ROZMOWA WIKŁY. Wanda Buk: Ten system zrobił bardzo wiele złego. To nawet 30% ceny
Rosnące rachunki za energię elektryczną to problem, który dotyka dziś niemal każdego. Niewielu jednak zdaje sobie sprawę z tego, że znaczną część tych kosztów stanowi system handlu emisjami CO2, czyli ETS. Jak podkreśla gość red. Marcina Wikły, koszty te są „głęboko ukryte” w rachunkach.
– To nawet około 30% ceny samej energii elektrycznej – wskazuje Wanda Buk.
Czym jest ETS i dlaczego płacimy więcej?
System ETS (European Trading System), czyli handlu uprawnieniami do emisji CO₂ został wprowadzony przez Unię Europejską w 2005 roku jako mechanizm ograniczania emisji gazów cieplarnianych poprzez nadanie im ceny, która została następnie uwolniona, a same pozwolenia stały się przedmiotem spekulacji i gry giełdowej. W największym skrócie polega on na tym, że producenci energii muszą płacić za emisję CO₂. W praktyce oznacza to jedno: im bardziej emisyjna produkcja (np. oparta na węglu), tym wyższe koszty. Te koszty są następnie przerzucane na odbiorców końcowych.
– To opłata za sposób wytwarzania energii – tłumaczy prawniczka i doradczyni prezydenta Karola Nawrockiego. – Problem polega na tym, że przeciętny odbiorca jej nie widzi, tylko odczuwa rosnącą kwotę na końcu rachunku.
Czy Polska może wyjść z ETS?
W polskiej debacie publicznej coraz częściej pojawia się postulat wyjścia Polski z systemu ETS. Zdaniem Wandy Buk to nie jest takie proste.
Wycofanie się z przepisów oznaczałoby konflikt z Komisją Europejską i niemal pewne konsekwencje:
- postępowanie naruszeniowe
- skierowanie sprawy do Trybunału
- wysokie kary finansowe
– To byłby kurs kolizyjny z Unią Europejską – ocenia Buk.
Religia klimatyczna
Zdaniem doradczyni prezydenta „to nie Polska powinna wychodzić z ETS-u, tylko Unia Europejska powinna zrezygnować z systemu ETS”. - Przynajmniej na kilka najbliższych lat, dopóki nie staniemy na nogi, ponieważ ten system zrobił bardzo wiele złego w Unii Europejskiej – podkreśla.
Wanda Buk zwraca uwagę, że w UE polityka klimatyczna stała się ideologią. - Ja w Brukseli spędziłam bardzo dużo czasu i to przywiązanie do polityki klimatycznej jest niesamowita – mówi.
Tymczasem system nie spełnia swoich podstawowych funkcji:
- nie przyspiesza realnie transformacji energetycznej
- ogranicza inwestycje w nowe źródła energii
- osłabia konkurencyjność europejskiej gospodarki
Europa traci, Chiny zyskują
Na dowód Wanda Buk przedstawia dane.
Udział Europy w globalnej produkcji przemysłowej spadł: z 25% do 17%. W tym samym czasie Chiny zwiększyły swój udział: z 9% do aż 29%.
– Europa się dezindustrializuje – ostrzega Buk. – A jednocześnie światowe emisje rosną, mimo naszych wysiłków.
Transformacja na… chińskich panelach
Paradoks transformacji energetycznej jest jeszcze większy. Ponad 90% paneli fotowoltaicznych w Europie pochodzi z Chin. Oznacza to, że zamiast uniezależniać się energetycznie, UE tworzy nową zależność.
– Transformacja energetyczna odbywa się na plecach chińskiej gospodarki – zauważa ekspertka.
Co dalej z ETS?
Wanda Buk nie ma wątpliwości, że system wymaga głębokiej zmiany.
- Można reformować ETS, ale to będzie zawsze praca na takim organizmie, który jest bardzo chory. Jego się nie da w pełni uzdrowić.
Podkreśla, że problem nie dotyczy tylko Polski, ale całej Europy.
– To moment, w którym trzeba zatrzymać się i przemyśleć kierunek – mówi, zwracając uwagę jeszcze na jedną kwestię:
- My bezpieczeństwo musimy sobie kupić, ale żeby je sobie kupić, musimy na nie zarobić, więc my jako Europa nie możemy się zubażać, nie możemy likwidować naszego przemysłu, bo będziemy mieć ogromny problem związany właśnie z bezpieczeństwem, a w wojnie za naszą wschodnią granicą naprawdę nie ma nic ekologicznego.
Cała rozmowa w materiale wideo
źr. wPolsce24











