Postawił domy, choć twierdził, że to poidła dla koni. Góralski biznes, który może skończyć się więzieniem

Sprawa miała swój początek w 2020 roku. Jak informuje "Gazeta Krakowska", zakopiański przedsiębiorca Józef G.-M. postawił wtedy na swojej działce ogromną wiatę, w której składował drewno. Jego działka znajduje się na Bachledzkim Wierchu, który leży w granicach Parku Kulturowego Kotliny Zakopiańskiej. Ze względu na unikalne walory wizualne tego miejsca obowiązuje tam całkowity zakaz zabudowy.
Twierdził, że to poidła dla koni
Nadzór budowlany uznał, że składowanie materiałów budowlanych w tej wiacie jest nielegalne i nakazał jej rozbiórkę. Przedsiębiorca w 2021 roku deklarował, że dobrowolnie podda się karze i rozbierze ją w ciągu pół roku, ale okazało się, że były to obietnice bez pokrycia. Zamiast usunąć samowolę budowlaną, dopuścił się kolejnej – zbudował pięć drewnianych domków pod wynajem.
Jak informuje "Gazeta Krakowska", przedsiębiorca miał mówić urzędnikom z urzędu miasta i Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego, że nie buduje żadnych domków, a poidla dla koni. Przekonywał, że nie robi nic złego, bo buduje je na własnym gruncie i za własne pieniądze.
Sąd jednak nie zgodził się z tą opinią. W sierpniu 2025 roku Sąd Rejonowy w Zakopanem uznał go za winnego złamania zapisów o Parku Kulturowym. Sędzia nie tylko wymierzył mu karę grzywny w wysokości 5 tys. złotych, ale także nakazał przywrócenie terenu do stanu poprzedniego, co w praktyce oznaczało konieczność rozbiórki tych domków.
Józef G.-M. nie stawił się w sądzie, zasłaniając się problemami zdrowotnymi. Przedstawił zaświadczenie o leczeniu psychiatrycznym. Gdy sędzia odczytywał wyrok, przy jego domkach trwały prace wykończeniowe. Stoją na jego działce do dzisiaj.
Teraz grozi mu więzienie
Teraz jednak góral ma poważniejsze problemy. Prokuratura Rejonowa w Zakopanem skierowała przeciwko niemu akt oskarżenia do sądu. Śledczy twierdzą, że złamał art. 188 Kodeksu karnego, który zabrania wznoszenia nowych obiektów budowlanych, powiększania istniejących i prowadzenia działalności gospodarczej zagrażającej środowisku na terenie objętym ochroną ze względów przyrodniczych lub krajobrazowych.
Prokuratura poinformowała, że przedsiębiorca przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu teraz do dwóch lat więzienia.
Specjalista od samowoli budowlanej
"Gazeta Krakowska" informuje, że te domki nie były jego pierwszą samowolą budowlaną. Mężczyzna od ponad 20 lat toczy regularną wojnę z organami nadzoru budowlanego i do perfekcji opanował procedurę odwołań. Głośno w Zakopanem zrobiło się o pięciokondygnacyjnym pensjonacie, który postawił na działce rolnej. Pierwszy nakaz jego rozbiórki wydano 16 lat temu, ale dzięki odwołaniom do organów wojewódzkich i sądów administracyjnych, obiekt funkcjonuje do dziś. Obecnie państwo chce go rozebrać na koszt właściciela – oszacowano, że będzie to kosztowało ok. 2 mln złotych – ale i ta decyzja została przez niego zablokowana kolejnym odwołaniem. Nadzór zajmuje się także zbudowanym przez niego nielegalnym szpalerem garaży i magazynów.
źr. wPolsce24 za "Gazeta Krakowska"











