Sypią się kary na europosłów z partii Tuska i PSL, którzy nie chcieli bronić Ursuli von der Leyen. Taka "demokracja"...

Sankcje wprowadzono zaledwie dwa dni przed głosowaniem w Strasburgu, po cichu zmieniając wewnętrzne zasady frakcji. Oficjalny powód? „Brak lojalności” wobec kierownictwa EPP i przewodniczącej Komisji Europejskiej.
Wniosek o wotum nieufności złożyła prawicowa grupa Patrioci dla Europy. Ostatecznie został on odrzucony znaczną większością głosów, ale dla europosłów EPL, którzy nie zagłosowali zgodnie z linią partyjną, konsekwencje były natychmiastowe.
Kary za myślenie inaczej
Ukarani europosłowie przez najbliższe sześć miesięcy stracą:
- prawo do bycia sprawozdawcami i kontrsprawozdawcami,
- możliwość reprezentowania frakcji na forum plenarnym,
- wpływ na prace nad nowymi projektami legislacyjnymi i pozalegislacyjnymi.
Nie tracą formalnie mandatów ani funkcji, które już pełnią, ale w praktyce zostają zepchnięci na polityczny margines.
Najwięcej ukaranych pochodzi z Węgier – aż siedmiu europosłów partii TISZA, kierowanej przez Petera Magyara, który marzy o odebraniu władzy Viktorowi Orbanowi. Co istotne, przedstawiciele tej formacji w ogóle nie wzięli udziału w głosowaniu, uznając je za politycznie toksyczne na krajowym podwórku. Zwyczajnie wyborcy TISZY na Węgrzech źle odebraliby obronę von der Leyen. Ale mimo tych argumentów sam Peter Magyar również znalazł się na liście ukaranych.
Nie tylko Węgrzy
Sankcje objęły także:
- Jessikę van Leeuwen z holenderskiego Ruchu Rolników-Obywateli – jedyną europosłankę EPL, która zagłosowała za wotum nieufności,
- Sandera Smita z tej samej partii – za wstrzymanie się od głosu,
- dwóch Słoweńców z partii Janeza Janšy: Milana Zvera (wstrzymanie się) i Branko Grimsa (brak udziału w głosowaniu),
- dwóch rumuńskich europosłów reprezentujących mniejszość węgierską: Vincze Loránta i Iuliu Winklera.
Zver i Grims opublikowali w mediach społecznościowych e-maile od przewodniczącego frakcji EPL Jeroena Lenaersa, informujące ich o nałożonych karach. Lenaers odmówił komentarza, podobnie jak rzecznik frakcji, zasłaniając się „wewnętrznymi sprawami”.
A Polska? Głosowanie „karnie i bez wahań”
Na tym tle szczególnie wyraźnie widać postawę polskich europosłów z KO, PSL i Lewicy, którzy bez wyjątku poparli Ursulę von der Leyen. Bez wstrzymań, bez nieobecności, bez publicznych wątpliwości.
Gdy w EPP karze się europosłów za samą próbę niezależności, polska delegacja liberalno-lewicowa nie miała żadnych problemów z dyscypliną. Głosowanie przebiegło dokładnie tak, jak oczekiwało tego kierownictwo europejskiej większości.
Sprawa rodzi pytania nie tylko o realny pluralizm w Parlamencie Europejskim, ale też o to, jaką wartość ma dziś hasło „demokracji” w unijnych instytucjach, skoro brak poparcia dla jednej osoby skutkuje politycznym wykluczeniem.
źr. wPolsce24 za Euroactiv.com











