIX kodeksu karnego - „Przestępstwa przeciwko życiu i zdrowiu”. To oznacza, że chirurg nie może leczyć dzieci.

Jak informuje WP, problem występuje między godz. 15 w czwartki i 7 w piątki, kiedy Hen jest dyżurnym na oddziale chirurgii. Jeśli wtedy do szpitala trafi dziecko, które wymaga konsultacji chirurgicznej, Hen nie może się nim zając. 

W papierach będzie wpisane, że są transportowane na konsultacje do szpitala w Poznaniu albo gdzieś indziej, czyli wszystko cacy. Ale każdy wie, że doktor Hen po prostu nie może ich badać - kontynuuje rozgoryczony. - W każdy inny dzień nie ma problemu. Mamy naprawdę dobry i zgrany zespół. Ale czwartek? W czwartki dzieci mają pecha, po prostu – powiedział dziennikarzom pracownik tego szpitala.

Wzywają innego lekarza? 

Zapytany o to dyrektor szpitala Filip Waligóra wyjaśnił, że w umowie z Medsferą świadczenia na oddziale chirurgii są wykonywane przez dwóch lekarzy. Jego zdaniem procedura powinna wyglądać tak, że jeśli na dyżurze Hena pojawi się dziecko, to ten powinien zadzwonić po drugiego lekarza, by przyjechał i je zbadał. Tyle tylko, że jak ustaliła WP, w czasie dyżurów Hena ten lekarz przyjmuje pacjentów w oddalonym o ok. 50 km Wągrowcu. 

Dyrekcja szpitala powiedziała, że w takiej sytuacji trzeba wezwać innego zatrudnionego przez szpital chirurga, który dyżuruje pod telefonem. Zdaniem jednego z lekarzy, z którymi rozmawiali dziennikarze, to jednak bzdura i mydlenie oczu. Ich rozmówca przyznał, że istnieją dyżury telefoniczne, ale są wykorzystywane w nadzwyczajnych sytuacjach, gdy pacjenta trzeba natychmiast operować. Nikt nie będzie przyjeżdżał, żeby pacjenta tylko zbadać, bo po co w takim razie dyżuruje ten pierwszy lekarz? - podkreślił.

Wiedzą o jego wyroku

Szpital wie o tym problemie. Z protokołu Rady Społecznej Szpitala wynika, że na jednym z posiedzeń Waligóra, opisując konkurs, który później wygrała Medsfera, przyznał wprost, że w środy i piątki potencjalny kandydat nie może przyjmować dzieci.

Z tego samego protokołu wynika, że wie o tym również przewodniczący tej rady Tomasz Budasz, który jest także starostą gnieźnieńskim i przewodniczącym lokalnych struktur KO. Dziennikarze zapytali go, czy w Gnieźnie nie ma innego lekarza, bez wyroku, który mógłby sprawować jego funkcje. Decyzja w tej sprawie należy do dyrektora szpitala, a nie do mnie. Trudno wyrokować mi również, czy są na terenie Gniezna inne kompetentne osoby do zajmowania stanowiska dyrektora ds. lecznictwa Szpitala "Pomnik Chrztu Polski", choć jest to zapewne niewykluczone – odpisał.

Powszechna wiedza 

Dziennikarze spytali także Waligórę o to, w jaki sposób Hen może, jako wicedyrektor ds. lecznictwa, sprawować nadzór nad oddziałami, na których przebywają dzieci. Odparł, że zgodnie z posiadaną opinią prawną nie stoi to na przeszkodzie, bo chirurg nie udziela w ramach zawartej umowy świadczeń zdrowotnych, tylko pełni merytoryczny nadzór nad działaniem podmiotu leczniczego w sytuacji, kiedy dyrektor nie jest lekarzem.

W korespondencji z dziennikarzami zarówno Waligóra, jak i Budasz twierdzą, że nic nie wiedzą o poprzednich wyrokach, które ma na koncie. W teorii jest to możliwe, bo uległy zatarciu, chociaż opisywała je lokalna prasa. Wszyscy pracownicy szpitala, którzy rozmawiali z dziennikarzami, przyznają jednak, że wiedzą co najmniej o kilku.

"Mózgiem całego przedsięwzięcia jest mój syn"

Wątpliwości budzą także umowy, jakie szpital zawarł z Medsferą. Obecnie są cztery – na kierowanie blokiem operacyjnym, na udzielanie świadczeń zdrowotnych w oddziale paliatywnym, na udzielanie świadczeń zdrowotnych w oddziale chirurgicznym i poradni chirurgicznej oraz na członkostwo w zespole ds. zapobiegania zakażeniom szpitalnym. 

Poseł PiS Zbigniew Dolata już w lutym żądał na konferencji prasowej jego odwołania. Oskarża go o prywatyzację publicznej służby zdrowia tylnymi drzwiami. Podobnego zdania są lekarze, z którymi rozmawiali dziennikarze. Mateusz Hen próbuje sprywatyzować szpital i co gorsza, nikt go specjalnie przed tym nie powstrzymuje – powiedział jeden z nich.

Hen założył Medsferę w 2015 r. Obecnie spółka formalnie należy do jego rodziców, ale nadal jest w niej ważną osobą. Mózgiem całego przedsięwzięcia jest mój syn Mateusz – powiedziała jego matka w 2024 r., gdy odbierała nagrodę „Orzeł Powiatu Gnieźnieńskiego dla Przedsiębiorczości. Hen odbierał też w jej imieniu nagrodę „Diamenty Forbesa 2026”, a „Przemiany”, najstarsza gnieźnieńska gazeta – która została kupiona przez Medsferę – tytułowała go w artykułach „dyrektorem Medsfery”.

Nadzoruje sam siebie 

WP ustaliła, że po wyroku na Hena, Waligóra zerwał poprzednią umowę z Medsferą i ogłosił nowy konkurs. Wymogiem było to, że osoby skierowane muszą spełnić wymogi ustawy kamilkowej i na etapie oferty przedłożyć zaświadczenie o niekaralności. Nikt jednak w nim nie wystartował, więc dyrekcja szpitala zrezygnowała z tego wymogu. Wtedy Medsfera przystąpiła – jako jedyna – do konkursu. Waligóra zapewnia, że zabezpieczyli się na taką ewentualność poprzez dodatkowe obostrzenia w umowie, jak np. konieczność zapewnienia przez firmę lekarza, który spełnia wymogi do pracy z dziećmi.

Jak zauważa WP, obecnie Hen, jako zatrudniony przez szpital wicedyrektor ds. lecznictwa, nadzoruje pracę lekarzy wyznaczonych przez Medsferę do pracy w tym szpitalu. To oznacza, że jako taki lekarz, nadzoruje de facto samego siebie. Zapytany o to, czy szpital weryfikuje fizycznie obecność lekarza na oddziale w zakontraktowanym wymiarze – 8 godzin dziennie – Waligura przyznał, że zgodnie z zawartą umową, harmonogramy pracy lekarzy na oddziale paliatywnym – wśród których jest Hen – akceptuje zastępca dyrektora ds. lecznictwa, którym również jest Hen.

źr. wPolsce24 za Wirtualna Polska

Polska

Karambol na ekspresówce w Warszawie, prawdziwa tragedia wisi w powietrzu

opublikowano:
Problem dzików w miastach doprowadzi w końcu do tragedii. Dziś było już bardzo blisko
Stado dzików na drodze (Fot. Fratria)
Poniedziałkowy poranek na Południowej Obwodnicy Warszawy mógł zakończyć się znacznie poważniejszą tragedią. Na wawerskim odcinku trasy S2, w kierunku Ursynowa, tuż przed zjazdem na ulicę Patriotów, zderzyło się pięć samochodów. Według relacji uczestników kolizji kierowcy gwałtownie hamowali, ponieważ przez trasę przechodziło stado dzików. Nikt nie został poszkodowany, ale rozbite auta zablokowały pas ruchu, a korek miał około sześciu kilometrów.
Polska

Polacy nie podzielają berlińskich sympatii Tuska. Prawie 74 proc. Polaków żąda reparacji od Niemiec!

opublikowano:
Tusk i Merz wymieniają uśmiechy, ale Polacy nie podzielają tej sympatii
Tusk i Merz wymieniają uśmiechy, ale Polacy nie podzielają tej sympatii (fot. shutterstock)
Polacy nie zamierzają zapomnieć o zbrodniach i gigantycznych zniszczeniach z czasów II wojny światowej, a próby zamiatania sprawy pod dywan przez ekipę rządzącą spotykają się ze stanowczym oporem społeczeństwa. Najnowszy sondaż CBM INDICATOR brutalnie weryfikuje uległą politykę Donalda Tuska wobec Berlina: niemal trzy czwarte Polaków domaga się wypłaty wojennych odszkodowań od zachodniego sąsiada.
Polska

On naprawdę tak powiedział. Robert Biedroń zdradził jaką ma pokusę. To sadysta?

opublikowano:
Europoseł Biedroń ma pokusy obce normalnym ludziom
Europoseł Biedroń ma pokusy obce normalnym ludziom (Fot. Fratria)
Robert Biedroń w "samochodowym wywiadzie" dla Onetu powiedział coś, co w ustach polityka brzmi absolutnie skandalicznie. Mówiąc o Radosławie Piesiewiczu (prezesie Polskiego Komitetu Olimpijskiego, aresztowanym w związku z aferą Zondacrypto), stwierdził: „Jest pokusa, żeby mu czymś przypiec, żeby go dopalić czymś, potorturować trochę, żeby sypał”.
Polska

Lekarze stawiali diagnozę, NFZ płacił miliony. Wstrząsający proceder wyszedł na jaw

opublikowano:
Dziennikarze odkryli, że pacjentom szpitala w Nowej Soli wpisywano do dokumentacji zawały, których nie mieli
(fot. ilustracyjna Pexels)
W szpitalu w Nowej Soli pacjentom wpisywano do dokumentacji medycznej ostre zawały, których nie mieli. Prawdopodobnie chodziło o wyłudzanie pieniędzy z NFZ.
Polska

Bezczelny wpis ambasadora Niemiec do Polaków. Czy on myśli, że robi nam łaskę?

opublikowano:
Zdaniem ambasadora Niemiec Polacy powinni "być zadowoleni", że niemieccy nauczycieli są ta łaskawi, że "specjalnie" przyjeżdżają do Polski, by poznać prawdę m.in. o wymordowaniu mieszkańców Warszawy
Zdaniem ambasadora Niemiec Polacy powinni "być zadowoleni", że niemieccy nauczycieli są ta łaskawi, że "specjalnie" przyjeżdżają do Polski, by poznać prawdę m.in. o wymordowaniu mieszkańców Warszawy (Fot. Fratria)
Wystarczyło kilka słów ambasadora Niemiec w Polsce, by w mediach społecznościowych rozpętała się burza. Miguel Berger odniósł się do krytyki dotyczącej seminarium poświęconego niemieckiej okupacji Polski i Powstaniu Warszawskiemu. Jego odpowiedź spotkała się z ostrą reakcją internautów i chyba trudno się dziwić.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Waldemar Buda nie wytrzymał na wizji: Tusk dał mu 30 tysięcy pensji i dwa lata urlopu!

opublikowano:
Waldemar Buda nie zostawił suchej nitki na Tusku
Waldemar Buda nie zostawił suchej nitki na Tusku (fot. wPolsce24)
Koalicja rządząca i sprzyjające jej komercyjne redakcje nie cofają się przed niczym, by uderzyć w opozycję. W programie „Rozmowa Wikły” na antenie telewizji wPolsce24 europoseł Waldemar Buda bezlitośnie obnażył mechanizmy stojące za ostatnimi fake newsami mediów o rzekomych zatrzymaniach, manipulacjami wokół afery Zondacrypto oraz skandaliczną próbą przepchnięcia Macieja Berka do Trybunału Konstytucyjnego.