Król Przestworzy. Dlaczego akurat to porwanie samolotu do dziś wzrusza internautów?

Richard Russel urodził się na Florydzie. Gdy miał 6 lat, jego rodzice się rozwiedli, a on razem z matką i siostrami przeprowadził się na Alaskę. Beebo, jak nazywali go przyjaciele, był bardzo lubiany. Znajomi wspominają, że był bardzo uprzejmy i zabawny.
Wszyscy go lubili
Równie dobrą opinię mieli o nim koledzy ze studiów, w czasie których robił też karierę jako futbolista. Na spotkaniu akademickiej organizacji religijnej poznał swoją przyszłą żonę Hannah. Po ślubie młodzi otworzyli piekarnię w Oregonie, ale po trzech latach ją zamknęli i przeprowadzili się do stanu Waszyngton - Hannah chciała być bliżej swojej rodziny.
Russel zatrudnił się w linii lotniczej Horizon Air jako członek ekipy naziemnej. To nie była dobra praca. Zarabiał relatywnie niewiele, a z racji braku wystarczającej liczby pracowników dyżury bywały bardzo ciężkie. Na domiar złego pracownicy naziemni byli traktowani z pogardą przez załogi samolotów – piloci nazywali ich „szczurami z rampy”.
Russel znosił to jednak, bo marzył, że kiedyś dostanie w tej linii awans na stanowisko kierownicze.
Poderwano myśliwce
10 sierpnia 2018 roku wieża kontroli lotów na Sea-Tac zauważyła, że dwusilnikowy samolot De Havilland Dash 8-400 kołuje bez pozwolenia w stronę pasa 16C. Próbowała skontaktować się z nim przez radio, ale nie otrzymała odpowiedzi. Załoga stojącego w pobliżu samolotu Alaska Airlines zgłosiła, że gdy maszyna zaczęła się rozpędzać po pasie, z jego podwozia sypały się iskry – jakby pilot zapomniał zwolnić hamulce. O 19:32 oderwał się od ziemi.
Porwanie wywołało panikę na ziemi. Nikt początkowo nie wiedział, co zaszło, ale okolice Seattle są gęsto zaludnione. Gdyby porywacz zdecydował się rozbić samolot w mieście, liczba ofiar mogłaby być liczona w setkach.
Z bazy Sił Powietrznych Gwardii Narodowej w Oregonie natychmiast poderwano dwa myśliwce F-15C, które poleciały z prędkością naddźwiękową na przechwycenie, a także latającą cysternę.
Nie chciał zrobić nikomu krzywdy
W rozmowie z kontrolą naziemną Russel zapewniał jednak, że nie chce zrobić nikomu krzywdy. Zapytany o to, czego porwał samolot, stwierdził, że nie wie. - Wydaje mi się, że obluzowało mi się kilka śrubek. Dotychczas o tym, szczerze mówiąc, nie wiedziałem – dodał.
Będąc w powietrzu, latał po okolicy zatok Puget Sound i podziwiał widoki. Poprosił też wieżę o koordynaty zauważonej w tej okolicy orki, o której głośno było w mediach, i powiedział, że chce wykonać kilka manewrów, by sprawdzić, czy samolot da radę.
Przez cały czas kontroler próbował go skłonić do tego, by wylądował. On jednak wyraźnie bał się konsekwencji. Gdy zasugerowano mu, by wylądował w bazie powietrznej Lewis-McChord, odparł, że jeśli spróbuje to zrobić, to ci kolesie mnie poturbują. Przeprosił też swoją rodzinę i przyjaciół za to, co zrobił.
Nie planował lądowania
W pewnym momencie Russell wykręcił beczkę. To nie jest bezpieczny manewr w dwusilnikowym samolocie pasażerskim i mało brakło, by w jego trakcie się rozbił. Gdy wyrównał lot, był zaledwie 3 metry nad ziemią. Później wielu ekspertów zauważało, że Russell zaskakująco dobrze radził sobie z pilotażem, jak na kogoś, kto nie miał licencji pilota ani żadnego formalnego przeszkolenia. On sam powiedział kontrolerowi, że nauczył się latać dzięki grom komputerowym.
Po tym manewrze Russell przyznał, że jest zdziwiony, że jeszcze żyje. Gdy kontroler po raz kolejny poprosił go, by wylądował, powiedział: Nie wiem, nie chcę. W pewnym sensie miałem nadzieję, że to będzie koniec, wiesz?. Po chwili dodał, że nie planował lądować.
O 20:43 samolot rozbił się o o wyspę Ketron. Na wyspie stały jedynie domki letniskowe, więc Russell okazał się być jedyną ofiarą śmiertelną. Miał 28 lat.
Bohater internetu
O tym incydencie szybko zrobiło się głośno. W USA rozmów między pilotami i wieżą można słuchać w internecie, więc tysiące osób słuchało jej na żywo, gdy w mediach społecznościowych pojawiły się pierwsze informacje o porwaniu. Russeell stał się kimś w rodzaju bohatera ludowego. W internecie zaroiło się od hołdów pod jego adresem, kręcono o nim amatorskie filmy dokumentalne, nagrywano piosenki. Powszechnie też zaczęto go nazywać Królem Przestworzy. Ta popularność żyje do dzisiaj. Podczas wczorajszej rocznicy w mediach społecznościowych pojawiły się tysiące poświęconych mu wpisów.
Ten incydent szybko został też upolityczniony. Głównym powodem był jeden z fragmentów rozmowy. Russell pytał kontrolera, czy jego zdaniem jeśli wyląduje, dostanie pracę jako pilot. Kontroler odparł, że dostanie dowolną pracę, jeśli da radę to zrobić. Ta, jasne! Nie, jestem białym kolesiem – odparł.
Po tych słowach stał się bohaterem dla skrajnej prawicy, która uznała ten incydent za protest przeciwko dyskryminacji białych przez politykę równościową – i rasistą dla skrajnej lewicy.
Jego rodzina od początku podkreślała jednak, że nie był nigdy rasista i nie był zainteresowany polityką. Koledzy z pracy powiedzieli, że powtórzył tylko słowa, które usłyszał od jednego z przełożonych, gdy odmówiono mu awansu. Ich zdaniem na fakt, że go nie dostał, od koloru skóry większy wpływ miało to, że był biedny.
Do dziś nie wiemy do końca, co skłoniło Russela do tak desperackiego czynu. Zakończone 9 listopada śledztwo FBI wykazało jedynie, że działał sam i bez motywów terrorystycznych. O wyspę rozbił się celowo. Dziś przeważa teoria, że cierpiał na depresję, o której nie powiedział bliskim. Warunki pracy i odmowa awansu sprawiły, że jego stan znacznie się pogorszył, co skłoniło go do bardzo publicznego samobójstwa.
Jeśli masz myśli samobójcze, możesz otrzymać pomoc tutaj:
Centrum Wsparcia dla Osób Dorosłych w Kryzysie Psychicznym - tel. 800 70 2222\
Dziecięcy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka - tel. 800 12 12 12
źr. wPolsce24











