Zachód u progu ostatecznego upadku. LGBT to przeżytek, teraz niemieckie media promują nową seksualną modę

Po latach agresywnej propagandy LGBT+, nadszedł czas na kolejny etap inżynierii społecznej: normalizację poliamorii, „związków trójstronnych” (tzw.Dreier-Beziehung) oraz seksualnych trójkątów jako nowoczesnej, postępowej alternatywy dla tradycyjnego małżeństwa.
Na łamach portalu „Jetzt” (młodzieżowej odnogi SZ) możemy przeczytać sążniste, pseudopsychologiczne analizy, które mają przekonać niemieckiego czytelnika, że tradycyjna rodzina to przeżytek, a prawdziwe „wyzwolenie” i „dojrzałość” osiąga się dopiero wtedy, gdy do własnej sypialni i życia emocjonalnego wpuści się trzecią osobę.
Dewiacja pod maską „nowoczesności”
To, co jeszcze kilkanaście lat temu uznawane było w podręcznikach psychologii za zaburzenie więzi lub po prostu za zwykłą niemoralność, dziś w Niemczech podnoszone jest do rangi cnoty. Teksty publikowane przez lewicowo-liberalne elity za Odrą są pisane według jednego, doskonale znanego schematu. Przedstawia się w nich zagubionych, zatomizowanych ludzi, którzy nie potrafią zbudować trwałej, odpowiedzialnej relacji opartej na wierności, a ich niezdolność do samokontroli i egoistyczną pogonię za nowymi bodźcami seksualnymi nazywa się „poszukiwaniem własnej tożsamości”.
Dla niemieckiego „postępowca” monogamia to opresja, a zazdrość to rzekomo „patriarchalny konstrukt”, który należy w sobie zwalczyć. Czytając tego typu wynurzenia, trudno nie odnieść wrażenia, że tamtejsze społeczeństwo, odcięte od swoich chrześcijańskich korzeni, dryfuje w stronę totalnego nihilizmu. Niemcy, którzy niegdyś budowali swoją potęgę na dyscyplinie, dziś kapitulują przed najprostszymi instynktami, robiąc z łóżkowych rewolucji temat debaty publicznej.
Co gorsza, tego typu warianty dość chętnie podnoszone są także przez nasze media, które wszystko, co płynie zza zachodniej granicy traktują, jako wzór do naśladowania. Podobne teksty już dziś można przeczytać w magazynach "Wyborczej" czy "Newsweeku", choć na razie nowa moda nie jest jeszcze lansowana w takim stopniu jak w Niemczech, to już można zaobserwować te same symptomy.
Kto zapłaci za ten eksperyment?
Najbardziej przerażające w tej liberalnej ofensywie jest to, że nikt nie myśli o dalekosiężnych skutkach społecznych. Co z dziećmi wychowywanymi w takich „wieloosobowych konfiguracjach”? Jakie wzorce otrzyma młode pokolenie, karmione od kołyski przekazem, że wszystko jest płynne, a stałość i wierność to "pojęcia faszystowskie"? Odpowiedź jest prosta: efektem będzie jeszcze większa samotność, plaga depresji i ostateczny demograficzny krach narodu, który i tak już od dawna nie zastępuje pokoleń.
Podczas gdy niemieccy publicyści ekscytują się „wieloaspektowością relacji we troje”, realne problemy ich kraju – od kryzysu migracyjnego, przez upadek przemysłu, aż po islamizację kolejnych miast – są spychane na margines. Można odnieść wrażenie, że ta seksualna fiksacja ma działać jak narkoznieczulenie. Niemcy mają zajmować się eksperymentami w sypialni, byle tylko nie zauważyli, że ich państwo i kultura właśnie bezpowrotnie giną. I dobrze żebyśmy patrzyli na to z perspektywy polskiej i dostrzegali te zagrożenia.
Przestroga dla Polski
Dla nas, Polaków, ta sytuacja powinna być jasnym ostrzeżeniem. Oto dokąd prowadzi ślepe naśladownictwo „europejskich trendów” i bezkrytyczne wpatrywanie się w Berlin. Niemiecki model nowoczesności to model samozagłady. Naszym obowiązkiem jest postawić twardą tamę tej ideologicznej zgniliźnie, chronić polskie rodziny i głośno mówić, że to, co „Süddeutsche Zeitung” nazywa postępem, w rzeczywistości jest zwyrodnieniem i powrotem do barbarzyństwa. Dzisiejsze Niemcy nie są dla nas żadnym wzorem – są klinicznym przykładem tego, jak umiera cywilizacja, która uwierzyła, że wolność oznacza brak jakichkolwiek zasad i granic.
źr. wPolsce24 za sueddeutsche.de











