On naprawdę tak powiedział. Robert Biedroń zdradził jaką ma pokusę. To sadysta?

To nie jest żart, nie jest metafora ani przejęzyczenie. Biedroń wprost mówi o pokusie zastosowania tortur wobec człowieka, który jest podejrzanym w śledztwie. Po to, by „sypał” – czyli by zeznawał.
W państwie prawa podejrzany ma prawo do obrony, do adwokata i do tego, by nie być zmuszanym do składania wyjaśnień pod przymusem. Mówienie o „przypieczeniu” i „potorturowaniu” to język, który nie powinien padać z ust żadnego polityka, a już na pewno nie europosła i byłego kandydata na prezydenta.
Nawet jeśli ktoś uważa, że sprawa Zondacrypto i rola Piesiewicza wymagają twardego wyjaśnienia, to granica między zdecydowanym śledztwem a fantazjami o torturach jest bardzo wyraźna. Biedroń tę granicę właśnie przekroczył. Słowa o „pokusie, żeby potorturować”, padające publicznie, to niebywały skandal. I trudno je bagatelizować jako zwykłą emocjonalną wypowiedź. Ten człowiek, który ma usta pełne frazesów o tolerancji, jest chory z nienawiści.
źr. wPolsce24 za X









