„Pacjent najpierw płaci sam fakturę. O takim systemie marzę”. Szokujące słowa minister zdrowia wychodzą na jaw

Politycy Prawa i Sprawiedliwości zapowiadają złożenie wniosku o wotum nieufności wobec obecnej minister zdrowia, Jolanty Sobierańskiej-Grendy, nazywając ją "korporacyjnym syndykiem". Resort zdrowia nie został - nomen omen - uzdrowiony "czarodziejską różdżką" poprzedniej minister, a za rządów obecnej sytuacja pacjentów staje się coraz bardziej tragiczna.
Rok zwijania służby zdrowia
Choć rok 2026 hucznie ogłoszono Rokiem Profilaktyki, rzeczywistość brutalnie zweryfikowała te zapowiedzi.
Zamiast realnego wsparcia dla wczesnej diagnostyki, Polacy zderzyli się ze skandalicznymi cięciami uderzającymi w fundamenty bezpieczeństwa zdrowotnego. Resort drastycznie zredukował finansowanie kluczowych badań: nakłady na kolonoskopię i gastroskopię spadły aż o 60%, a fundusze na diagnostykę obrazową obcięto o połowę. To niezrozumiały sygnał wysłany do społeczeństwa, które zamiast badać się profilaktycznie, wkrótce będzie skazane na kosztowne leczenie zaawansowanych stadiów chorób.
Wiele wskazuje na to, że ten plan jest w rzeczywistości świadomie realizowaną polityką zwijania polskiej służby zdrowia i próbą siłowego przemodelowania bezpłatnego systemu opieki. Aby to zrozumieć, wystarczy cofnąć się o kilka miesięcy i przypomnieć medialne wystąpienia obecnej minister zdrowia – zaufanej urzędniczki Donalda Tuska. Przypomnijmy: w latach 2011–2017 kierowała ona Departamentem Zdrowia w pomorskim Urzędzie Marszałkowskim, a w 2017 roku objęła stery Szpitali Pomorskich – samorządowej spółki powstałej z fuzji placówek w Gdyni, Wejherowie oraz Gdańsku.
"Pacjent przede wszystkim sam płaci fakturę"
- Czy system ochrony zdrowia w Polsce da się jeszcze naprawić? Czy powinniśmy postawić na model publiczny, czy otworzyć się szerzej na prywatny? Te pytania zdominowały kolejne Rozmowy Biznesu Pomorza, które odbyły się 24 czerwca w Hotelu Almond w Gdańsku - czytamy w medialnej zapowiedzi, którą opisywał w czerwcu magazyn pod wiele mówiącym tytułem: "Prestiż".
W pięknych wnętrzach hotelu nad Motławą, przed którym zaparkowano - uwiecznione we wspomnianym magazynie - luksusowe samochody, Jolanta Sobierańska-Grenda przedstawiała się jako „absolutna orędowniczka konsolidacji”. Jednocześnie proces ten przedstawiała jako sukces ekonomiczny, z jej wypowiedzi wyłania się obraz, w którym wynik finansowy zdaje się dominować nad komfortem pacjenta. O swoim pomyśle na zarządzanie służbą zdrowia mówiła wprost, odnosząc się do krytyki NFZ:
- Pacjent nie wie, ile procedura go kosztuje i np. jaką polisę wykupić, tak jak w innych systemach europejskich. Tam zarządza się swoim zdrowiem już od urodzenia aż do późnych lat. Pacjent przede wszystkim najpierw płaci sam fakturę, a potem idzie do swojego ubezpieczyciela po pieniądze. O takim systemie w Polsce marzę - przyznawała wprost.
Szczególne kontrowersje budzi jej podejście do likwidacji oddziałów położniczych, o którym - z nieukrywaną dumą - opowiadała na innej konferencji dla menadżerów w służbie zdrowia. Wspominając o zamknięciu dwóch porodówek na Pomorzu, stwierdziła, że „ludzie zapomnieli już o stresie, który przeżywali na początku”.
Odniosła się również do przywiązania pacjentów do lokalnych placówek, bagatelizując potrzebę rodzenia blisko domu:
„Każdy by z nas chciał mieć w akcie urodzenia swoją miejscowość (...) ale trzeba po prostu siadać i odważnie o tym rozmawiać” – mówiła, sugerując, że emocjonalne podejście obywateli do lokalnych szpitali to przeszkoda w racjonalnym zarządzaniu.
Cel: prywatyzacja służby zdrowia
Naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że nominacja takiej kandydatki na stanowisko szefa resortu zdrowia miała konkretny cel: przygotowanie gruntu pod szeroką prywatyzację.
W debacie ramię w ramię z przedstawicielami prywatnego sektora, szefowa resortu (wówczas prezes Szpitali Pomorskich) przekonywała, że model publiczny jest niewydolny, a rozwiązaniem jest "zdrowa konkurencja" i dopłaty pacjentów do świadczeń.
Dziś opozycja składając wniosek o wotum nieufności, punktuje właśnie to „korporacyjne” podejście do zdrowia Polaków. Oczywiście, zarzuty o traktowanie pacjentów jak pozycji w arkuszu Excela znajdują potwierdzenie w cytowanych wypowiedziach, ale wiele wskazuje na to, iż dla Tuska nie tylko nie było to problemem, ale wręcz wynikało z jego intencji.
źr. wPolsce24 za YT/"Prestiż"











