Bogucki, który był gościem programu "Polityczny WF z gościem" na antenie Polsatu podkreślił, że referenda są jednym z kluczowych narzędzi oddawania władzy w ręce obywateli, a obecne regulacje często prowadzą do ich paraliżu. Wskazał na patologiczną sytuację, w której osoby zagrożone odwołaniem zachęcają do bojkotu głosowania, licząc na niespełnienie wymaganego progu frekwencji. – To złe rozwiązanie, które psuje demokrację – ocenił.
Zapowiadana inicjatywa nie ma być reakcją na pojedynczy przypadek czy konkretną gminę. Jak zaznaczono, chodzi o zmianę zasad systemowych, które obowiązywałyby w całym kraju. Dyskusja wokół referendów lokalnych nasiliła się w ostatnich dniach m.in. w związku z trwającą w Krakowie zbiórką podpisów pod wnioskiem o odwołanie prezydenta miasta Aleksandra Miszalskiego.
Wymagania zbyt wysokie
Obecnie, aby referendum lokalne było ważne, musi wziąć w nim udział co najmniej 30 proc. uprawnionych do głosowania. W przypadku referendów odwoławczych próg jest jeszcze wyższy i uzależniony od frekwencji w wyborach, w których wybrano danego włodarza. Zdaniem prezydenckiego otoczenia, takie rozwiązania skutecznie zniechęcają obywateli do udziału w głosowaniu i wypaczają sens demokracji bezpośredniej.
Zbigniew Bogucki zaznaczył, że niższy próg ważności referendum motywowałby obie strony sporu do aktywnego zabiegania o udział mieszkańców, zamiast liczenia na ich bierność. – Chciałbym, żeby Polacy aktywnie uczestniczyli w tego rodzaju aktach demokracji bezpośredniej – podkreślił.
Prezydent zwróci się bezpośrednio do Polaków?
W rozmowie pojawił się także wątek ewentualnej blokady prezydenckiego referendum przez Senat. Bogucki zarysował wówczas scenariusz, w którym prezydent – jako „prezydent obywatelski” – mógłby zwrócić się bezpośrednio do Polaków i objąć patronatem referendum o charakterze obywatelskim. Jak zaznaczył, to rozważanie hipotetyczne, ale możliwe w przypadku silnej presji społecznej.
Zapowiedź zmian w referendach wpisuje się w szerszą narrację Pałacu Prezydenckiego o wzmacnianiu roli obywateli w procesach decyzyjnych. Jeśli projekt ustawy faktycznie trafi do Sejmu w najbliższych tygodniach, debata o demokracji bezpośredniej może stać się jednym z kluczowych tematów politycznych najbliższych miesięcy.
źr. wPolsce24 za Polsatnews.pl