Islandia stawia twarde weto Brukseli! Temat wejścia do UE zamrożony na lata

Głosowanie referendalne od samego początku dostarczało ogromnych emocji i charakteryzowało się niezwykle wyrównaną walką. Jak poinformowała islandzka telewizja publiczna RUV, pierwsze cząstkowe dane oparte na 87 tysiącach zliczonych głosów wskazywały na zwycięstwo zwolenników eurointegracji stosunkiem 51,2 proc. do 48,8 proc.
Sytuacja uległa jednak dramatycznej zmianie w miarę napływu protokołów z kolejnych okręgów wyborczych. Po przeliczeniu niemal wszystkich głosów (pochodzących z pięciu na sześć okręgów) przeciwnicy wznowienia negocjacji zdobyli 52,5 proc. poparcia. Zwolennicy integracji z UE musieli uznać porażkę, uzyskując 47,5 proc. głosów.
Wynik referendum potwierdza głęboki podział w islandzkim społeczeństwie. Przedwyborcze sondaże również nie dawały jednoznacznego faworyta – wtorkowy sondaż ośrodka Maskina dawał minimalną przewagę zwolennikom unijnych rozmów (51,3 proc. do 48,7 proc.), podczas gdy czwartkowe badanie Instytutu Gallupa wskazywało na odwrotny układ sił z przewagą przeciwników (51,6 proc. do 48,4 proc.).
O co toczył się spór?
Kampania referendalna rozgrzała debatę publiczną na Islandii do czerwoności. Premier Kristrun Frostadottir, oddając swój głos w Reykjaviku, podkreśliła, że wydarzenie to znacząco wzmogło dyskusję na temat pozycji i roli państwa na arenie międzynarodowej.
Spór między dwoma obozami opierał się na fundamentalnych różnicach światopoglądowych i gospodarczych. Zwolennicy integracji europejskiej, na których czele stała socjaldemokratyczna premier Islandii Kristrun Frostadottir, upatrywali w członkostwie w UE szansy na stabilizację finansową i poprawę sytuacji gospodarczej kraju. Liczyli przede wszystkim na obniżkę stóp procentowych, zahamowanie inflacji oraz spadek cen produktów codziennego użytku.
W debacie publicznej pojawiały się obawy geopolityczne związane m.in. z groźbami prezydenta USA Donalda Trumpa dotyczącymi potencjalnego przejęcia kontroli nad pobliską, należącą do Danii Grenlandią.
Argumenty przeciwników integracji
Eurosceptycy, wspierani przez partie opozycyjne, w tym konserwatywną Partię Niepodległości, opierali swój sprzeciw na obronie niezależności kraju. Kluczowe obawy dotyczyły utraty suwerenności Islandii na rzecz instytucji w Brukseli. Islandzcy rolnicy oraz przedstawiciele potężnej branży rybołówstwa i wielorybnictwa obawiali się nałożenia przez UE restrykcyjnych kwot połowowych lub wprowadzenia całkowitych zakazów działalności, co mogłoby zagrozić ich bytowi.
Temat UE zamknięty do 2028 roku
Wynik referendum niesie za sobą natychmiastowe i długofalowe skutki polityczne dla Islandii. Zgodnie z wcześniejszą oficjalną zapowiedzią premier Kristrun Frostadottir, w przypadku odrzucenia rządowej propozycji przez obywateli, temat integracji z Unią Europejską nie zostanie podniesiony aż do końca obecnej kadencji parlamentu, czyli co najmniej do 2028 roku.
Warto przypomnieć, że sobotni plebiscyt miał być jedynie pierwszym krokiem na drodze do Wspólnoty. Gdyby obywatele odpowiedzieli „tak”, rząd wznowiłby rozmowy, jednak ostateczna decyzja o akcesji i tak musiałaby zostać zatwierdzona w kolejnym referendum – już po wynegocjowaniu i przedstawieniu społeczeństwu konkretnych warunków członkostwa. Obecny wynik definitywnie ucina ten proces na starcie.
źr. wPolsce24 za RMF24











