Karambol na ekspresówce w Warszawie, prawdziwa tragedia wisi w powietrzu

Zdarzenie miało miejsce około godziny 7, czyli w samym środku porannego szczytu. Samochody uczestniczące w kolizji zajęły lewy pas, przez co przejazd w kierunku Ursynowa został poważnie utrudniony. Kierowcy musieli zwalniać już w rejonie węzła Lubelska.
Jeżeli relacje uczestników się potwierdzą, bezpośrednią przyczyną karambolu było pojawienie się dzików na drodze. Kierowcy próbowali uniknąć zderzenia ze zwierzętami i zaczęli gwałtownie hamować. W efekcie doszło do serii kolizji.
Sprawa szybko wywołała reakcję polityków. Wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak napisał w serwisie X, że „nowy tydzień pracy witamy karambolem na obwodnicy Warszawy spowodowanym przez stado dzików”.
Koszty niedecyzyjności kretynów, którzy biernie przyglądają się zasiedlaniu miast przez dziki rosną z każdym dniem – w obszarze bezpieczeństwa ludzi, zieleni miejskiej, sprzątania miast ze śmieci, strat na prywatnych nieruchomościach, a teraz także katastrof w ruchu drogowym” – stwierdził.
I właśnie ten ostatni element pokazuje, jak bardzo zmieniła się sytuacja w Warszawie. Jeszcze kilka lat temu widok dzika na ulicy był wydarzeniem, o którym mówiła cała okolica. Dzisiaj zwierzęta te można spotkać w wielu częściach miasta – na osiedlach, ulicach, w parkach, przy śmietnikach, a nawet w pobliżu placów zabaw.
Problemem przestaje być więc samo pojawianie się dzików w mieście. Coraz częściej chodzi o sytuacje, w których zwierzęta znajdują się bezpośrednio wśród ludzi albo w miejscach, gdzie ich obecność może prowadzić do niebezpiecznych zdarzeń.
Z 423 zgłoszeń do prawie 14,5 tysiąca
Skala zmian robi wrażenie. Według danych przekazanych przez Polski Związek Łowiecki w 2020 roku w Warszawie odnotowano 423 zgłoszenia dotyczące dzików. Trzy lata później było ich już ponad 4700.
W tym roku sytuacja wygląda jeszcze poważniej. Tylko do końca lipca służby miały otrzymać blisko 14,5 tys. zgłoszeń dotyczących dzików.
To nie są już pojedyncze przypadki. Zwierzęta coraz częściej pojawiają się w bezpośrednim sąsiedztwie szkół, przedszkoli, osiedli i ruchliwych ulic. Jak wskazuje Eugeniusz Grzeszczak, łowczy krajowy Polskiego Związku Łowieckiego, skala problemu jest już zbyt duża, by traktować ją jako incydentalne zjawisko. Według przedstawiciela PZŁ rosnąca liczba interwencji pokazuje, że obecność dzików w Warszawie stała się realnym problemem związanym przede wszystkim z bezpieczeństwem mieszkańców.
Blisko 160 ataków na ludzi
Nie chodzi jednak wyłącznie o zagrożenie na drogach. Według danych PZŁ do końca lipca tego roku w Warszawie zgłoszono blisko 160 ataków dzików na ludzi. Część z nich zakończyła się hospitalizacją.
Jeden z poważniejszych przypadków miał wydarzyć się na przełomie lutego i marca na Białołęce. Kobieta została zaatakowana i poturbowana przez dzika. W stresie uciekła do taksówki, a całe zdarzenie miało doprowadzić do poronienia. Do kolejnego niebezpiecznego zdarzenia doszło w Lany Poniedziałek w Forcie Bema. Dzik zaatakował tam mężczyznę i zranił go w udo.
Gdyby trafił w tętnicę udową, mężczyzna wykrwawiłby się w ciągu 2–3 minut – mówi Wacław Matysek, rzecznik prasowy Polskiego Związku Łowieckiego.
Takie przypadki zmieniają charakter dyskusji o obecności dzików w stolicy. Nie jest to już wyłącznie spór o ochronę zwierząt i miejską przyrodę. Coraz częściej pojawia się pytanie o bezpieczeństwo mieszkańców, kierowców i samych zwierząt.
Dziki przy śmietnikach, na ulicach i placach zabaw
Dzik doskonale wykorzystuje warunki, które znalazł w mieście. Zwierzęta poszukują pożywienia przy śmietnikach, na trawnikach i w miejscach, gdzie mogą znaleźć resztki jedzenia. Potrafią przedostać się przez ogrodzenia i wejść na prywatne posesje. Coraz częściej mieszkańcy spotykają je również w bezpośrednim sąsiedztwie swoich domów.
Problem pogłębia dodatkowo zachowanie części ludzi. W internecie regularnie pojawiają się nagrania osób podchodzących bardzo blisko dzików, próbujących je filmować, a czasem nawet robiących sobie z nimi zdjęcia. Tymczasem dzik pozostaje dzikim zwierzęciem, którego zachowania człowiek nie jest w stanie przewidzieć.
Dzisiejszy karambol na S2 jest kolejnym sygnałem, że problem obecności dzików w Warszawie przestał być ciekawostką przyrodniczą. Zwierzęta pojawiają się w miejscach, w których ich obecność może mieć bezpośrednie konsekwencje dla bezpieczeństwa. Jest takim bez wątpienia droga ekspresowa, gdzie samochody jadące z prędkością 100 km/godz. (taka jest dozwolona na odcinku, na jakim dziś doszło do karambolu) nie są w stanie szybko wyhamować w razie zagrożenia.
Tym razem nikt nie odniósł obrażeń. Pięć rozbitych samochodów i kilkukilometrowy korek pokazują jednak, że spotkanie dzików z miejską infrastrukturą może mieć bardzo konkretne skutki.
źr. wPolsce24 za X/superexpress.pl









