Wina z Hitlerem i Stalinem na sklepowych półkach. Dlaczego nikt nie reaguje?

Turysta z Warszawy przekazał naszej redakcji wstrząsające zdjęcia, które wykonał podczas urlopu w Rimini. Widać na nich stojące na sklepowych półkach wina. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie ich etykiety.
Etykiety z Hitlerem i Stalinem
Wiele z nich jest „ozdobionych” zdjęciami przywódcy III Rzeszy Adolfa Hitlera. Na niektórych z tych etykiet wyeksponowano swastyki, a na jednej można przeczytać hitlerowskie hasło „Ein Volk, ein Reich, ein Fuhrer” (niem. jeden naród, jedna rzesza, jeden przywódca). Na etykietach innych win znaleźli się także zbrodniarze z innych państw, jak Władimir Lenin, Che Guevara, a nawet Władimir Putin.

Problem nie jest nowy. Takie wina od lat są dostępne we włoskich sklepach, zwłaszcza w miejscowościach turystycznych. Ich najsłynniejszym producentem jest winnica Vini Lunardelli w regionie Friuli-Venezia Giulia. Miała całą kolekcję etykiet ze zdjęciami Hitlera i innych niemieckich zbrodniarzy, jak Heinrich Himmler, Sepp Dietrich czy Rudolf Hess. Osobna kolekcja była poświęcona przywódcy włoskich faszystów Benito Mussoliniemu, a kolejna słynnym komunistom – Marksowi, Leninowi, Stalinowi, Trockiemu itp. Na niektórych z nich znalazły się reprodukcje plakatów propagandowych.
Twierdzą, że chodzi o pamięć historyczną
Ich etykiety budziły od lat ogromne kontrowersje. Firma w 2023 roku zdecydowała się zrezygnować z tej formy marketingu. Ma jednak wielu naśladowców i znalezienie wina z Hitlerem we włoskim sklepie nadal nie jest trudnym zadaniem. Powód jest oczywisty – takie wina się sprzedają. Vini Lunardelli chwaliła się na swojej stronie, że połowa win, które sprzedają, należy do ich „serii historycznej”. Austriacki portal Heute donosił przed laty, że szczególną popularnością cieszą się wśród turystów z Niemiec.
Producenci tych win twierdzą, że ich celem nie jest propagowanie systemów totalitarnych. Często mają w ofercie także wina z mniej kontrowersyjnymi postaciami, jak słynni generałowie, amerykańscy prezydenci itp. Wymówka jest taka, że są one przeznaczone dla fanów historii albo jako żartobliwy prezent. Innego zdania jest Centrum Szymona Wiesenthala, które regularnie protestuje przeciwko ich obecności we włoskich sklepach. Gdy ludzie kupują takie butelki, pójdą do domu i będą wznosić toast za to, co reprezentował Hitler, i jest to oburzające – powiedział portalowi Vice News rabin Abraham Cooper, który odpowiada w tej organizacji za globalne akcje społeczne.
Andrea Lunardeli, który po odziedziczeniu tej winnicy po swoim ojcu zdecydował o wycofaniu się z produkcji takich etykiet, powiedział w 2022 roku Vice, że nie jest nazistą. Stwierdził, że były one przeznaczone dla osób, które chcą pamiętać o historii, ale niestety najbardziej pożądaną etykietą jest Hitler – zwłaszcza przez Niemców, ale także wielu Brytyjczyków, Skandynawów, Francuzów i Rosjan. Dodał, że jego twarz na butelkach wina to dobry żart, bo sam Hitler był znany z abstynencji, a oburzenie na te etykiety jest nieproporcjonalne i nierozsądne.
Sądy przymykają oko
Ten proceder jest możliwy dzięki dziurawemu włoskiemu prawu i postawie tamtejszych sądów. Włochy mają aż dwie ustawy, których celem ma być walka z nazizmem i faszyzmem. Ustawa Scelby zabrania ich gloryfikowania i publicznych gestów, jak nazistowskie pozdrowiena, a także reaktywacji Włoskiej Partii Faszystowskiej. Ustawa Mancino zabrania dodatkowo czynów, sloganów i symboli opartych na nienawiści dyskryminacji etnicznej, narodowej czy religijnej.
Problemem jest to, że producenci takich win twierdzą, że są one motywowane pamięcią historyczną i używają archiwalnych zdjęć czy plakatów. Włoska prokuratura regularnie stawia im zarzuty i nakazuje ich konfiskaty, ale włoskie sądy za każdym razem stwierdzają, że samo użycie zdjęcia Hiltera czy Stalina nie wyczerpuje znamion propagowania systemów totalitarnych.
Decydując się na zakup takiego wina na urlopie, trzeba jednak pamiętać, że sądy w innych państwach rzadko bywają tak wyrozumiałe. Przekonał się o tym boleśnie w 2016 roku właściciel pubu w niemieckim Augsburgu, który trzymał je pod ladą – i stanął przed sądem oskarżony o propagowanie nazizmu. Tłumaczył się, że dostał je w prezencie od jednego z klientów, nie były przeznaczone na sprzedaż, a on sam nie wiedział, że ich posiadanie w Niemczech jest nielegalne.
źr. wPolsce24











