Niemcy usłyszeli słowa prezydenta Nawrockiego wypowiedziane na Westerplatte. Reakcja może zaskoczyć

Komentarz Jana Puhla został zatytułowany „Die Dämonen des Präsidenten”, czyli „Demony prezydenta”. Niemiecki publicysta odnosi się w nim do przemówienia Karola Nawrockiego wygłoszonego 1 września na Westerplatte.
Puhl przedstawia polskiego prezydenta jako polityka, który wykorzystuje rocznicę wybuchu II wojny światowej do umacniania swojej pozycji jako lidera prawicy i obrońcy interesów narodowych. Autor ubolewa, że Nawrocki nie ufa Niemcom, domaga się reparacji i ostrzega, że Berlin może w przyszłości ponownie zbliżyć się gospodarczo do Moskwy. Niemiecki publicysta uważa, że prezydent Polski przywołuje w ten sposób „demony niemieckiego zagrożenia”.
Problem w tym, że w dalszej części swojego tekstu sam dostarcza argumentów, które częściowo potwierdzają obawy Nawrockiego.
„Niemcy mają niewielkie pojęcie o ogromie wojny przeciwko Polakom”
Puhl nie kwestionuje skali niemieckich zbrodni w Polsce. Przeciwnie. Przypomina, że niemiecka agresja doprowadziła do śmierci sześciu milionów Polaków, przede wszystkim cywilów, a niemiecki system okupacyjny miał na celu systematyczne niszczenie polskiej kultury i państwowości.
I właśnie w tym miejscu pada niezwykle istotne stwierdzenie. Niemiecki publicysta przyznaje, że Nawrocki ma w dużej mierze rację, mówiąc o niewiedzy niemieckiego społeczeństwa. Jak pisze Puhl, większość Niemców ma świadomość niemieckiej winy za Holokaust, ale ma niewielkie pojęcie o ogromie wojny prowadzonej przeciwko Polakom i innym narodom Europy Środkowo-Wschodniej. A właśnie o tym mówił Nawrocki na Westerplatte. Prezydent wskazywał, że wiedza o skali niemieckich zbrodni wobec Polski wciąż jest wśród potomków zbrodniarzy niewystarczająca.
Niemiecki autor, który krytykuje polskiego prezydenta za jego ostrożność wobec Niemiec, zasadniczo tę diagnozę potwierdza.
Nawrocki mówił, że Hitler nie był początkiem pogardy wobec Polaków
Jeszcze ciekawszy jest drugi fragment. Nawrocki mówił na Westerplatte, że Niemcy nie potrzebowali Adolfa Hitlera, aby nienawidzić Polski, Polaków i polskości.
To zdanie mogło zostać potraktowane jako kontrowersyjna interpretacja historyczna. Tymczasem Puhl również przyznaje tutaj rację polskiemu prezydentowi. Niemiecki publicysta pisze, że Nawrocki ma rację, gdy wskazuje, iż Niemcy nie potrzebowali Hitlera, by żywić pogardę wobec Polaków. Według autora rasistowskie lekceważenie Słowian było obecne u niemieckiej prawicy nacjonalistycznej na długo przed Hitlerem i stanowiło stały element jej ideologii.
To ważne rozróżnienie. Nawrocki nie twierdził przecież, że współczesne Niemcy są państwem nazistowskim. Przypominał natomiast o historycznych źródłach niemieckiej pogardy wobec Polaków i przestrzegał przed założeniem, że historia raz na zawsze przestała mieć znaczenie.
Puhl odpowiada tymczasem, że Niemcy się zmieniły. I właśnie tutaj zaczyna się zasadnicza różnica między jego oceną, a stanowiskiem polskiego prezydenta.
„Demony” czy lekcja historii?
Niemiecki publicysta przekonuje, że od czasów Willy'ego Brandta i jego uklęknięcia przed pomnikiem Bohaterów Getta w Warszawie wydarzyło się bardzo wiele. Polska i Niemcy są członkami NATO oraz Unii Europejskiej. Obie gospodarki są ze sobą mocno powiązane. Istnieją traktaty o dobrym sąsiedztwie. Niemcy wspierały również Polskę w zabezpieczaniu wschodniej flanki NATO. Puhl uważa więc, że nie można traktować współczesnych Niemiec tak, jakby nadal były państwem z czasów Republiki Weimarskiej. Ale Nawrocki stawia inne pytanie: czy można mieć pewność, że historia się nie powtórzy?
I to pytanie nie jest całkowicie oderwane od rzeczywistości. Zwłaszcza że sam Puhl przyznaje, iż obawa przed niemiecko-rosyjskim porozumieniem jest jednym z najważniejszych motywów polskiej pamięci historycznej. Przypomina przy tym, że przez wieki zarówno Rosja, jak i Niemcy zagrażały polskiej niepodległości.
Dzisiaj sytuacja jest oczywiście zupełnie inna. Niemcy należą do NATO i UE, a Berlin należy do najważniejszych państw wspierających Ukrainę. Ale jeszcze kilka lat temu niemiecka polityka wobec Rosji wyglądała zupełnie inaczej. Gazociągi Nord Stream stały się symbolem głębokiego uzależnienia części niemieckiej polityki gospodarczej od rosyjskich surowców. Czy zatem ostrzeganie przed możliwością powrotu do polityki „Business as usual” z Moskwą jest rzeczywiście irracjonalnym przywoływaniem demonów?
Niemiecki tekst pokazuje również inny problem
W tym wszystkim jest jeszcze jeden paradoks. Puhl przekonuje, że Niemcy się zmieniły i dlatego Polacy powinni przestać patrzeć na swoich zachodnich sąsiadów przez pryzmat historii. Jednocześnie jednak przyznaje, że znaczna część niemieckiego społeczeństwa nadal nie zna rzeczywistej skali niemieckich zbrodni w Polsce.
A przecież trudno oczekiwać, że pamięć historyczna przestanie być elementem polskiej polityki bezpieczeństwa, jeśli po drugiej stronie granicy wciąż brakuje powszechnej wiedzy o tym, co wydarzyło się w okupowanej Polsce.
Można oczywiście powiedzieć: dzisiejsze Niemcy są innym państwem. I jest to prawda. Ale można jednocześnie powiedzieć: właśnie dlatego warto pamiętać, czym były Niemcy w przeszłości i jakie mechanizmy doprowadziły do katastrofy. To nie musi być nienawiść. Nie musi oznaczać braku zaufania do każdego Niemca. Nie musi oznaczać odrzucenia współpracy polsko-niemieckiej. Może oznaczać po prostu ostrożność.
AfD zmienia niemiecką scenę polityczną
Na tym tle szczególnie interesujące jest to, że komentarz ukazał się na łamach „Der Spiegel” — medium, którego publikacje dotyczące współczesnej polityki niemieckiej bardzo często koncentrują się na wzroście poparcia dla prawicowej Alternatywy dla Niemiec (AfD), zmianach nastrojów społecznych i rosnącym znaczeniu nacjonalistycznych tendencji w Niemczech. I przed tym wszystkim nieustannie przestrzegają!
I tutaj pojawia się pytanie, którego w tekście Puhla właściwie nie ma. Czy naprawdę można oczekiwać od Polski, że całkowicie zrezygnuje z historycznej ostrożności w sytuacji, gdy niemiecka scena polityczna sama przechodzi gwałtowne zmiany? AfD jest dziś jedną z najważniejszych sił opozycyjnych w Niemczech. W jej szeregach pojawiały się wypowiedzi podważające sposób prowadzenia niemieckiej polityki pamięci, a część jej polityków opowiada się za zasadniczą zmianą relacji Niemiec z Rosją. To nie oznacza oczywiście, że współczesne Niemcy zmierzają w stronę nazizmu. Takiego wniosku z faktów wyciągnąć nie można. Oznacza jednak, że polska ostrożność wobec potencjalnych zmian niemieckiej polityki nie musi być irracjonalnym lękiem przed przeszłością.
Nawrocki ostrzega, Puhl uspokaja. Ale sam przyznaje mu rację
Komentarz „Der Spiegel” można więc odczytać na dwa sposoby. Z jednej strony niemiecki autor przekonuje Polaków, że Niemcy się zmieniły, a prezydent Nawrocki niepotrzebnie przywołuje „demony” niemieckiej przeszłości.
Z drugiej — ten sam autor przyznaje Nawrockiemu rację w dwóch kluczowych kwestiach: Niemcy rzeczywiście mają niewielką wiedzę o skali wojny i zbrodni popełnionych przez III Rzeszę na Polakach, a pogarda wobec Polaków i Słowian rzeczywiście istniała w niemieckich środowiskach nacjonalistycznych jeszcze przed Hitlerem.
To nie jest argument za tym, że współczesne Niemcy są takie same jak przed 1939 rokiem. Jest to natomiast argument za tym, że pamięć historyczna nie jest chorobą, a ostrożność nie musi być „demonem”.
Zwłaszcza gdy historia Polski pokazuje, że największe tragedie często zaczynały się od przekonania, że pewne rzeczy „już nigdy się nie wydarzą”. Karol Nawrocki mówi więc przede wszystkim: nie zapominajmy. Jan Puhl odpowiada: Niemcy się zmieniły. A między tymi dwoma stanowiskami pozostaje pytanie, którego nie da się rozstrzygnąć samym zapewnieniem, że „czasy się zmieniły”: czy bezpieczeństwo Polski wymaga wiary, czy także pamięci i ostrożności, a budowa dobrosąsiedzkich stosunków czegoś więcej niż puste deklaracje i wielki głaz narzutowy w berlińskim parku?
źr. wPolsce24 za spiegel.de











