Oskarżała poznanych w internecie mężczyzn o gwałty. Sąd apelacyjny wydłużył jej wyrok

Stacey Sharples mieszkała w miejscowości Farnworth, w pobliżu Manchesteru. Swoje ofiary, mężczyzn z tzw. Wielkiego Manchesteru, wyszukiwała na Facebooku i za pośrednictwem aplikacji randkowych. Po spotkaniu oskarżała ich fałszywie o gwałty.
Przeszli przez piekło
Swój proceder zaczęła w 2013 roku, gdy miała 18 lat, i prowadziła go przez sześć następnych. W tym czasie złożyła fałszywe doniesienia przeciwko co najmniej dziesięciu mężczyzną. Policja za każdym razem traktowała je poważnie. Oskarżeni przez nią mężczyźni byli przesłuchiwani, a część z nich trafiła nawet do aresztu tymczasowego.
Dla większości z nich te oskarżenia miały poważne konsekwencje. Jeden zeznał przed sądem, że wyparli się go rodzice, odeszła od niego stała partnerka i zwolniono go z pracy. Inny po wszystkim wyprowadził się do Szwecji, aby odzyskać równowagę. Zeznał, że od tamtego czasu jest singlem, bo boi się chodzić na randki. Inni twierdzili, że odsunęli się od nich znajomi, zdarzały się także przypadki utraty praw do opieki nad dziećmi.
Policjanci połapali się, że kłamie
Policjanci spędzili 264 roboczogodziny badając jej zgłoszenia, co kosztowało podatnika ok. 50 tys. funtów. Zaczęli jednak dostrzegać liczne nieścisłości w jej zeznaniach. Detektyw Steven Gillard powiedział, że dali jej liczne okazje, by się wytłumaczyła już po przesłuchaniach oskarżonych mężczyzn, bo wiedzieli, że trauma może mieć wpływ na pamięć. W końcu jednak doszli do wniosku, że jej zeznania były fałszywe, więc to ona sama stała się obiektem śledztwa.
W marcu przed Sądem Koronnym w Bolton Sharples przyznała się do złożenia 10 fałszywych zawiadomień o przestępstwie seksualnym. Sąd skazał ją na 4,5 roku więzienia. Prokurator generalny złożył jednak apelację, uznając, że to zbyt łagodna kara. Sąd apelacyjny zgodził się z jego opinią i w środę wydłużył jej karę do 7 lat więzienia.
Nie rozumie, czego to robiła
Prowadzący tę sprawę sędzia zauważył, że składane przez nią fałszywe doniesienia były bardzo poważne, czasami obejmowały wielokrotne gwałty, przemoc i groźby. Podkreślił, że gdyby wymiar sprawiedliwości nie zorientował się, że kłamie, to oskarżeni przez nią mężczyźni byliby skazani na wieloletnie wyroki. Stwierdził także, że jej działania obniżają wiarygodność prawdziwych ofiar przemocy seksualnej, a przez nią osoby powołane jako ławnicy mogą mieć wątpliwości tam, gdzie nie powinno być wątpliwości.
Jej obrońca Hunter Gray powiedział przed sądem, że wyrok pierwszej instancji był niski, bo sąd wziął pod uwagę stan jej zdrowia psychicznego oraz jej niską inteligencję, którą uznał za opóźnienie w rozwoju. Dodał, że jego klientka akceptuje odpowiedzialność za swoje czyny, ale dalej nie może zrozumieć dlaczego się ich dopuściła.
źr. wPolsce24 za Sky News









