Oni tak na poważnie? Ministerstwo chce, by media milczały o problemach służby zdrowia

Bo czym właściwie jest owa „dezinformacja”, z którą chce walczyć resort? Czy są nią dramatyczne relacje pacjentów czekających miesiącami na wizytę? Czy może głosy lekarzy alarmujących o brakach kadrowych i przeciążeniu systemu? A może statystyki pokazujące wydłużające się kolejki i pogarszający się dostęp do świadczeń? Jeśli tak, to mamy do czynienia z niebezpiecznym zjawiskiem: próbą uznania niewygodnych faktów za „straszenie”. Czy straszeniem jest pokazywanie, jak pracuje resort i jego szefowa? Czy straszeniem jest cytowanie pani minister?
Ministerstwo przekonuje, że „konsolidacja to profilowanie świadczeń na rzecz pacjentów”, a także „wzrost bezpieczeństwa” i „lepsze zaopiekowanie potrzeb”. Problem w tym, że za tymi technokratycznymi sformułowaniami często kryje się brutalna rzeczywistość – likwidacja oddziałów, ograniczanie dostępu do lokalnych placówek i centralizacja usług, która w praktyce oznacza dłuższe dojazdy i jeszcze większe kolejki. A samo słowo konsolidacja często w ekonomii pojawia się tuż przed pojęciem upadłość.
Narracja resortu jest przy tym charakterystyczna: zamiast otwartej debaty i przyznania się do problemów, mamy próbę ich rozmycia w języku PR-u. „Konsolidacja świadczeń to realna odpowiedź na zmiany demograficzne i społeczne” – czytamy. Tyle że dla przeciętnego pacjenta „zmiany demograficzne” nie są abstrakcją, lecz codziennym doświadczeniem: starzejące się społeczeństwo oznacza większe zapotrzebowanie na opiekę, a nie jej ograniczanie czy przenoszenie gdzieś dalej.
Najlepiej nie piszcie nic, albo piszcie dobrze!
Najbardziej niepokojący jest jednak ton wpisu: „Dość straszenia pacjentów”. To zdanie można odczytać jako próbę zdyskredytowania wszelkiej krytyki. W praktyce oznacza to: nie mówcie o problemach, bo to „straszenie”. Nie pokazujcie trudnych przypadków, bo to „dezinformacja”. Nie zadawajcie pytań, bo rząd wie lepiej.
Taka postawa jest sprzeczna z podstawowymi zasadami demokratycznego państwa. Służba zdrowia to nie jest obszar, w którym można pozwolić sobie na propagandę sukcesu. Tu chodzi o życie i zdrowie obywateli – a więc o kwestie, które wymagają maksymalnej przejrzystości, uczciwości i gotowości do przyjmowania krytyki.
Jeśli Ministerstwo Zdrowia naprawdę chce walczyć z dezinformacją, powinno zacząć od pełnej transparentności: publikowania rzetelnych danych, wsłuchiwania się w głosy pacjentów i lekarzy oraz uczciwego mówienia o problemach. Próba zamknięcia debaty pod hasłem walki z „dezinformacją” może przynieść odwrotny skutek – jeszcze większą utratę zaufania społecznego.
Bo zaufania nie buduje się sloganami. Buduje się je prawdą – nawet wtedy, gdy jest ona niewygodna.
źr. wPolsce24











