Myśli nowoczesnego Tuska, czyli Donald, który został nacjonalistą

– Nie jest patriotyzmem uleganie lobbystom, nie jest patriotyzmem sprzedawanie stacji benzynowych Orbánowi tak, jak miało to miejsce kilka lat temu, tak, ponad 400 stacji benzynowych, a w świetle tego, co dzisiaj słyszymy i widzimy, te stacje benzynowe trafiły do firmy, którą dysponuje polityk, najbliższy sojusznik Putina – grzmiał premier podczas inauguracji projektu „Local Content. Z korzyścią dla Polski”.
Plan Tuska-Nacjonalisty, cytowany przez serwis 300polityka.pl, brzmi jak manifest suwerennościowy pisany na kolanie pod aktualne sondaże:
– Nie pozwolimy i więcej już w Polsce nie może się tak zdarzyć, żeby na to, co my tu w Polsce robimy, co produkujemy, co chcemy kupić, wpływały siły zewnętrzne ze względu na ich interes. I już nie ma i nie powinno mieć dla nikogo znaczenia ani siła, ani innego typu relacje z państwami, przede wszystkim tymi spoza Europy, naszym zadaniem jest promowanie polskiej produkcji. Koniec, kropka – ogłosił szef rządu.
To nowe, uzupełnione wydanie „Myśli nowoczesnego Polaka”, wzbogacone o przemyślenia człowieka, który polityczną karierę i pozycję w Brukseli budował na doskonałych relacjach z Berlinem. Dziś próbuje być turbonarodowcem, a jego hasła brzmią równie wiarygodnie, co obietnice cudów gospodarczych z 2007 roku. Można mu oczywiście kolejny raz zarzucić hipokryzję, wskazując, że dzisiejsze „majaki” to jedynie próba ucieczki przed faktami.
Skupmy się jednak na tym, co mówi naprawdę. Dlaczego premier tak rozpaczliwie próbuje przejąć agendę prawicy, że brzmi niemal jak kopia Karola Nawrockiego? Dziś, zdaniem Tuska, „nowoczesny nacjonalizm gospodarczy” to nie wstyd, lecz znak dojrzałości. Polska ma wreszcie przestać być „rolowana” przez zagranicznych graczy.
To kuriozum. Taką opinię wygłasza polityk, który przez lata budował w Polsce autostrady dla kapitału z Berlina, a dziś sugeruje, że wiesza na nich tabliczki „ruch tylko lokalny”. W nowej wersji politycznej gry Tusk porzucił lnianą koszulę europejskiego liberała na rzecz kostiumu bohatera z biało-czerwoną flagą w jednym ręku i dokumentacją przetargową w drugim.
Fakty są jednak bezlitosne i obnażają tę pozę. To właśnie środowisko Tuska w ogromnym stopniu odpowiada za aktualną architekturę polskiej gospodarki, w której rodzime firmy stały się jedynie podwykonawcami zachodnich gigantów. Polska jest dziś spleciona z obcym kapitałem tak ciasno, że okrągłe zdania o „polskich interesach” brzmią jak ponury żart.
Ponad połowa firm z udziałem zagranicznym w Polsce żyje wyłącznie z eksportu. To oznacza, że kręgosłup polskiej sprzedaży za granicę należy do obcych koncernów, które transferują wypracowane tu zyski do swoich central. W 2024 roku wartość dochodów zagranicznych inwestorów sięgnęła rekordowych 135,2 mld zł. Dane makroekonomiczne są jeszcze bardziej druzgocące: prawie co drugie miejsce pracy w sektorze rynkowym zależy od kaprysów zagranicznego popytu, a zyski wypływające z kraju realnie obciążają nasze PKB w skali przekraczającej 4-5%.
W tym kontekście zapowiedzi o „nacjonalizmie gospodarczym” to czyste gesty pod publiczkę. W rzeczywistości jego rząd wciąż pielgrzymuje do zagranicznych central, błagając o budowę kolejnych montowni czy fabryk procesorów pod obcym szyldem. To nie jest realna zmiana kursu, lecz pudrowanie modelu, w którym Polska od trzech dekad pozostaje w cieniu kapitału z Niemiec, Holandii czy Stanów Zjednoczonych.
Hasła takie jak „nowoczesny nacjonalizm”, „zdrowa gospodarka” czy „koniec naiwności” to nic innego jak nowa kampania marketingowa, której fundamentem jest zasada: „Zmieniamy maski, byle zostać przy korycie”. Czy Tusk i jego ludzie dopiero dziś odkryli to, o czym socjolodzy piszą od lat? Przypomnijmy słowa prof. Henryka Domańskiego z 2016 roku:
– Teoria cyklicznego rozwoju mówi, że po wzroście lewicowości następuje zwrot w drugą stronę. I ta teoria dziś się sprawdza.
To jedyny powód, dla którego Tusk z „Króla Europy” przeistoczył się w „nacjonalistę”. To nie nagłe oświecenie, lecz instynkt przetrwania. Niestety, za tymi deklaracjami stoi to samo, co zawsze: polityczne pustosłowie, z którego dla polskiego kapitału nie wynika absolutnie nic.
źr. wPolsce24








