„Demokracja opacznie pojmowana”, bo decyzję podjął naród. Niemcy już się nie kryją

Mieszkańcy Islandii podjęli kluczową decyzję o przyszłości swojego kraju. W ogólnokrajowym referendum odrzucili rządową propozycję wznowienia negocjacji akcesyjnych z Unią Europejską. Po przeliczeniu niemal wszystkich głosów (pochodzących z pięciu na sześć okręgów) przeciwnicy wznowienia negocjacji zdobyli 52,5 proc. poparcia. Zwolennicy integracji z UE musieli uznać porażkę, uzyskując 47,5 proc. głosów.
Europejski establishment nie może ukryć rozczarowania. Niezadowolenie panuje także wśród komentatorów z Niemiec. Ich prasa pełna jest analiz tego, co się wydarzyło na wyspie.
Brytyjski koszmar się powtórzył
„Brytyjskie referendum dotyczące UE było największym politycznym błędem popełnionym przez rząd państwa europejskiego w minionym dziesięcioleciu. Skutki głosowania nad Brexitem w 2016 r. były dalekosiężne i negatywne, zarówno gospodarczo, jak i społecznie. Brexit stał się tak odstraszającym przykładem, że wydawało się, iż żaden inny rząd nie będzie aż tak naiwny, żeby obciążać obywateli tak kompleksową decyzją. Czyż nie?” – przypomina dziennik „Sueddeutsche Zeitung”. „A jednak islandzki rząd tak właśnie postąpił” – kontynuuje komentator gazety Michael Neudecker.
„Wynik głosowania jest porażką nie tylko islandzkiego rządu z premier Kristrun Frostadottir, lecz także całej Unii Europejskiej w odległej Brukseli” – wskazuje pisze, który uważa, że odpowiedzialność za decyzję o rozpoczęciu rozmów z UE powinni wziąć na siebie politycy – pani premier i rząd. Dlaczego? Bo – jak dowodzi - przerzucanie tej odpowiedzialności na naród jest „opacznie pojmowaną demokracją”.
Nieatrakcyjna UE
Nieco inną optykę prezentuje „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, który łaskawie pozwala obywatelom brać udział w referendach. Na początku przyznaje, że decyzja o przystąpieniu do UE dla kraju, który chce chronić swoje rybołówstwo i rolnictwo, była „trudna, wymagająca wyważenia argumentów”.
„Oddanie decyzji w ręce narodu jest w ustroju demokratycznym słusznym wyjściem, które powinno zostać zaakceptowane, zarówno w Rejkiawiku, jak i w Brukseli” – zwraca uwagę komentator, który porażkę UE tłumaczy tym, że europejska integracja przestała być, niemal 70 lat po podpisaniu traktatów rzymskich, gwarancją sukcesu. Nigdy jeszcze siły sceptyczne wobec Europy nie były tak silne jak dzisiaj – w Parlamencie Europejskim i w krajach członkowskich. „W tym sensie wynik referendum w Islandii pasuje do tej sytuacji” – ocenił komentator „FAZ”.
Brukselo, do działań!
A komentatorka „Tageszeitung” apeluje do Brukseli o wzmożenie pracy nad PR.
Według niej przeciwnicy integracji dysponowali dużymi funduszami i posługiwali się „nieuczciwymi metodami”. Donatorami miało być kilku najbogatszych przedsiębiorców, którzy uważają, że interesy prowadzone poza Unią przynoszą im większe zyski.
Zdaniem publicystki porażka w referendum powinna zmotywować Brukselę do pracy nad własną strategią PR. „Nie do zaakceptowania jest sytuacja, w której ciągle jeszcze można tak łatwo, za pomocą nieprawdziwych informacji o UE, skłonić ludzi do jej odrzucenia” – czytamy w konkluzji komentarza w „TAZ”.
źr. wPolsce za PAP











