Świat

Kolejny kraj odrzuca socjalizm. Zaskakujący triumf centroprawicy

opublikowano:
Rodrigo Paz Pereira po zwycięstwie w wyborach prezydenckich w Boliwii. Nowy centroprawicowy prezydent zapowiada reformy gospodarcze i odejście od socjalistycznego modelu rządzenia.
Paz dotychczas był mało znaczącym politykiem opozycji (fot. PAP/EPA/LUIS GANDARILLAS)
Centroprawicowy senator Rodrigo Paz zwyciężył w wyborach prezydenckich w Boliwii, pokonując kandydata prawicy. I choć tym państwem od 20 lat rządzą socjaliści, kandydat lewicy nie wszedł nawet do drugiej tury.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • Rodrigo Paz Pereira zwyciężył w wyborach prezydenckich w Boliwii, zdobywając 54% głosów w drugiej turze.

  • Po raz pierwszy od 20 lat władzę traci rządząca krajem skrajna lewica (MAS) założona przez Evo Moralesa.

  • Kandydat socjalistów, Eduardo del Castillo, zdobył zaledwie 3,17% i odpadł już w pierwszej turze.

  • Kryzys gospodarczy, inflacja (25%) i brak paliwa doprowadziły do drastycznego spadku poparcia dla lewicy.

  • Paz zapowiada wolnorynkowe reformy, ograniczenie dopłat i stopniowe odchodzenie od socjalistycznego modelu.

  • Nowy prezydent będzie musiał radzić sobie z gigantycznym kryzysem gospodarczym i napięciami wokół upraw koki.

  • Jego ojciec, Jaime Paz Zamora, był prezydentem w latach 1989–1993 i wprowadzał reformy wolnorynkowe.


Boliwią od dwudziestu lat rządzi skrajnie lewicowa partia Movimento al Socialismo (Mas) (hiszp. Ruch w stronę socjalizmu). Została założona przez Evo Moralesa, jednego z najważniejszych przywódców latynoamerykańskiego socjalizmu. Wywodzi się z ruchu, który reprezentował interesy hodowców koki, a władzę zawdzięcza poparciu Indian. Jako pierwsza partia w Boliwii zdobyła samodzielną większość, a Morales był prezydentem tego kraju w latach 2006-2019.

Wpadli w głęboki kryzys

Rządy socjalistów doprowadziły do największego kryzysu gospodarczego od czterech dekad. Roczna inflacja sięgnęła już 25%. Co więcej to państwo, niegdyś znaczący producent energii, musi obecnie importować benzynę. Jak zauważa brytyjski dziennik "Guardian", sytuacja jest tak trudna, że przed wyborami sąd dał specjalny dostęp pojazdom, które rozwożą karty wyborcze, do stacji benzynowych, by nie musiały stać w gigantycznych kolejkach.

Ten kryzys wywołał drastyczny spadek popularności lewicy. Z tego powodu obecny prezydent Luis Arce zdecydował, że nie będzie w ogóle walczył o drugą kadencję. Kandydat Mas, minister spraw wewnętrznych Eduardo del Castillo, odpadł w pierwszej turze. Boliwijska komisja wyborcza poinformowała, że z wynikiem 3,17% zajął dopiero drugie miejsce.

Potrzebna była druga tura 

Żaden kandydat nie zdobył w pierwszej turze ponad 50% głosów, więc – po raz pierwszy w historii Boliwii – konieczne było zorganizowanie drugiej tury, która odbyła się w niedzielę. Ku wielkiemu zaskoczeniu zwyciężył w niej mało znany centroprawicowy senator Rodrigo Paz Pereira, który, jak informuje NPR, dostał 54% głosów. Jego rywalem był Jorge Quiroga z prawicowej partii Libre. Quiroga był już prezydentem Boliwii w latach 2001-2002, objął ten urząd gdy prezydent Hugo Banzer, w administracji którego był wiceprezydentem, zrezygnował z problemów zdrowotnych.

Jak zauważa agencja AP, zwycięstwo Paza było niespodziewane, bo dotychczas był szeregowym senatorem i nikt nie uznawał go za poważnego rozgrywającego, a początkowo w sondażach zajmował odległe pozycje.

Ma on jednak bardzo znanego ojca.  Jaimie Paz Zamora, był w latach 60. XX wieku jednym z założycieli marksistowskiego Ruchu Lewicy Rewolucyjnej. Konflikt z juntą generała Hugo Banzera, późniejszego prezydenta, sprawił, że musiał uciekać do Hiszpanii. Tam ożenił się z Hiszpanką. Ich synem jest młody Paza, który pierwsze lata życia spędził w tym kraju.

Junta Banzera upadła w 1978 roku, dzięki czemu Paz Zamora mógł wrócić z rodziną do kraju. Wiele lat później wszedł w polityczny sojusz z byłym dyktatorem, mimo że w czasach jego junty został wtrącony do więzienia. Dzięki temu udało mu się zostać w 1989 roku prezydentem.

Mimo wcześniejszej fascynacji marksizmem, wprowadził w kraju szerokie, prawicowe i wolnorynkowe reformy i ściągnął do niego zagranicznych inwestorów, co znacznie pomogło gospodarce.

Jego syn poszedł w ślady ojca – zaczął karierę polityczną w jego marksistowskiej partii, ale obecnie jest już chadekiem. W 2015 roku został burmistrzem miasta Tarija, a od 2020 jest senatorem. 

Czeka go tytaniczna praca 

Nowego prezydenta czeka gigantyczne wyzwanie. Sytuacja gospodarcza Boliwii jest bowiem coraz trudniejsza i dla wszystkich jest jasne, że nie obędzie się bez głębokich i bolesnych reform. Jak informuje NPR, Paz zapowiedział już zniesienie stałych kursów walut, ograniczenie inwestycji publicznych, a także zniesienie ogromnych dopłat do paliwa. Ten ostatni temat jest wyjątkowo wrażliwy – gdy Morales próbował to zrobić w 2011 roku, w całym kraju wybuchły ogromne protesty. Fakt, że obecnie, by zatankować samochód, trzeba nieraz czekać kilka dni w kolejce, może mu to jednak nieco ułatwić.

Równocześnie Paz zapowiedział, że zerwie z socjalistycznym modelem gospodarczym z dwóch ostatnich dekad, ale obiecał, że będzie wprowadzał wolnorynkowe reformy stopniowo. Liczy, że dzięki temu uda mu się uniknąć gwałtownej recesji i dalszego wzrostu inflacji, które grożą przy wprowadzaniu tak fundamentalnych zmian, i które już się w Boliwii zdarzały. Wielu boliwijskich komentatorów uważa, że zapowiedzi radykalnych zmian i „terapii szokowej”, jakie składał Quiroga, kosztowały go zwycięstwo. Niewielka większość, jaką zdobyła partia Paza w Kongresie, oznacza, że będzie musiał iść na kompromis z innymi przedstawicielami prawicy.

Wznowią walkę z narkotykami? 

Ekonomiści są zgodni, że jednym z głównych problemów, przed jakimi stoi boliwijska gospodarka, jest to, że socjaliści zdążyli już roztrwonić wszystkie rezerwy walutowe, przede wszystkim w dolarach. To sprawia, że praktycznie padł import. Utrudnia to znacznie także remonty infrastruktury przemysłu wydobycia gazu. Gaz był niegdyś kołem zamachowym boliwijskiej gospodarki, ale lata zaniedbań sprawiły, że jego wydobycie drastycznie spadło.

Obaj rywale są zwolennikami bliskiego sojuszu z USA i komentatorzy są zgodni, że liczą, na opłacalne pożyczki w dolarach od Waszyngtonu.

Guardian zauważa jednak, że ceną za to najprawdopodobniej będzie znaczące zaostrzenie kontroli nad uprawą koki. Liście tej rośliny są powszechnie konsumowane przez Boliwijczyków. Tajemnicą poliszynela jest jednak to, że znaczne ich ilości są sprzedawane na czarnym rynku producentom kokainy, a obecne mechanizmy kontrolne mają wiele dziur.

Specjalistka od przestępczości zorganizowanej Gabriela Reyes Rodas powiedziała Guardianowi, że nie zdziwi się, że Trump – który walczy z produkcją narkotyków w Ameryce Łacińskiej – zażąda powrotu do Boliwii agentów antynarkotykowej agencji DEA, jako warunku udzielenia pożyczek.

DEA działała w Boliwii przez blisko trzy dekady, ale została wyrzucona przez Moralesa. On sam zaczynał karierę jako przywódca związku zawodowego hodowców koki w regionie Chapare.

Peralta zauważyła, że Chapare to praktycznie mała republika, czarna dziura, gdzie państwo nie sięga, a Morales rządzi nią jak monarcha. Jak zauważa Guardian, Morales mieszka w tym regionie, chroniony przez hodowców koki przed aresztowaniem w związku z zarzutami o pedofilię. Po tym, gdy jego zwolennicy kilka miesięcy temu zaatakowali wojskowe baraki, wojsko i policja nie pojawia się już w tym miejscu.

Zmuszenie tamtejszych hodowców, by nie sprzedawali koki kartelom, nie będzie łatwym zadaniem. Zrzeszający hodowców koki i Indian związek zawodowy CSIOB zwiększył już obronę Morales po tym, gdy obaj kandydaci zapowiedzieli, że doprowadzą do jego aresztowania. Wiemy, że celem politycznym Imperium Północnoamerykańskiego jest Evo Morales, i to, czego chcą za wszelką cenę, to koniec jego przywództwa – coś, na co nie poradzimy – napisało w oświadczeniu jego przywództwo.

źr. wPolsce24 za AP, Guardian, NPR

Świat

A twierdzili, że to Trump wspiera Putina. Lewica nie chciała ustawy z sankcjami na Rosję

opublikowano:
mid-epa13243919
(PAP/EPA/VYACHESLAV PROKOFYEV/SPUTNIK/KREMLIN POOL / POOL)
Amerykańska Izba Reprezentantów, mimo sprzeciwu części przedstawicieli lewicy, przyjęła w końcu ustawę, która pozwoli nałożyć potężne sankcje na Rosję i jej sojuszników. Prezydent Donald Trump już zapowiedział, że ją podpisze.
Świat

Wpadka czy strategia? Burza w UE po słowach von der Leyen o „członkostwie” Kanady

opublikowano:
Premier Kanady Mark Carney, przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola i przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen w Strasburgu.
Mark Carney, Roberta Metsola i Ursula von der Leyen podczas wizyty premiera Kanady w Parlamencie Europejskim w Strasburgu. Spotkania dotyczyły zacieśniania współpracy Kanady z Unią Europejską m.in. w obszarach handlu, inwestycji i bezpieczeństwa (fot. PAP/EPA graf. AI)
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen wywołała dyplomatyczną burzę, ogłaszając publicznie chęć uczynienia z Kanady pierwszego „członka stowarzyszonego” Unii Europejskiej. Deklaracja, która padła w obecności kanadyjskiego premiera Marka Carneya, spotkała się z aplauzem eurodeputowanych, jednak natychmiast obnażyła brak spójności wewnątrz UE oraz wywołała ostre reakcje za oceanem. Główny problem polega na tym, że status „członkostwa stowarzyszonego” formalnie nie istnieje w unijnych traktatach, a sama Kanada nie wydaje się gotowa na przyjęcie takiej nomenklatury.
Świat

Koniec „niemieckiego eldorado”. Korporacyjny gigant zamyka zakład, setki polskich rodzin na bruku

opublikowano:
Załamana kobieta przed biurkiem.
Zdjęcie ilustracyjne (fot. Pixabay)
Przez lata wmawiano Polakom, że praca u zachodnich sąsiadów to gwarancja dostatku i stabilizacji życiowej. Ta iluzja właśnie boleśnie pęka na oczach setek naszych rodaków w Turyngii. Gigant e-commerce Zalando bezwzględnie likwiduje swoje potężne centrum logistyczne w Erfurcie. Z dnia na dzień pracę traci 2700 osób, w tym co najmniej pół tysiąca polskich pracowników, którzy związali z tym miejscem całe swoje życie. Coraz więcej z nich mówi wprost: czas wracać do Polski.
Świat

Popierali partie otwarte na migrantów. Teraz buntują się i chcą odłączyć się od Wielkiej Brytanii!

opublikowano:
Mieszkańcy Piddington opowiedzieli się za symbolicznym odłączeniem od Wielkiej Brytanii w proteście przeciwko planom zakwaterowania ponad 1200 osób ubiegających się o azyl w pobliskim kompleksie wojskowym.
Flaga Wielkiej Brytanii (fot.PxHere)
Mieszkańcy maleńkiej wioski Piddington w hrabstwie Oxfordshire opowiedzieli się za symbolicznym odłączeniem od Wielkiej Brytanii. Powodem są plany zakwaterowania migrantów w pobliżu tej miejscowości.
Świat

Miał być sprzęt dla polskiego wojska, jest niespodziewana decyzja Brukseli. Te pieniądze popłyną na Ukrainę

opublikowano:
Kobieta przemawiająca przy mikrofonie podczas wystąpienia w Parlamencie Europejskim
Zaskakujący ruch Brukseli. Polacy spłacą pożyczkę, ale pieniędzy na nasze wojsko nie zobaczą (fot. PAP/EPA)
Czy Unia Europejska dba jeszcze o bezpieczeństwo swoich własnych członków? Słowa przewodniczącej Komisji Europejskiej nie pozostawiają złudzeń. Niewykorzystane miliardy euro z funduszu pożyczkowego SAFE, na które liczyła Warszawa, by wzmocnić nasz potencjał militarny, mają trafić na wspólne projekty z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym. Polska i inne kraje członkowskie zostały całkowicie zignorowane, a w kuluarach mówi się o gigantycznym skandalu.
Świat

Klamka zapadła. Waszyngton zamyka granice dla urzędników z RPA. Poszło o dyskryminację białych i grabież ziemi

opublikowano:
Donald Trump podczas publicznego wystąpienia. Zdjęcie ilustruje artykuł o napięciach między Stanami Zjednoczonymi a Republiką Południowej Afryki oraz restrykcjach wobec przedstawicieli władz RPA.
Donald Trump. Administracja USA zaostrza politykę wobec Republiki Południowej Afryki w związku ze sporem dotyczącym wywłaszczeń ziemi i sytuacji Afrykanerów (fot. PAP/EPA)
Stany Zjednoczone zaostrzają kurs wobec Republiki Południowej Afryki. Waszyngton ogłosił wprowadzenie restrykcji wizowych wobec urzędników i polityków z RPA, którym zarzuca promowanie dyskryminacji rasowej wymierzonej w białą mniejszość afrykanerską oraz umożliwianie konfiskaty ziemi bez odszkodowania. „Stany Zjednoczone nie pozwolą, by takie zachowania pozostały bez odpowiedzi” – ostrzegł sekretarz stanu USA Marco Rubio.