Kadyrow zrealizuje w Czeczenii swój program wyborczy niemal w całości. Tak wynika z "prawa Tuska"

Słynny wynik Kadyrowa to majstersztyk wyborczego rzemiosła. Resztki frekwencji i ułamek procenta podzielili między siebie dwaj statyści, sprawiając, że pluralizm w Czeczenii lśni niczym złote zęby tamtejszych watażków. Normalny człowiek myśli: farsa. Ale spójrzmy na to przez pryzmat wybitnej teorii polityczno-matematycznej, którą na jednym ze spotkań z wyborcami raczył podzielić się szef polskiego rządu.
Matematyka wg Tuska: 30% poparcia = 30% zrealizowanych obietnic
Przypomnijmy ten genialny wywód: Donald Tusk, przyciśnięty do ściany w sprawie braku realizacji „100 konkretów na 100 dni”, wypalił bez mrugnięcia okiem, że sformułowanie obietnic to jedno, ale przecież jego ugrupowanie zdobyło w wyborach około 30 procent głosów. A skoro tak, to ma mandat do realizacji... 30 procent swojego programu. Proste? Proste. Logiczne? Jak na dłoni.
I tu wchodzi Ramzan Kadyrow, cały na biało.
Kadyrow spełnia obietnice w 99,85 procentach
Podążając żelazną logiką Donalda Tuska, Czeczenia pod wodzą Kadyrowa jest jedynym miejscem na ziemi, gdzie realizacja programu wyborczego sięga niemal doskonałości. Przy wyniku 99,85 proc. Kadyrow po prostu musi spełnić 99,85 proc. swoich obietnic! Wybuduje drogi, rozda dotacje, załatwi wieczny pokój i pewnie jeszcze osobiście pogłaszcze każdego kota w Groznym. Brakujące 0,15 proc. to zapewne drobne opóźnienie w dostawie złoconych klamek do lokalnego magistratu.
Zatem, żeby Tusk mógł zrealizować legendarne kwoty wolne od podatku, dobrowolny ZUS czy tańsze paliwo, Polacy po prostu popełnili błąd przy urnach. Dali mu tylko 30 proc., więc dostali 30 proc. obietnic. Chcecie realizacji 100 konkretów? To trzeba było zagłosować jak w Groznym!
Przestroga na 2027 rok
Problem w tym, że w realiach cywilizowanego, demokratycznego świata nikt oczywiście nie dostaje 100 procent poparcia – i całe szczęście. Politycy składają obietnice po to, by zdobyć władzę, a potem rządzić w ramach koalicji lub większości i brać za to pełną odpowiedzialność. Tłumaczenie się, że „zrobiłem tylko jedną trzecią, bo dostałem jedną trzecią głosów”, to polityczny bezwstyd i traktowanie wyborców jak naiwne dzieci.
Gdy ruszy kampania wyborcza w 2027 roku, warto pamiętać o tej czeczeńsko-tuskowej arytmetyce. Bo jeśli premier znów zasypie nas setkami obietnic, powinniśmy od razu zapytać: „Panie Premierze, a ile z tego Pan zrobi przy poparciu 35-procentowym, a ile przy 27-procentowym? I czy do obniżki podatków musimy wygrać wybory w trybie czeczeńskim?”.
W przeciwnym razie wyjdzie na to, że jedynym ustrojem, w którym Donald Tusk czułby się komfortowo rozliczany ze swoich słów, jest reżim z Kadyrowem w roli współkoalicjanta.
Olgierd Jarosz









