Wyślą armię dronów, by sprawdzić, co masz na dachu! Szykują się potężne kary

Polacy, którzy pod przymusem unijnych dyrektyw klimatycznych i skuszeni obietnicami niezależności energetycznej wydali oszczędności życia na instalacje fotowoltaiczne, właśnie przeżywają brutalne zderzenie z rzeczywistością. Okazuje się, że własny dach nad głową przestał być strefą prywatną. Spółka PGE Dystrybucja oficjalnie potwierdziła zakup floty aż 31 nowoczesnych dronów. Te bezzałogowe statki powietrzne mają krążyć nad polskimi posesjami i zaglądać obywatelom na podwórka.
Oficjalny powód? Walka z „nieprawidłowościami” i dbałość o „bezpieczeństwo sieci”. Nieoficjalnie? Państwo znalazło kolejny bat na obywateli, którzy zbyt mocno uwierzyli, że produkują prąd na własny rachunek.
Inwigilacja pod pretekstem „bezpieczeństwa”
Jak donoszą media, PGE Dystrybucja zamierza przy pomocy dronów sprawdzać parametry techniczne przydomowych mikroinstalacji. Chodzi przede wszystkim o weryfikację, czy prosumenci nie zamontowali więcej paneli, niż zgłosili do sieci, oraz czy parametry falowników (inwerterów) nie odbiegają od urzędowych norm.
Spółka tłumaczy swoje działania drastycznymi wizjami: ryzykiem pożarów, zagrożeniem dla życia i zdrowia oraz groźbą destabilizacji przestarzałej sieci elektroenergetycznej. Jeśli system wykryje anomalie, właściciel domu otrzyma wezwanie do „skorygowania danych” lub zmiany nastawień urządzeń. Jeżeli tego nie zrobi w wyznaczonym terminie – na jego posesję wkroczy fizyczna, urzędowa kontrola, a w ślad za nią pójdą surowe kary finansowe i wezwania do zapłaty.
Warto zadać pytanie: dlaczego sieć jest niestabilna? Czy to wina Polaków, którzy chcą płacić mniejsze rachunki za prąd? Oczywiście, że nie. To efekt wieloletnich zaniedbań w modernizacji infrastruktury energetycznej przez kolejne rządy i koncerny, które zamiast inwestować w polskie sieci, wolały pompować miliardy w unijny handel uprawnieniami do emisji CO2 (system ETS). Teraz, gdy sieć pęka w szwach, najprościej jest zrzucić winę na obywatela i wysłać nad jego dom drona szpiegowskiego.
Nowe prawo uderzy w prosumentów. Resort energii szykuje bat
Drony państwowego koncernu to jednak dopiero początek fali. Ministerstwo energii już zapowiada nowe, ogólnokrajowe przepisy, które mają ostatecznie „uporządkować” rynek fotowoltaiki. Pod płaszczykiem „minimalizowania ryzyka blackoutów” szykowane jest legislacyjne dokręcanie śruby.
Do tej pory Polacy radzili sobie, jak mogli – instalując np. nieco więcej paneli w stosunku do mocy falownika (tzw. przewymiarowanie), aby instalacja pracowała efektywniej w pochmurne dni. Urzędnicy uznali to jednak za przestępstwo przeciwko systemowi. Nowe prawo ma dać państwowym spółkom totalne narzędzia do dyscyplinowania właścicieli paneli słonecznych w całym kraju. Bo przecież – jak ironicznie zauważają komentatorzy – „dronów z PGE dla wszystkich nie wystarczy”, więc potrzebne są rozwiązania systemowe i bezwzględne kary administracyjne.
Pułapka „Zielonego Ładu” zatrzaskuje się z hukiem
Ta sytuacja idealnie obnaża hipokryzję tzw. transformacji energetycznej. Najpierw brukselscy eurokraci i lewicowo-liberalne media latami wmawiały nam, że węgiel to zło, a przyszłość leży w „zielonej energii”. Polaków zmuszono do wejścia w ten system za pomocą podatków klimatycznych i obietnic dotacji.
Gdy setki tysięcy polskich rodzin podjęło to ryzyko i zainwestowało w fotowoltaikę, pułapka się zatrzasnęła. Dziś prąd ze słońca jest w ciągu dnia masowo wyłączany przez operatorów, ceny rozliczeń (tzw. net-billing) są dla ludzi skrajnie niekorzystne, a teraz do tego wszystkiego dochodzi policyjny nadzór z powietrza i groźba kar.
Zamiast obiecanej wolności i niezależności, Polacy otrzymali inwigilację na własnym podwórku i widmo urzędników sprawdzających, czy obywatel przypadkiem nie produkuje „zbyt dużo” energii. Hasło „mój dom, moja twierdza” w dobie unijnego Zielonego Ładu i nadgorliwości państwowych monopolistów staje się niestety ponurym żartem. Czy następnym krokiem będą drony sprawdzające, jaką temperaturę mamy w salonach i co dokładnie wrzucamy do garnka? Przy obecnym tempie pojawiania się absurdów, odpowiedź brzmi: to tylko kwestia czasu.
źr. wPolsce24 za spiderwebs.pl











