Polska

Państwo umywa ręce po wycieku danych medycznych. Obywatele słyszą tylko o zastrzeżeniu PESEL

opublikowano:
Katastrofa bezpieczeństwa cyfrowego. 19 milionów Polaków bez realnej ochrony po wycieku danych
Gawkowski ogłasza największy wyciek w historii, ale odpowiedzialność pozostawia ofiarom(fot. Fratria/graf AI)
Wicepremier Krzysztof Gawkowski poinformował o największym w historii Polski incydencie w zakresie cyberbezpieczeństwa – doszło do wycieku danych blisko 19 milionów obywateli, którzy korzystali ze wsparcia medycznego. Wykradziona baza z systemu MyDr ma ponad 2 terabajty i zawiera niezwykle wrażliwe informacje, w tym numery PESEL oraz dane o stanie zdrowia. Choć komunikat ministra miał uspokoić opinię publiczną i przedstawić skoordynowane działania państwa, to w rzeczywistości uwypukla on głębokie zaniedbania systemowe, chaos informacyjny oraz niepokojącą tendencję do przerzucania ciężaru odpowiedzialności na same ofiary.

Już sama narracja Gawkowskiego budzi poważne wątpliwości co do rzetelności i szybkości reakcji państwa. Zaledwie dwa dni wcześniej minister twierdził, że nie można ostatecznie potwierdzić wycieku, a teraz z całą stanowczością mówi o niebywałym i bardzo dużym incydencie, określając jego skalę na blisko 19 milionów rekordów. Ta gwałtowna zmiana stanowiska świadczy albo o tym, że przez krytyczne godziny służby nie miały pełnego obrazu sytuacji, albo o celowym wstrzymywaniu niepokojących informacji.

Bierność państwa wobec podmiotu przechowującego dane wrażliwe

W przypadku ataku na infrastrukturę medyczną, gdzie każdy dzień zwłoki może oznaczać dalsze rozpowszechnianie skradzionych danych, taka niepewność i rozbieżność w oficjalnych wystąpieniach są niedopuszczalne i podkopują zaufanie do instytucji odpowiedzialnych za ochronę informacji wrażliwych.

Firma MyDr, która obsługuje miliony wizyt miesięcznie i wystawia ogromną liczbę recept, gromadziła dane pacjentów z całego kraju, a mimo to państwo nie zapewniło odpowiedniego nadzoru ani standardów bezpieczeństwa, które zapobiegłyby takiemu incydentowi. Hakerzy mieli skontaktować się z kierownictwem firmy już 5 sierpnia, a publiczna reakcja nastąpiła dopiero tydzień później, co oznacza, że przez cenny czas dane mogły być już szeroko rozpowszechniane. To nie jest działanie w trybie nadzwyczajnym, lecz dowód na zbyt wolną reakcję zarówno firmy, jak i nadzorujących ją instytucji.

Higiena cyfrowa zamiast systemowej odpowiedzialności

Jeszcze bardziej niepokojące jest to, na czym minister skupia uwagę w swoim wystąpieniu. Zamiast przedstawić konkretne mechanizmy, które zawiodły, lub wskazać odpowiedzialnych za brak należytego nadzoru, Gawkowski koncentruje się na apelach do obywateli, by ci zastrzegli swoje numery PESEL w aplikacji mObywatel. Nazywa to elementarną higieną cyfrową, jednak takie postawienie sprawy całkowicie odwraca perspektywę.

To nie pacjenci zaniedbali swoje obowiązki, to firma przechowująca dane połowy narodu dopuściła do ich wykradzenia, a państwo, które powinno sprawować skuteczny nadzór nad takimi podmiotami, nie zrobiło tego wystarczająco dobrze.

Rzucenie ludziom hasła o pięciosekundowym zastrzeżeniu PESEL to próba zdjęcia z rządu odpowiedzialności i przedstawienia katastrofy bezpieczeństwa jako kwestii indywidualnej profilaktyki, podczas gdy dane medyczne – jedne z najbardziej wrażliwych – mogą być wykorzystane do szantażu lub sprzedaży podmiotom komercyjnym, a zastrzeżenie numeru w żaden sposób nie chroni przed ujawnieniem historii chorób.

Iluzja bezpieczeństwa w nowej bazie danych

Wicepremier poinformował również o uruchomieniu bazy Bezpieczne Dane, w której obywatele będą mogli sprawdzić, czy ich dane wyciekły. Choć z pozoru jest to działanie pomocne, w rzeczywistości ma ono charakter wyłącznie informacyjny i reaktywny, podczas gdy obywatele potrzebują realnej ochrony przed skutkami ujawnienia ich historii chorób czy recept. Ponadto samo tworzenie kolejnej centralnej bazy, do której każdy będzie musiał wpisać swoje dane osobowe, aby zweryfikować ich bezpieczeństwo, rodzi uzasadnione obawy, czy nie tworzymy w ten sposób kolejnego łakomego kąska dla cyberprzestępców. Jest to działanie pozornie uspokajające, które nie rozwiązuje problemu, a jedynie przesuwa go w inne miejsce i w praktyce może narazić obywateli na dodatkowe ryzyko związane z gromadzeniem ich informacji w nowym systemie.

Deklaracje bezwzględności bez konkretnych zmian systemowych

Nie sposób też przejść obojętnie obok stwierdzenia Gawkowskiego, że nic nie wskazuje na atak zewnętrznego państwa. Jeśli rzeczywiście nie mamy do czynienia z działaniami obcego wywiadu, a jedynie z przestępcami, oznacza to, że system firmy był na tyle źle zabezpieczony, iż padł ofiarą rutynowego włamania, któremu znacznie łatwiej było zapobiec.

Tymczasem minister, zamiast mówić o zaniedbaniach technicznych czy braku wystarczających audytów, zapowiada jedynie bezwzględne ściganie sprawców. Deklaracje o ostatecznej bezwzględności służb i prokuratury brzmią dobrze w przekazie medialnym, ale są wyłącznie obietnicą represji po fakcie, podczas gdy kluczowe jest zapobieganie takim zdarzeniom i systemowe podniesienie standardów ochrony dla wszystkich podmiotów gromadzących dane wrażliwe. Zabrakło odpowiedzi na podstawowe pytania: kto poniesie konsekwencje, jakie mechanizmy nadzoru zawiodły i czy firma MyDr miała wymagane certyfikaty bezpieczeństwa.

Porażka systemowa zamiast realnej ochrony

Sprawa wycieku danych ujawniła przede wszystkim słabość reakcji państwa na kryzys o niespotykanej dotąd skali. Zamiast twardych wniosków i zmian systemowych otrzymaliśmy niespójny przekaz, przerzucanie odpowiedzialności na obywateli oraz wirtualne zabezpieczenia w postaci nowej bazy danych. Miliony Polaków, których dane medyczne zostały wykradzione, mają prawo czuć się pozostawieni samym sobie – otrzymali bowiem nie realną ochronę, ale jedynie instrukcję, jak po fakcie próbować chronić swój numer PESEL, i zapewnienia, że sprawcy zostaną znalezieni.

To zdecydowanie za mało, by naprawić zaufanie, które w tym momencie legło w gruzach razem z bezpieczeństwem polskiej infosfery. Prawdziwym testem dla ministra nie będą kolejne konferencje prasowe, lecz konkretne kary, zmiana prawa i realne wzmocnienie nadzoru nad podmiotami przetwarzającymi dane wrażliwe – na razie jednak Polacy mogą jedynie mieć nadzieję, że ich historia choroby nie trafi wkrótce do niepowołanych rąk.

źr. wPolsce24 za PAP

 

Polityka

Czarnek o niekompetencji ekipy Tuska po wycieku. "Kompromitacja państwa"

opublikowano:
mid-26811177 (1)
Donald Tusk na posiedzeniu w KPRM, artykuł portalu wPolityce oraz wpis Przemysława Czarnka z portalu X Fot. PAP/Paweł Supernak/wPolityce/x
"19 MILIONÓW Polaków i gigantyczny wyciek danych związanych z korzystaniem ze świadczeń medycznych. Tak wygląda 'cyberbezpieczeństwo na najwyższym poziomie' według rządu Tuska. Państwo, które nie potrafi ochronić najbardziej wrażliwych danych swoich obywateli, nie jest państwem bezpiecznym" - czytamy we wpisie kandydata na premiera PiS Przemysława Czarnka na portalu X.
Polska

O krok od tragedii w Siedlcach. Pijany 65-latek z zapalniczką przy odkręconej butli z gazem WIDEO

opublikowano:
Wybuch gazu w bloku był o krok. Nietrzeźwy 65-latek z zapalniczką w dłoni
Sekundy od katastrofy. Policyjna interwencja, która uratowała życie 38 mieszkańcom Siedlec (fot. KMP w Siedlcach)
Szybka reakcja, zdecydowanie i profesjonalizm siedleckich policjantów zapobiegły tragedii, do której mogło dojść w jednym z budynków wielorodzinnych w Siedlcach. Nietrzeźwy 65-latek odkręcił zawór butli z gazem, a następnie – trzymając w ręku zapalniczkę – próbował doprowadzić do wybuchu. Policjanci z KMP w Siedlcach, działając w warunkach bezpośredniego zagrożenia również dla własnego życia i zdrowia, błyskawicznie obezwładnili mężczyznę. Z budynku ewakuowano 38 osób.
Kraj

Olbrzymi wyciek! Skradziono dane 19 mln Polaków

opublikowano:
thedigitalway-computer-1591018_1280
Wyciek danych sięgający blisko 19 mln obywateli polskich (fot. Pixabay)
Wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski poinformował, że doszło do „wycieku danych sięgającego blisko 19 mln obywateli polskich”. Wykradziona baza ma ponad 2 TB danych. Nic nie wskazuje na to, że mamy do czynienia z atakiem zewnętrznym - dodał Gawkowski.
Polska

Profesor Matczak wreszcie poznał prawdę o Tusku. "Jak krew w piach"

opublikowano:
Prof. Matczak chyba szczerze wierzył w to, że koalicja 13 grudnia "odpolityczni" sądy. Dziś prysły jego złudzenia
Prof. Matczak chyba szczerze wierzył w to, że koalicja 13 grudnia "odpolityczni" sądy. Dziś prysły jego złudzenia (Fot. Fratria)
Prof. Marcin Matczak, wieloletni krytyk PiS i obrońca niezależności sądów, właśnie przeżył szok. Znany prawnik ostro skomentował doniesienia, że kandydatem na sędziego Trybunału Konstytucyjnego ma zostać Maciej Berek – najbliższy polityczny współpracownik Donalda Tuska, powszechnie uważany za jego „prawą rękę”.
Polska

Wynajmujesz mieszkanie w Polsce? Za jeden błąd kobieta musi zapłacić 37 tys. zł

opublikowano:
Blok mieszkalny za drzewami
Białorusinka musi zapłacić 37 tys. zł za remont mieszkania, które wynajmowała. (fot. Fratria/ Liudmyla Kazakova)
Obywatelka Białorusi, Anna, która wraz z dwojgiem dzieci przez prawie dwa lata wynajmowała mieszkanie w centrum Warszawy, otrzymała od właściciela lokalu rachunek na kwotę 37 tys. zł za przeprowadzenie remontu. Kobieta odmówiła zapłaty i skierowała sprawę do prawnika, ponieważ do naliczenia kosztów doszło cztery miesiące po jej wyprowadzce, bez wcześniejszego sporządzenia protokołu zdawczo-odbiorczego.
Polska

Kierowca miejskiego autobusu upił się... za kierownicą w czasie pracy

opublikowano:
To nie jest zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Kierowca miejskiego autobusu naprawdę raczył się piwem podczas jazdy
To nie jest zdjęcie wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Kierowca miejskiego autobusu naprawdę raczył się piwem podczas jazdy (Fot. KMP w Rudzie Śląskiej)
Trudno o bardziej szokujący widok w miejskim autobusie. 63-letni kierowca autobusu linii 23 między Katowicami a Zabrzem miał wozić pasażerów, jednocześnie popijając piwo za kierownicą. Gdy pod koniec swojej zmiany został zatrzymany przez policję, miał w organizmie 2,75 promila alkoholu. Sąd zareagował błyskawicznie – mężczyzna został skazany na pół roku bezwzględnego więzienia.