Poszukiwania Emilii Koprowskiej. Mąż tłumaczy się z kuriozalnego nagrania

Koprowska zaginęła 30 sierpnia w Darłowie. Była z mężem na festiwalu techno. W trakcie imprezy pokłóciła się z mężem o wspólne interesy. Odeszła piechotą, a mąż został przy zepsutym samochodzie. Mieli potem jeszcze mieć kontakt telefoniczny i SMSowy do 22:30.
Mąż zgłosił jej zaginięcie dopiero 2 września. Tłumaczył, że wcześniej szukał żony na własną rękę. Policja ujawniła, że zgłosił jej zaginięcie dopiero pod naciskiem jej rodziny i zmieniał swoje zeznania, które śledczy uznali za mało wiarygodne.
To nagranie wstrząsnęło internautami
Niedawno mąż opublikował w sieci kuriozalne nagranie. Wykonano je w nocy i widać na nim, jak oprowadza widzów po swojej posesji, przyświecając sobie telefonem.
- Włamujemy się na teren prywatnej posesji. Podejrzewają, że to jest jego działka. Mógł pochować coś tutaj. Pewnie narkotyki. To ćpun j...y i złodziej, bo każdy ćpun to złodziej – mówił mężczyzna do kamery kpiącym tonem. - Chodźcie, będę was krył. Nie, nie powiem wam, że byliście ze mną. Rejestracji mojej nie nagrywajcie, bo będą wiedzieli, że tu byłem, u siebie na działce. Nie będziemy zdradzać tajemnicy, gdzie ją ukryliśmy – dodał.
Na koniec stwierdził, że musi iść spać, bo za cztery godziny ruszają znów poszukiwania jego żony, w których będzie uczestniczył.
Teraz się z tego tłumaczy. W rozmowie z portalem naTemat stwierdził, że jego przekaz był celowo skonstruowany w taki sposób, by wyśmiać internetowe oskarżenia i obraźliwe komentarze pod jego adresem. - Wszystko, również ten filmik, który nagrałem o 2.30 w nocy, jest tak zaplanowane, żeby nagłośnić sprawę – podkreślił. Odnosząc się do niespójnych zeznań, powiedział, że działał w silnym stresie i nie miał przygotowanej szczegółowej osi czasu, ale przekonywał, że udostępnił policji swój telefon i współpracował przy ustalaniu szczegółów, w tym przy analizie połączeń.
Taksówkarz twierdzi, że była roztrzęsiona
Dziennikarzom "Faktu" udało się dotrzeć do taksówkarza z Darłowa. Pan Krystian był ostatnią osobą, która widziała zaginioną. Taksówkarz ujawnił, że na początku nie zauważył nic niepokojącego. - Dopiero jak kawałek przejechaliśmy, to była cała roztrzęsiona, zapłakana. Próbowałem ją trochę uspokajać – mówił.
Dodał, że pasażerka poprosiła go, by zawiózł ją w okolice aquaparku. - Twierdziła, że tam jest jakieś auto ze zdjętym kołem i z pobitymi szybami i jakiś agresywny mężczyzna. Byłem zaskoczony i w szoku. To był mój pierwszy kurs tego dnia i takie coś od razu – relacjonował.
Wysadził ją na wskazanym parkingu, ale nie było na nim żadnego samochodu. Koprowska wzięła od niego wizytówkę i zasugerowała, że będzie chciała pojechać do Koszalina, ale już się z nim nie skontaktowała.
Zwłoki w Bałtyku
W poniedziałek policja z Kołobrzegu otrzymała także zgłoszenie o dryfujących w Bałtyku zwłokach kobiety w stroju kąpielowym. Na plaży znaleziono jej ubrania. Detektyw Krzysztof Rutkowski, który bierze udział w jej poszukiwaniach, podejrzewał, że może to być zaginiona. - W prostej linii od Darłowa jest do miejsca znalezienia zwłok około 60 km. Nie wykluczam, że to ciało Emilii, które mogło dotrzeć do Kołobrzegu z miejsca zaginięcia – powiedział.
W miniony weekend wyłowiono także zwłoki innej kobiety z rzeki Parsęty. Wtedy też pojawiły się spekulacje, że to była Koprowska. Policja jednak zdementowała i te doniesienia. - Ciała należą do mieszkanek woj. zachodniopomorskiego. Żadne z nich to nie jest jednak zaginiona kobieta – powiedziała portalowi O2 st. asp. Izabela Sreberska.
Rodzina ma żal do Rutkowskiego
Rutkowski już wcześniej sugerował, że kobieta mogła paść ofiarą zabójstwa. - Mamy przełomowe informacje w związku z poszukiwaniami Emilii Koprowskiej. O szczegółach w tym momencie jeszcze nie mogę powiedzieć. Niestety, nasze ustalenia wskazują, że prawdopodobnie doszło do zabójstwa – powiedział "Faktowi". Później obiecywał, że podczas konferencji ujawni wszystkie mrożące krew w żyłach informacje i twierdził, że to bardzo istotna wiedza, która pomoże policji w zatrzymaniu sprawców, którzy doprowadzili do porwania i zabójstwa Emilii Koprowskiej.
Do jego sugestii odniósł się brat zaginionej. Nie ukrywał, że mu się nie podobają. - Włączył się w te poszukiwania trochę przypadkiem. My się chwytamy każdej szansy, ale nie można formułować tezy bez poparcia w faktach. To psuje nam poszukiwania – tłumaczył.
Rodzina odcina się od jej męża
Brat zaginionej dodał, że ostatnio dostał informacje, jakoby widziano ją na placu zabaw w Jezierzanach. Gdy to jednak sprawdził, okazało się, że to nie była ona. Jak mówił pojawiły się już osoby, które próbują wykorzystać ich trudną sytuację. Zgłaszają się rzekomi wróżbici, którzy żądają pieniędzy za informacje o miejscu pobytu siostry.
Po wcześniejszych wypowiedziach jej męża wielu internautów spekulowało, że w ich małżeństwie się nie układało. Jej brat potwierdził, że od jakiegoś czasu para nie mieszkała razem. - My jako rodzina nie chcemy mieć z nim nic wspólnego i nie mamy z nim kontaktu – powiedział.
źr. wPolsce24 za wp.pl/"Fakt"/o2.pl









