Pędził do pożaru obok fotoradaru. Strażak na akcji potraktowany jak pirat drogowy

55-letni strażak Ray Lange z miasta Taucha koło Lipska w maju 2025 roku jechał wozem strażackim do pożaru w szkole. Liczyła się każda sekunda. Na jednym z odcinków – w rejonie budowy, gdzie obowiązywało ograniczenie do 30 km/h – fotoradar zarejestrował jego pojazd, pędzący na sygnałach świetlnych i dźwiękowych, jadący 69 km/h.
Reakcja władz miejskich była natychmiastowa i bezwzględna. Na strażaka... nałożono mandat w wysokości 369 euro oraz miesięczny zakaz prowadzenia pojazdów. Strażak, który jechał na akcję ratunkową, został potraktowany jak zwykły kierowca łamiący przepisy.
Długo czekał na triumf zdrowego rozsądku
Sprawa ciągnęła się ponad rok. Dopiero 9 czerwca 2026 roku zapadł wyrok – sąd w Elienburgu uniewinnił strażaka. Sędzia uznał, że ograniczenie prędkości w tym miejscu zostało wprowadzone nieprawidłowo, a kierujący miał pełne prawo korzystać z przywilejów przysługujących pojazdom ratunkowym jadącym na pilną interwencję.
Po ogłoszeniu wyroku Ray Lange nie krył emocji. – „Czuję ogromną ulgę i spadł mi kamień z serca. Mam nadzieję, że znów będę mógł lepiej spać” – powiedział.
Mieli dość takiej służby
Choć sprawiedliwości teoretycznie stało się zadość, konsekwencje okazały się poważne. Jak podają źródła, strażak był tak rozczarowany całą sytuacją – biurokracją, sposobem traktowania i brakiem zdrowego rozsądku – że zdecydował się odejść ze służby. Nie był odosobniony. Razem z nim odeszło z jednostki niemieckiej OSP wielu innych kolegów i chyba trudno im się dziwić.
W Niemczech nie ma szczegółowych przepisów dotyczących prędkości, z jaką mogą poruszać się służby ratunkowe. Zgodnie z § 35 Kodeksu Ruchu Drogowego, straż pożarna jest zwolniona z tych przepisów, jeżeli jest to pilnie konieczne do wykonywania jej obowiązków służbowych – to znaczy, gdy ratowanie ludzkiego życia lub zapobieganie poważnym obrażeniom jest konieczne w trybie pilnym. Te szczególne uprawnienia mogą być wykorzystywane wyłącznie z należytym uwzględnieniem bezpieczeństwa i porządku publicznego.
To historia, która wykracza poza jeden przypadek. Pokazuje mechanizm, w którym procedury i formalności potrafią przysłonić sens działań. Zamiast szybkiej, zdroworozsądkowej oceny sytuacji – pojawia się automat: mandat, zakaz, wielomiesięczne postępowanie.
Trudno nie zadać pytania: co dzieje się z systemem, gdy człowiek jadący ratować życie i zdrowie innych musi później przez rok walczyć o udowodnienie, że działał słusznie?
Wyrok sądu w Elienburgu nie jest jeszcze prawomocny, czy jakiś podmiot się odwoła?
źr. wPolsce24 za welt.de











