VAT w dół, marże w dół, paliwo po 5,19! Przypominamy paliwowe postulaty dzisiejszych rządzących

Lata 2021–2022 - rząd Zjednoczonej Prawicy znalazł się w niełatwej sytuacji. Wszystko z powodu skoku cen paliw, na który wpływ miało kilka czynników zewnętrznych, m.in. pandemia, wzrost inflacji czy rozpoczynająca się wojna na Ukrainie. Wówczas ceny benzyny na stacjach osiągały poziom 6 złotych za litr, co już wtedy uznawano za dosyć drogie paliwo.
Ówczesna opozycja, w skład której wchodziły Koalicja Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe oraz Polska 2050, masowo atakowała rząd za wysokie ceny paliw. Co ciekawe, jej politycy sami wychodzili z propozycjami, które miały pomóc przywrócić znacznie niższe ceny dla Polaków, by żyło się nam wszystkim lepiej.
Tusk i jego ludzie mieli receptę
Jeszcze w październiku 2021 roku Donald Tusk zapewniał, że posiada receptę na problem podwyżek cen na stacjach paliw. Miała nią być obniżka VAT ze stawki 23 proc. do 0 proc., dzięki której benzyna miała kosztować nawet 4,88 zł za litr. Pomysł lidera spotkał się oczywiście z aprobatą jego obozu, który tak chętnie chwalił się grafikami ukazującymi, jak bardzo propozycja dotycząca podatku od towarów i usług przyczyniłaby się do poprawy kondycji finansowej Polaków dzięki zmniejszeniu rachunków za paliwo, gaz czy prąd. Dziwić może, że dziś, kiedy ceny wszystkich tych towarów biją rekordy drożyzny, nikt w rządzie nie wpadł na pomysł odświeżenia tego starego postulatu z czasów, kiedy politycy obecnej koalicji zasiadali w opozycji.
Głośni byli ludowcy, którzy dziś zarządzają resortem energii
Jednak żeby nie było, że czepiamy się jedynie największej formacji w obecnym rządzie – w końcu od czego są koalicjanci, którzy również mogliby się wykazać w tej kwestii? Zwłaszcza że obecnie ministrem energii jest przecież polityk Polskiego Stronnictwa Ludowego, Miłosz Motyka, który kilka lat temu, jeszcze jako rzecznik partii, tak wypowiadał się na ten temat:
– Dzisiaj wzywamy rządzących; nie musimy chyba jeździć na każdą stację benzynową i organizować tam konferencji prasowych, żeby ta cena była niższa. Dzisiaj obniżka akcyzy, obniżka marży, jaką pobiera Orlen od paliwa, jest w stanie obniżyć cenę benzyny o kilkadziesiąt groszy, może nawet o 50, 60 groszy na litrze – powiedział Motyka.
Zresztą jego słowa były zgodne z ówczesną linią partii, wyznaczoną przez jej lidera Władysława Kosiniaka-Kamysza. Obecny szef MON krytykował wówczas prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego za ochronę polskiego budżetu.
– Paliwo na Orlenie po 6 zł, a prezes Kaczyński nie chce obniżyć akcyzy, bo dba o budżet państwa. Szkoda, że tak troskliwie nie dba o budżety polskich rodzin każdego dni plądrowane przez drożyznę – pisał wówczas lider ludowców.
Hołownia miał gotowy projekt, o którym zapomniał
W tym samym czasie do akcji włączyła się również Polska 2050, która dopiero umacniała swoją pozycję na polskiej scenie politycznej i cieszyła się wówczas dość wysokim poparciem obywateli. Politycy tej partii w niczym nie ustępowali swoim kolegom z KO w sposobie atakowania rządu PiS za ceny paliw. Szczególnie aktywny w tym względzie był jej ówczesny lider i założyciel, Szymon Hołownia, który sam zresztą składał specjalny projekt dotyczący obniżki VAT. Może warto go odświeżyć teraz, kiedy ma się większość w izbie niższej parlamentu?
– Ceny paliwa w Polsce rosną najszybciej w Europie, bo Orlen wykorzystuje wojnę do dojenia konkurencji. Narodowy koncern powinien wspierać polskie rodziny i obniżyć marżę. Cena benzyny z dnia na dzień spadnie o ponad 1 zł – pisał wówczas Hołownia, a w ślad za nim szła chociażby jego ówczesna posłanka Hanna Gill-Piątek.
Co ciekawe, były kandydat na prezydenta równie mocno punktował Orlen, kiedy ten podnosił marżę w pierwszym kwartale 2022 roku.
Wszystkiemu winny PiS
Tak jak dziś głównym winowajcą wysokich cen paliw ma być prezydent Karol Nawrocki, tak i wtedy politycy KO wskazywali osoby odpowiedzialne za ówczesny stan rzeczy. Winni byli oczywiście politycy Prawa i Sprawiedliwości – taką tezę głosili zresztą wspólnie posłowie Michał Szczerba i Dariusz Joński. Wskazywali oni na duże różnice w cenach paliw przed rozpoczęciem inwazji na Ukrainę i kilka miesięcy później, mimo że kurs dolara miał w tym czasie nieznacznie wzrosnąć, a cena baryłki ropy spaść. Obaj próbowali wówczas dać jasno do zrozumienia, że wysokie ceny na stacjach mają tylko jeden cel: finansowanie rządu PiS.
Wówczas media przychylne rządowi, takie jak OKO.press, przeprowadziły dogłębną analizę problemu, wyraźnie przychylając się do twierdzeń polityków formacji Donalda Tuska. Co ciekawe, w tym samym artykule specjaliści, na których powoływał się serwis, mieli duże zastrzeżenia do zastosowanej przez rząd PiS tarczy antyinflacyjnej. Doprowadziła ona do tymczasowego obniżenia stawki podatku VAT z 23 do 8 proc., co miało skutkować podwyżką cen od 2023 roku. Co ciekawe, decyzja o powrocie do poprzedniej stawki podatku została wymuszona na Polsce przez Komisję Europejską, która w ten sposób chciała ratować wspólny rynek europejski.
Nie tankujemy na Orlenie
Oczywiście warto też wspomnieć o słynnym już proteście ówczesnej opozycji przeciwko stacjom Orlen, który mógł w dużym stopniu przyczynić się do pogorszenia sytuacji finansowej polskiego koncernu. Inicjatorem całej akcji był lider Nowoczesnej, a obecnie rzecznik rządu, Adam Szłapka, który w 2021 roku rozpoczął głośną akcję „Nie tankuję na Orlenie”. W jego ślady poszło wielu polityków Koalicji Obywatelskiej.
Paliwo po 5,19
Na koniec warto jeszcze przytoczyć słynną już maksymę Donalda Tuska, która zapewne pozostanie z nim do końca tej kadencji, a może nawet znacznie dłużej. Mowa o obietnicy dotyczącej cen paliw. Ówczesny lider opozycji zapewniał, że wysokie ceny na stacjach mogą doprowadzić do ostatecznej porażki PiS w wyborach w 2023 roku. Sam zresztą obiecał, że gdy tylko zostanie premierem, paliwo będzie kosztować 5,19 zł.
Na jego usprawiedliwienie można jednak dodać, że nigdy nie wspominał, czy chodzi mu o cenę za litr, czy za pół litra.
Źr.wPolsce24 za X/Polsat News/Oko.press/Fakt









