Koszmarna noc w Lublinie. Pacjent z zawałem dobijał się do szpitala. Nikt mu nie otworzył

Bulwersującą historię opisuje Radio Zet. W nocy z soboty na niedzielę, z 15 na 16 sierpnia 41-letni Jarosław Brodziak poczuł się źle. Ponieważ objawy były niepokojące, do tego miał trudności z oddychaniem i ból w klatce piersiowej był coraz silniejszy, razem z żoną postanowili pojechać do najbliższego szpitala na ul. Herberta w Lublinie. - Mieliśmy zadzwonić na 112, ale stwierdziliśmy, że zanim dojedzie karetka, to szybciej dotrzemy do szpitala sami - wspomina Brodziak w rozmowie z dziennikarzem Radia Zet.
Proszę dzwonić dzwonkiem
Podeszli pod drzwi, ale były zamknięte. Znaleźli duży napis: „Po 22 proszę dzwonić dzwonkiem”. Zaczęli więc dzwonić. Na próżno. Po około pięciu minutach bezskutecznego dobijania się kobieta zadzwoniła po karetkę.
W szpitala MSWiA stwierdzono u pacjenta ostry zawał serca pełnościenny ściany prawej. Jarosław miał szczęście, że ratunek przyszedł na czas.
Zdarzyło się naprawdę
Alicja Ciechan, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego w Lublinie w rozmowie z portalem RadioZET.pl potwierdziła wersję pary: dyspozytor faktycznie otrzymał zgłoszenie o godz. 3.19, a zespół pogotowia interweniował przy izbie przyjęć na ul. Herberta i zawiózł pacjenta do lecznicy na ul. Grenadierów w Lublinie.
Będą konsekwencje
Dyrektor tej pierwszej placówki Piotr Matej również potwierdził, że doszło do opisywanej sytuacji. Dodał, że szpital zajmuje się już wyjaśnianiem sprawy. W czasie objętym zgłoszeniem w izbie przyjęć dyżur powinny pełnić dwie pielęgniarki, z zabezpieczeniem lekarza dyżurnego. - W lokalizacji szpitala przy ul. Herberta w tym dniu obecny był lekarz dyżurny, który, zgodnie z przyjętą organizacją udzielania świadczeń zdrowotnych, powinien być niezwłocznie wezwany przez personel pielęgniarski izby przyjęć - stwierdził.
Przekazał również, że według wstępnych ustaleń sposób postępowania personelu nie był właściwy, a w związku z tym mogą go czekać poważne konsekwencje dyscyplinarne. Sprawą zajmuje się już lubelski oddział Narodowego Funduszu Zdrowia.
źr. wPolsce24 za Radio Zet











