Niemcy prężą muskuły. Po cichu przeprowadzili pierwszy w najnowszej historii test rakiety balistycznej

Z pokładu fregaty Sachsen-Anhalt (typu F125) odpalono rakiety systemu LORA (Long Range Attack), opracowane przez izraelski koncern Israel Aerospace Industries (IAI). Inspektor niemieckiej marynarki wojennej, wiceadmirał Jan Christian Kaack, z dumą obwieścił, że „napisano nowy rozdział historii marynarki”, a nowa broń ma dać Berlinowi zdolności uderzeniowe, jakich dotąd nie posiadał.
Niefortunny kalendarz Berlina: początek września źle się Polakom kojarzy
Trudno oprzeć się wrażeniu skrajnej niewrażliwości – a wręcz politycznej bezduszności – niemieckich decydentów przy planowaniu tego typu manifestacji siły. Wystrzelenie pocisków balistycznych w pierwszych dniach września, dokładnie w rocznicę napaści hitlerowskich Niemiec na Polskę z 1939 roku, budzi nad Wisłą jak najgorsze skojarzenia historyczne.
Dla Polaków wrzesień to czas pamięci o niemieckich zbrodniach, hekatombie II wojny światowej i tragedii zniszczonej Ojczyzny. Tymczasem Berlin, w niemal całkowitej tajemnicy przed sojusznikami, urządza sobie na początku września pokaz rakietowych możliwości ofensywnych. W naszej części Europy każdy militarny zryw Niemiec, niezależnie od deklarowanych intencji, zawsze był i powinien być traktowany z dystansem oraz najwyższą ostrożnością. Pamięć historyczna to nie publicystyka, lecz fundament polskiego bezpieczeństwa.
Kolejna „okazja” do wciśnięcia sprzętu Polsce?
Oficjalnie testy odbywają się pod sztandarem odstraszania Rosji oraz wzmacniania wschodniej flanki NATO. Znając jednak mechanizmy polityki Berlina i jego imperialne ambicje w ramach unijnych programów obronnych, wkrótce możemy być świadkami kolejnej ofensywy dyplomatyczno-handlowej.
Niemcy od lat forsują inicjatywy takie jak European Sky Shield Initiative (ESSI), czy SAFE, usiłując uzależnić europejskich partnerów od forsowanych przez Berlin technologii i zakupów. Nie ulega wątpliwości, że po zakończeniu testów Berlin może zacząć lobbować, by sprawdzony przez Bundeswehrę system „wcisnąć” Polakom – czy to pod płaszczykiem wspólnych zakupów w ramach NATO, czy też wielkich unijnych projektów modernizacyjnych. Dla Warszawy, która konsekwentnie stawia na własny przemysł oraz sprawdzonych sojuszników z USA i Korei Południowej (programy Homar-A, Homar-K), uzależnianie się od niemieckich łańcuchów dostaw i niemieckiego „parasola” byłoby błędem strategicznym. Przykłady wahań Berlina przy przekazywaniu pomocy wojskowej w kluczowych momentach pokazały dobitnie, ile warte są niemieckie gwarancje bezpieczeństwa.
Zasięg 500 km: jakie cele wchodzą w grę?
System LORA to broń quasi-balistyczna krótkiego zasięgu. Według deklaracji niemieckiego Ministerstwa Obrony oraz danych technicznych producenta pocisk charakteryzuje się zasięgiem dochodzącym do około 430–500 kilometrów, głowicą o masie kilkuset kilogramów oraz dużą precyzją uderzenia (CEP rzędu 10 metrów).
Co ten promień rażenia oznacza w praktyce operacyjnej?
-
Przy rozmieszczeniu na okrętach wojennych na Bałtyku: Niemiecka fregata operująca na południowym lub centralnym Bałtyku jest w stanie razić cele głęboko w głębi lądu. W zasięgu 500 km od wód bałtyckich znajduje się m.in. cały obwód królewiecki z bazami morskimi i lotniczymi w Bałtijsku czy Czerniachowsku, kluczowe węzły logistyczne na Białorusi (np. Grodno, Brześć), a także rosyjskie instalacje w rejonie Zatoki Fińskiej i podejść do Petersburga.
-
Geografia środkowoeuropejska: Warto pamiętać o czysto teoretycznym wymiarze geometrycznym tego zasięgu. Odpalona ze wschodnich rubieży Niemiec (np. z poligonów czy z okolic granicy na Odrze) rakieta o zasięgu 500 km pokrywa niemal 80% terytorium Polski – sięgając daleko za linię Wisły, aż pod Warszawę, Łódź czy Kraków. Z terytorium Niemiec pocisk ten nie dosięgnie terytorium Rosji kontynentalnej z wyjątkiem Obwodu Królewieckiego, (Moskwa leży ok. 1600 km od Berlina), co oznacza, że jego realnym teatrem działań w razie konfliktu byłaby bezpośrednia przestrzeń Europy Środkowo-Wschodniej.
Wnioski dla Warszawy
Militarne przebudzenie Niemiec, choć uzasadniane zmianą sytuacji geopolitycznej po 2022 roku, stawia Polskę przed nowymi wyzwaniami. Wzrost potencjału ofensywnego Berlina, demonstrowany w tak symbolicznym dla Polaków momencie roku, dowodzi jednego: Polska musi konsekwentnie budować własną, suwerenną obronę przeciwrakietową (systemy Wisła, Narew) i dalekosiężne zdolności uderzeniowe, zamiast ulegać presji na zakupy sprzętu promowanego przez Berlin. Pokój i bezpieczeństwo w naszym regionie zależą od siły Wojska Polskiego, a nie od dobrej woli naszych zachodnich sąsiadów.
źr. wPolsce24 za FAZ











