Minister zdradził, kogo KO chce wystawić w wyborach prezydenckich. Wcześniej może być premierem. Już dzielą skórę na niedzwiędziu

W obozie władzy pycha i oderwanie od rzeczywistości sięgają nowych poziomów. Zamiast skupić się na realiach rządzenia i obietnicach, z których rozliczają ich wyborcy, politycy rządzącej koalicji najwyraźniej wolą przestawiać pionki na partyjnej planszy na lata w przód.
W poniedziałkowym wydaniu programu „Gość Wydarzeń” na antenie Polsat News wiceminister spraw zagranicznych Marcin Bosacki podzielił się z widzami swoimi przemyśleniami dotyczącymi przyszłości politycznej kraju.
Sikorski kandydatem w 2030 roku?
Mimo że do kolejnych wyborów prezydenckich zostało jeszcze mnóstwo czasu, Bosacki nie miał oporów przed namaszczaniem kolejnego kandydata swojej formacji. Jak obwieścił na antenie, w 2030 roku reprezentantem Koalicji Obywatelskiej w walce o Pałac Prezydencki powinien zostać obecny szef MSZ Radosław Sikorski.
Myślę, że Radosław Sikorski będzie kandydatem KO w wyborach prezydenckich w 2030 roku i wtedy wygra" – oświadczył z rozbrajającą pewnością siebie wiceszef MSZ.
Przypomnijmy: w wewnętrznych prawyborach KO przed ostatnią batalią prezydencką Sikorski przegrał rywalizację wewnątrzpartyjną z Rafałem Trzaskowskim, uzyskując zaledwie co czwarty głos. Czyżby politycy PO uznali, że wyborcy nie pamiętają porażek i dyplomatycznych zaliczanych przez Sikorskiego wpadek i jego powiązań z Romanem Giertychem?
Wieczna władza Donalda Tuska?
Na deklaracjach prezydenckich apetyt wiceministra się nie skończył. Bosacki przekonywał również, że Donald Tusk poprowadzi obecną koalicję do kolejnego zwycięstwa w zbliżających się wyborach parlamentarnych i bez przeszkód zachowa fotel szefa rządu.
Nie przewidujemy żadnej zmiany" – uciął krótko polityk.
Tego rodzaju wypowiedzi dobitnie pokazują mentalność rządzącej ekipy. Przekonanie o własnej nieomylności i wiecznym trwaniu u władzy staje się powoli znakiem rozpoznawczym polityków Koalicji Obywatelskiej.
Zamiast pokory wobec potrzeb obywateli i dojrzałego zarządzania państwem, widzimy medialne spekulacje i planowanie karier na kolejne kadencje. Prawica i Polacy patrzący trzeźwo na obecne rządy przypominają: pycha kroczy przed upadkiem, a o tym, kto będzie rządził Polską w kolejnych latach, zdecydują przy urnach wyborcy, a nie politycy w telewizyjnych studiach.
źr. wPolsce24 za polsatnews.pl











