Obrzydliwy atak premiera Tuska na prezydenta Nawrockiego. Hipokryta zapomniał, kto jest jego ekspertem

W trakcie swojego przemówienia przed radą ministrów Donald Tusk z wyższością i właściwym sobie cynizmem odniósł się do wypowiedzi i przeszłości głowy państwa. Szef rządu, nawiązując do pobicia ukraińskiej pary we Wrocławiu, jakiego mieli się dopuścić według Tuska zawodnicy MMA, wytykał słowa o „szlachetnych walkach wręcz” czy ustawkach, bezpardonowo uderzając w Prezydenta Rzeczypospolitej i wzywając go do „przerwania milczenia”.
Przepełnione moralizatorstwem słowa miały uderzyć w wizerunek dr. Karola Nawrockiego – człowieka, który od lat konsekwentnie broni polskiego interesu narodowego i pamięci historycznej, a dziś sprawuje najwyższy urząd w państwie z woli milionów Polaków.
Tusk, stawiając się w roli arbitra elegancji i moralności, zdaje się jednak liczyć na krótką pamięć obywateli. Zastanówmy się bowiem: gdzie były te wyśrubowane standardy, gdy sam Donald Tusk i jego środowisko szukali jakichkolwiek punktów oparcia do ataku na rywali politycznych w tym samego Nawrockiego?
Patocelebryta jako „wiarygodne źródło”?
Opinia publiczna doskonale pamięta sytuacje, w których politycy Koalicji Obywatelskiej, z Donaldem Tuskiem na czele, nie wahali się sięgać po argumenty podsuwane przez postaci znane głównie z brutalnych, wulgarnych gal freak-fightowych i patostreamingu. Mowa chociażby o głośnej sprawie powoływania się na wypowiedzi czy rewelacje Jacka Murańskiego – postaci symbolizującej dokładnie to, przed czym dziś premier tak żarliwie przestrzega: wulgaryzację przestrzeni publicznej, przemoc i żerowanie na najniższych instynktach.
Wtedy jednak środowisko Tuska nie widziało żadnego problemu. Słowa patozawodnika pasowały pod z góry założoną tezę polityczną, więc błyskawicznie trafiły na sztandary politycznej walki z kandydatem na prezydenta. Tamte standardy były idealne – dopóki służyły uderzeniu w przeciwnika. Gdy jednak przychodzi uszanować wybór Polaków i wejść w merytoryczny spór z Prezydentem RP, kryteria nagle się zmieniają
Polityka podwójnych standardów
Mamy do czynienia z hipokryzją najwyższego stopnia. Donald Tusk po raz kolejny udowadnia, że zasady moralne, walka z „patologią” czy dbałość o kulturę słowa są dla niego jedynie instrumentalnymi narzędziami w bieżącej walce politycznej.
Kiedy polityczny przeciwnik lub głowa państwa wspomni o sportowym hartowaniu ducha czy tradycji walki wprost – Tusk grzmi o „propagowaniu przemocy”. Natomiast, gdy patocelebryta wypowiada słowa, wyssane z palca, ale wygodne dla Koalicji Obywatelskiej – staje się suflerem głównej siły rządzącej.
Atak na Prezydenta RP dr. Karola Nawrockiego wpisuje się w szerszy plan podważania powagi państwa i instytutu Prezydenta Rzeczypospolitej. Ponieważ obóz rządzący nie potrafi pogodzić się z wolą wyborców, sięga po metody najprostsze: manipulację, przypisywanie złych intencji i ataki personalne.
Polacy mają jednak dość tej teatralnej empatii i udawanego oburzenia. Premier, który w walce o władzę nie brzydził się sięganiem po głosy i autorytet patocelebrytów, jest ostatnią osobą, która ma prawo pouczać Prezydenta RP w kwestii standardów moralnych.
źr. wPolsce











