Lekarze wystawiali mu rachunki po 300 tys. zł za dzień. Szpital w Miastku ogłosił upadłość

O szpitalu w Miastku zrobiło się głośno w lipcu. Wirtualna Polska ujawniła wtedy, że placówka miała zawartą umowę ze spółką neurochirurgów Spine. Wykonywali tam krótkie zabiegi, związane z leczeniem bólu kręgosłupa, ale rozliczano je jako znacznie droższe procedury szpitalne. Do tego neurochirurdzy potrafili wykonać 77 zabiegów dziennie na oddziale, który liczył 19 łóżek. Wystawiali rachunki sięgające 300 tys. zł za dzień pracy.
Potworne zadłużenie
Ich działalnością i tym szpitalem zainteresowały się CBA, prokuratura i NFZ. Wojewódzki konsultant ds. neurochirurgii, dr Wojciech Wasilewski, stwierdził w sporządzonym na prośbę NFZ raporcie, że mogło dojść do sporządzania fikcyjnej dokumentacji szpitalnej, która posłużyła do wyłudzania pieniędzy z NFZ.
Teraz Fakt informuje, że szpital ogłosił upadłość. Poinformował o tym burmistrz Miastka Jerzy Wójtowicz. 180 jego pracownikom grozi strata pracy. Niektórzy z nich od trzech miesięcy nie dostają już wypłat. Twierdzą, że o upadłości szpitala dowiedzieli się jako ostatni, z wpisu burmistrza. Ten poinformował także, że trwa audyt, który ma ujawnić faktyczne zadłużeni placówki – obecnie jest wstępnie szacowane na 50 mln złotych.
Burmistrz zauważył, że problemy tego szpitala ciągnęły się od lat, a jednym z kluczowych czynników miały być koszty związane z zatrudnianiem lekarzy. Wyjaśnił, że za inne stawki lekarze nie chcieli tu przyjść. Dodał, że miało to wiązać się także z próbą utrzymania oddziału wewnętrznego, wyremontowanego z pieniędzy unijnych. Żeby nie zwracać dotacji, trzeba było zaproponować takie stawki, które satysfakcjonują lekarzy – powiedział dodając, że ten szpital był za duży na możliwości miasta.
Co dalej z pracownikami i pacjentami?
Wielu pracowników tego szpitala może mieć teraz problem ze znalezieniem pracy, bo był to jeden z większych pracodawców w mieście. Gmina zapowiada wsparcie przede wszystkim dla osób na etatach, które najprawdopodobniej będą mogły skorzystać z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Trudniej będą miały osoby pracujące na umowy-zlecenia. Burmistrz przyznał, że środków na wypłaty może nie wystarczyć dla wszystkich.
Likwidacja szpitala martwi także wielu mieszkańców, którzy na zabiegi czy badania będą musiały dojeżdżać do oddalonych o dziesiątki kilometrów placówek w innych miastach. Burmistrz poinformował, że gmina planuje sprzedać budynki szpitala. Dodał, że pojawiają się już chętni do przejęcia opieki nad pacjentami korzystającymi dotychczas z jego usług.
źr. wPolsce24 za WP.pl











