Miała staranować porwany samolot własnym F-16. Pilot dostała rozkaz samobójczej misji

Rozmowę z Penney opublikowała stacja PBS. Lotniczka wspominała w niej wydarzenia sprzed 25 lat i misję, która od początku oznaczała dla niej oraz jej skrzydłowego niemal pewną śmierć.
Rozkaz: zatrzymać porwany samolot
Celem Penney i pilota drugiego F-16, Marca Sasseville'a, miał być samolot United Airlines wykonujący lot 93. Maszynę przejęli terroryści z Al-Kaidy. Według ówczesnych informacji mogła ona zmierzać w kierunku jednego z federalnych budynków w Waszyngtonie.
Penney i Sasseville otrzymali rozkaz wystartowania i zestrzelenia samolotu, zanim dotrze on do przestrzeni powietrznej stolicy Stanów Zjednoczonych. Problem polegał na tym, że myśliwce nie zostały na czas uzbrojone w rakiety. Oznaczało to, że piloci nie mieli możliwości przeprowadzenia standardowego ataku z użyciem uzbrojenia. Pozostawało taranowanie.
„Nie wahałabym się ani przez chwilę”
Dziennikarz zapytał Penney, czy miała wątpliwości dotyczące rozkazu. Jego wykonanie oznaczałoby przecież śmierć nie tylko terrorystów, ale również pasażerów i załogi porwanego samolotu.
– Nie. Widzieliśmy, jak terroryści celowali w wieże World Trade Center. Z płyty lotniska widzieliśmy dym unoszący się nad Pentagonem, w który uderzył inny porwany samolot. Wiedzieliśmy, że jeśli jakikolwiek inny terrorysta zmierza w stronę Waszyngtonu, to zagrożone jest serce naszego narodu, stolica wolnego świata. Musieliśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, by je chronić. Wiedzieliśmy też, że los tych niewinnych ludzi był już przesądzony. Nie mogliśmy nic na to poradzić – powiedziała.
Plan zakładał poświęcenie dwóch myśliwców i życia obu pilotów.
– Plan zakładał, że Sasseville uderzy w kokpit porwanego samolotu, by wyeliminować terrorystów i zniszczyć stery, oraz – co kluczowe – całkowicie zdemolować układ sterowania i przepustnice. Ja miałam uderzyć w ogon, by aerodynamicznie zdestabilizować samolot (i sprawić), by runął prosto na ziemię.
Była to więc misja, w której piloci mieli świadomie skierować swoje maszyny przeciwko samolotowi pasażerskiemu, aby uniemożliwić terrorystom dotarcie do celu.
Pasażerowie przejęli kontrolę
Do wykonania rozkazu jednak nie doszło. Penney i Sasseville zostali skierowani do akcji zbyt późno. United 93 zdążył już się rozbić. Samolot runął na ziemię w Pensylwanii po tym, jak pasażerowie podjęli próbę odzyskania kontroli nad maszyną. Dzięki ich działaniom lot 93 nie dotarł do celu.
Na pokładzie znajdowały się 44 osoby, w tym czterej porywacze. Wszyscy zginęli. Penney podkreślała, że decyzja o podjęciu przez pasażerów walki z terrorystami była szczególnie znacząca, ponieważ byli to zwykli cywile.
– To byłaby misja samobójcza, ale żadne z nas nie wahało się ani przez chwilę. Każdy w bazie – każdy, kto kiedykolwiek złożył przysięgę wojskową – chciałby znaleźć się w tej dwuosobowej formacji, by bronić naszego narodu – powiedziała w rozmowie z PBS.
„Byli po prostu zwyczajnymi Amerykanami”
Po latach Penney nadal wspominała wydarzenia z 11 września z dużymi emocjami.
– Do dziś przechodzą mnie dreszcze, kiedy sobie to przypominam – powiedziała. – Czuję ogromną wdzięczność za poświęcenie pasażerów i za to, co zrobili dla nas wszystkich. Żaden z pasażerów lotu 93 nie był żołnierzem. Nie było wśród nich strażaków, ratowników medycznych ani funkcjonariuszy służb mundurowych. Byli po prostu zwyczajnymi Amerykanami. A jednak byli gotowi walczyć z terrorystami, przejąć kontrolę nad kokpitem i poświęcić życie, by nas chronić. To dowodzi, że bohaterstwo nie jest czymś wyjątkowym, że drzemie ono w każdym z nas – podkreśliła.
11 września 2001 roku 19 członków Al-Kaidy porwało cztery samoloty pasażerskie. Dwa z nich uderzyły w wieże World Trade Center w Nowym Jorku, trzeci w Pentagon pod Waszyngtonem, a czwarty rozbił się w Pensylwanii po próbie odzyskania kontroli nad maszyną przez pasażerów. W zamachach zginęło 2996 osób, a tysiące zostały ranne. Był to najbardziej śmiercionośny zamach terrorystyczny w historii Stanów Zjednoczonych.
źr. wPolsce24 za PAP









