Laurka w niemieckim stylu. Chwalą Polskę, która odniosła sukces "pomimo Kaczyńskiego"

Poznawczy szok Bachmanna
W latach 90. Polacy kojarzyli się Niemcom z złodziejami aut i mafią – wspomina autor, cytując Bild i stereotypy z tamtych czasów. Nie wspomina jednak o tym, iż w taki wizerunek Polaka bardzo dużo inwestowali sami Niemcy, którym zależało na utrzymywaniu wizerunku naszego kraju w taki sposób, aby był on dostarczycielem głównie taniej siły roboczej.
Państwa, które może być co najwyżej montownią. Takiego, gdzie od czasu można wywieźć niechciane w Niemczech odpady, które przy okazji będzie można sprzedać z zyskiem. Stąd żarty satyryków z Polaków i regularna obecność dowcipów z Polski na antenach niemieckiej telewizji. Stąd regularnie wspieranie tych polityków, którzy wiedzieli, jak zadbać o niemieckie interesy.
Owszem, czasami nasi rodacy "pomagali" w utrzymywaniu złej opinii o Polsce w Niemczech, ale nie oszukujmy się, nikomu tam nie zależało wówczas na "dobrej prasie" i uczciwym pisaniu o Polsce.
Dziś, kiedy angielskie i amerykańskie media (tj. Telegraph czy Focus) pokazują, jak wiele się w ostatnich trzech dekadach w Polsce zmieniło, Niemcy są pierwsi do tego, żeby zaprotestować i polemizować z faktami. Bachmann próbuje dekonstruować mit polskiego cudu gospodarczego i nie zgadza się na opisywanie naszej ojczyzny jako nowej europejskiej "superpotęgi". Nie pozwala na pisanie o tym, iż Polska wkrótce dogoni Wielką Brytanię i Niemcy, radząc sobie z gospodarczymi wyzwaniami pomimo ogromnego napływu imigrantów, których udało się zintegrować z polskim rynkiem pracy.
Bachmann polemizuje z taką optyką i stawia karkołomną tezę, która ma pozwolić poczuć się lepiej naszym sąsiadom. W jego ocenie, sukces Polski, czyli obiektywny wzrost PKB i ogromne wydatki na obronę to gównie... efekt unijnych transferów (przede wszystkim niemieckich podatków!) i kredytów, bez własnej produkcji czołgów czy F-35.
Niemcy bardziej się boją
W swoim tekście autor zastanawia się też nad zadziwiającym paradoksem, którego zdaje się nie rozumieć.
Zauważa, iż Polska, choć ma wojnę "przed drzwiami" - bo niebo nad Rzeszowem pełne jest samolotów NATO - nie panikuje. Zauważa ze zdziwieniem, iż lęk przed wojną z Rosją jest dużo silniejszy w Niemczech niż w Polsce.
Nie rozumie, dlaczego jego rodacy na co dzień żyją w strachu przed odległym konfliktem, np. blokując loty przez drony cywilne i obawiając się rosyjskiej prowokacji? Na szczęście Bachmann każdą, nawet najbardziej jednowymiarową statystykę, potrafi wytłumaczyć sobie i czytelnikom Berliner Zeitung w taki sposób, aby na koniec pokazać, że każdy polski sukces to zasługa Niemiec.
Działa to nawet w wymiarze negatywnym, kiedy tłumaczy liczne powroty naszych rodaków do Polski. Opisuje, że powodem takiego stanu rzeczy nie jest chęć życia w lepszym państwie, ale chwilowe niskie bezrobocie i równie chwilowy... niemiecki problem z nadmierną biurokracją.
Cyfrowa rewolucja: Polska hitem... pomimo PiS
Za jeden z kluczowych atutów cyfrowej Polski Bachmann uznaje (słusznie!) mObywatela, którego ewidentnie zazdrości Polakom. Z uznaniem opisuje aplikację, która - zaprojektowana przez rząd Zjednoczonej Prawicy - w jednym, cyfrowym portfelu danych zmieściła: dowód, prawo jazdy, historie auta, receptami i e-wnioskami.
Bachmann wyraźnie podziwia to, że tak wiele spraw w Polsce można załatwić bez wychodzenia z domu. W podobnym tonie pisze o bliku, automatach paczkomatowych, e-receptach i czipach w samochodach z e-winietą. Podziwia to, że jego sąsiedzi, którzy przecież mieli być zacofani, dziś mają nawet cyfrową segregacją odpadów!
I tu najciekawszy paradoks. Niemiecki publicysta Gazety Wyborczej i Berliner Zeitung zastanawia się, jak to było możliwe... pomimo rządów Zjednoczonej Prawicy? Przecież pisze sukcesach, które wydarzyły się za rządów partii konserwatywnej, prawicowej. Partii, której lidera opisywano jako takiego, który nie ma konta w banku.
Jak więc było to możliwe, że to właśnie ten rząd wprowadził Polskę w XXI wiek, zostawiając Niemców daleko w tyle? Bachmann oczywiście nie jest w stanie pochwalić Jarosława Kaczyńskiego. Docenia więc... bezpartyjnych fachowców, którzy odpowiadają za ten sukces. Nawet jeśli, to nie będziemy podpowiadać panu Bachmannowi, kto tych fachowców zatrudnił i kto ich zwolnił. Nie dlatego, żebyśmy przesadnie dbali o jego samopoczucie. My wiemy, że ich zwolnienie było jednym z podstawowych celów nowego rządu. Między innymi po to, żeby wyrównać szanse.
źr. wPolsce24 za Berliner Zeitung











